wtorek, 3 listopada 2026

Kościół i cmentarz przykościelny w Rańsku

Ogłoszenie przetargowe – Rańsk, 15 maja 1855 r.
Gminna rada kościelna ogłasza, że w ciągu nadchodzącego lata na terenie parafii zrealizowane zostaną następujące prace budowlane:   
a) Nowa budowa muru wokół cmentarza znajdującego się obok kościoła. Mur ma być wykonany z rozłupanych kamieni polnych ułożonych na zaprawie wapiennej i przykryty dachówkami typu karpiówka (kosztorys robocizny bez materiałów oszacowano na 70 talarów, 5 srebrnych groszy i 4 fenigi).   
b) Przeprowadzenie szeregu niezbędnych napraw przy kościele oraz wieży kościelnej, oszacowanych na kwotę około 40 talarów.
W celu wyłonienia wykonawcy robót budowlanych w drodze licytacji wyznaczyliśmy termin na dzień 6 czerwca br., na godzinę 10:00 przed południem w tutejszej plebanii, na który zapraszamy wykonawców budowlanych z zastrzeżeniem, że termin zostanie zamknięty o godzinie 12:00 i umowa zostanie zawarta bezpośrednio z żądającym najniższej stawki.”  Rańsk, dnia 15 maja 1855 r.
Rady Gminno-Kościelna
Heling, pastor

niedziela, 1 listopada 2026

Jarmark w Szczytnie

Przy sprzyjającej, wspaniałej pogodzie, przypominającej już pełnię lata, odbył się dziś w naszym mieście zwyczajowy wiosenny jarmark towarowy. Podobnie jak podczas ostatnich targów, również dzisiejszy jarmark przebiegał dość niemrawo, a zainteresowanie zakupami ze strony licznie przybyłej publiczności było niewielkie. Jarmarki straciły bowiem także w naszej okolicy wiele ze swojej dawnej swojskości, co w znacznej mierze należy przypisać skutecznej konkurencji ze strony handlarzy jarmarcznych wobec miejscowych sklepikarzy.
Na targu licznie reprezentowani byli handlarze obuwiem, cieśle, garncarze, a także tak zwani „prawdziwi torunianie”. Nie brakowało również sprzedawców oferujących tanie towary, którzy swoimi wygadanymi zachętami oraz bezwstydnie niskimi cenami i praktycznymi artykułami wielokrotnie przyciągali tłumy „spragnione sensacji”. Publiczność z zadziwiającą wytrwałością przyglądała się przy tym popisom w łamaniu języka.
Na targowisku świńskim pojawiła się nowa atrakcja – „karuzela aeroplanowa”, a także inne rozrywki, które w ciągu dnia cieszyły się dużym zainteresowaniem i przyciągały licznych widzów.
Wieczorem zwykle rozkręca się tam prawdziwy jarmarkowy zgiełk. Miejmy nadzieję, że wszyscy zainteresowani znajdą w nim coś dla siebie.
Ortelsburger Zeitung, nr 95, 24.03.1914.



Firma Adalberta Schmidta z Ostródy

Przedsiębiorstwo Adalberta Schmidta, zajmujące się produkcją maszyn rolniczych, zostało wpisane do rejestru handlowego już 13 sierpnia 1862 r. pod numerem 18. Firma działała w Ostródzie i reklamowała swoje usługi m.in. na łamach szczycieńskiego tygodnika urzędowego. W 1896 r. przekształcono ją w jawną spółkę handlową pod nazwą Maschinenbaugesellschaft Adalbert Schmidt, z siedzibą w Ostródzie i oddziałem w Olsztynie. Wśród wspólników znaleźli się członkowie rodziny Schmidtów: wdowa Mathilde Schmidt z domu Hempel, inżynierowie Richard i Adalbert Schmidt, Elisabeth Schmidt oraz małoletnie dzieci. Prawo reprezentowania spółki przysługiwało Mathilde Schmidt, natomiast Richard Schmidt i kupiec Paul Hoyer otrzymali prokurę łączną.
W 1909 r. spółkę rozwiązano, a jej jedynym właścicielem został dotychczasowy wspólnik, inżynier i radny miejski Adalbert Schmidt. O rozwoju zakładu świadczy ogłoszenie prasowe z 6 lutego 1900 r., zamieszczone w General-Anzeiger für West- und Ostpreußen, w którym poszukiwano wykwalifikowanego modelarza do pracy w fabryce. 
A. Schmidt angażował się również w życie gospodarcze i społeczne Ostródy. W 1875 r. występował jako właściciel fabryki i członek zarządu ostródzkiego stowarzyszenia budowlanego Bau-Verein zu Osterode. Stowarzyszenie, powołane na podstawie umowy z 29 lipca 1874 r., miało przeciwdziałać niedoborowi mieszkań poprzez zakup gruntów, budowę domów oraz ich wynajem lub sprzedaż. 
Istotnym elementem działalności A. Schmidt były wynalazki i udoskonalenia techniczne. 10 marca 1885 r. uzyskał patent na ulepszenie siewników. Kolejne dokumenty patentowe pochodzą z okresu międzywojennego: 30 kwietnia 1920 r. zgłoszono wynalazek dotyczący urządzenia do napinania i przesuwania przekładni linowej przy prasach torfowych i podobnych maszynach; patent przyznano 18 czerwca 1925 r. Natomiast 2 października 1929 r. zgłoszono wynalazek sieczkarni wyposażonej w walce podające, które można było myć. Patent dodatkowy udzielony został 17 września 1930 r. 
W 1913 r. Adalbert Schmidt wraz z inżynierem Reinhardem Lindnerem założył spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Adalbert Schmidt & Reinhard Lindner, Elektrizitätsgesellschaft m. b. H., której kapitał zakładowy wynosił 50 000 marek. Przedsiębiorstwo zajmowało się wykonywaniem instalacji elektrycznych oraz handlem materiałami instalacyjnymi i maszynami. Już w lipcu 1914 r. wspólnicy zdecydowali jednak o rozwiązaniu spółki i wyznaczyli na likwidatorów obu dotychczasowych właścicieli.
Firma działająca pod nazwiskiem Adalbert Schmidt działała dalej w okresie międzywojennym. W Wiadomościach Urzędu Patentowego z 1925 r. odnotowano znak towarowy VERUM, zarejestrowany 10 listopada 1925 r. pod numerem 9608. Jako właściciela wskazano Adalberta Schmidta z Ostródy. Znak dotyczył działalności obejmującej fabrykę maszyn, handel wyrobami żelaznymi oraz artykuły i urządzenia dla gospodarstw rolnych. W wykazie wymieniono m.in. maszyny, części maszyn, narzędzia gospodarskie, wyroby metalowe, odlewy maszynowe i materiały budowlane.



Niniejszym prosimy o przesłanie nam oferty na: 30 metrów rur wiertniczych (Bohrohre) o średnicy wewnętrznej 200 mm, z podaniem ostatecznej ceny oraz najkrótszego terminu dostawy.
Oczekujemy Państwa szybkiej oferty i pozostajemy z szacunkiem MASCHINENBAUGESELLSCHAFT Adalbert Schmidt.


Pług do ziemniaków
najnowszej konstrukcji, którego wydajność ułatwia wykopywanie (zbiór) ziemniaków w takim stopniu, że jeden pług przy 8–10 zbieraczach jest w stanie obsłużyć 5 do 6 mórg [obszaru].
Ostróda, dnia 13 października 1864 r. Adalbert Schmidt.


Kreis-Blatt des Königlichen Landraths-Amtes Kreises Löbau zu Neumark , Nr.  43, 24.10.1885 r.

piątek, 30 października 2026

Żydowska rodzina Kuropatwów

Przed II wojną światową w Ostródzie mieszkała i prowadziła działalność gospodarczą żydowska rodzina Kuropatwa. W kwietniu 1890 r. do rejestru handlowego wpisano firmę – fabrykę octu Meyera Kuropatwy. W październiku 1913 r. działalność firmy została wykreślona z rejestru. W tym samym miesiącu powstała spółka jawna „M. Kuropatwa”, należąca zapewne do synów Meyera – Maxa i Ericha. W październiku 1914 r. spółkę rozwiązano, a jedynym właścicielem firmy został Max Kuropatwa. Przedsiębiorstwo zajmowało się m.in. handlem ziemniakami jadalnymi i przemysłowymi, sadzeniakami oraz nawozami sztucznymi.
Meyer Kuropatwa był żonaty z Sarą z domu Loewenstein. Zmarł w kwietniu 1916 r. w wieku 64 lat. Pozostawił żonę oraz dzieci: Louisa, Ericha, Maxa, Rosę Lewin i Ullę Mottek, a także sześcioro wnucząt.
Louis Kuropatwa w 1908 r. zarejestrował firmę w Biskupcu. Prowadził działalność gospodarczą podobną do tej, którą zajmował się Max w Ostródzie.
Firma M. Kuropatwa została wykreślona z rejestru 4 września 1937 r. Jeszcze w 1932 r. Max Kuropatwa figurował jako właściciel majątku w Lubajnach, w powiecie ostródzkim, obejmującego 225 ha gruntów ornych i 118 ha łąk.
Urodzony 12 lutego 1920 r. w Ostródzie Fritz Fritz Peretz Kuropatwa, zapewne syn Maxa, przeżył wojnę i wyemigrował do Izraela. Zmarł w grudniu 1992 r. w Petach Tikwie.
W lutym 1941 r. obywatelstwa niemieckiego pozbawiono Israela Kuropatwę, urodzonego 27 sierpnia 1885 r. w Stębarku, w powiecie ostródzkim.



M. Kuropatwa, Osterode Ostpr.   
Handel zbożem, nasionami, paszami, nawozami sztucznymi i ziemniakami.   
Ostróda, Prusy Wschodnie, dnia 18 maja 1920 r.
Do Pani Gerson Fürst, Zalewo.
Proszę o natychmiastowe odesłanie jednej partii ..., w przeciwnym razie będę musiał policzyć ją Państwu na kwotę 20 marek.
Z poważaniem
Z poważaniem, M. Kuropatwa. 


Rachunek za 14 kwintali saletry wapienno-amonowej wystawiony 30 kwietnia 1932 r. 
właścicielowi ziemski Bruno Haupl z Leszczak (niem. Leschaken) w pow. ostródzkim.

czwartek, 29 października 2026

O zamku w Szczytnie

W latach 60. XIX wieku wiedza na temat historii Szczytna w mieście praktycznie nie istniała. W szczycieńskim tygodniku urzędowym ukazał się w 1864 roku artykuł będący odpowiedzią na rozporządzenie jednego z ministrów, wzywające powiaty do opracowania własnej historii oraz gromadzenia materiałów historycznych. W jego wyniku powstał tekst, w którym podjęto próbę przedstawienia dziejów miasta i powiatu. Jest on wartościowy przede wszystkim w odniesieniu do czasów, które sięgały pamięcią jego autora, oraz jemu współczesnych.

Jak powstała nazwa Ortelsburg, nie da się ustalić; według podania pierwotny zamek miał odkryć w puszczy niejaki Ortels, od którego miał pochodzić ta nazwa.   Zamek, wzniesiony przez rzakon krzyżacki, leży bezpośrednio nad Jeziorem Domowym, został przebudowany na dawny zakład urzędu rent domenalnych.   Znajduje się w nim szara chorągiew, której płat wykonany jest z mocnego czerwonego jedwabiu z frędzlami, na którym przedstawiona jest uzbrojona ręka z napisem złotymi literami: „Pro Principe et Patria”.   Nosi ona tytuł „Chorągwi Wibranckiej”. 




poniedziałek, 26 października 2026

Kolej w Szczytnie

W literaturze historycznej często podkreśla się, że Szczytno zaczęło rozwijać się w drugiej połowie XIX wieku dzięki kolei. Nie wszyscy jednak podzielali ten pogląd. Kolej miała oczywiście swoje zalety, ale wiązała się również z negatywnymi konsekwencjami. Wraz z jej pojawieniem się zamykano niektóre dawne zakłady działające na Mazurach, m.in. huty żelaza i szkła. Ułatwiała ona również emigrację, a w niektórych przypadkach wręcz ją umożliwiała. Jedyną wyraźną korzyścią, jaką przyniosła małym miastom mazurskim w kontekście rozwoju gospodarczego, było powstanie przemysłu drzewnego. Warto wspomnieć, że rozwój kolei przyczynił się do wzrostu cen drewna, a na początku XX wieku jego dostępność dla uboższych odbiorców indywidualnych zaczęła się zmniejszać. Stanowiło to istotny problem społeczny.
W jednej z gazet wschodniopruskich natrafiłem na artykuł z 1897 r. autorstwa H. Singera, który pisał:
„To nie linia kolejowa Olsztyn–Ełk, która na rozwój Pasymia wywarła znikomy wpływ, podniosła rangę Szczytna, lecz przede wszystkim stacjonujący tu garnizon, który wywarł wysoce korzystny wpływ na wzrost i dobrobyt miasteczka. W 1895 r. Szczytno liczyło 3900 mieszkańców — dokładnie tyle samo co Pisz, którego zaludnienie w latach 80. nieco spadło, Pasym nieco ponad 2000, a Wielbark — trzecie miasto powiatu, dawniej zawsze znaczniejsze od Szczytna — od 1880 r. tracił zauważalnie mieszkańców. Dochodzi się do wniosku, że linia kolejowa Olsztyn–Ełk miała wielkie znaczenie jedynie dla rozwoju i wartości Puszczy Piskiej, natomiast w odniesieniu do małych miast mazurskich spowodowała spadek lub zastój w miejscowościach leżących na uboczu (Mrągowo, Mikołajki, Orzysz)”.
Zgadzam się z autorem, że istotnym czynnikiem rozwoju Szczytna był stacjonujący w mieście garnizon wojskowy. Nie oznacza to jednak, że rola kolei była nieistotna. Uważam natomiast, że jej znaczenie dla rozwoju miasta jest zdecydowanie przeceniane. Do końca XIX wieku z transportu kolejowego korzystały zaledwie dwa lub trzy tartaki oraz jedna firma z branży drzewnej. Dopiero w 1904 r. Richard Anders uruchomił w Szczytnie fabrykę listew.

niedziela, 25 października 2026

R. Schlonski, Krutyń

R. Schlonski, Krutyń (Cruttinnen), Prusy Wschodnie
Do: Holzmarkt, Berlin S.W. 68, W. Z. 37 476
Krutyń, 17 sierpnia 1920 r.
Powołując się na Pańskie szanowne ogłoszenie zamieszczone w czasopiśmie „Holzmarkt”, uprzejmie informuję, że posiadam około 50 m³ kłód topolowych o długości od 3 do 8 m i średnicy od 35 do 118 cm.
Na Pańskie życzenie byłbym gotów przetrzeć je na bale lub deski o grubości zgodnej z Pańskimi wskazówkami. W takim przypadku mógłbym zaproponować cenę 650 marek za m³, z dostawą do wagonu na stacji załadunkowej.
Z poważaniem, R. Schlonski.

Kartka została ofrankowana znaczkami plebiscytowymi, dzięki czemu przetrwała do naszych czasów.

W Krutyni działalność prowadził również Ewald Schlonski. Jego firma, Ewald Schlonski-Cruttinnen, została wpisana do rejestru handlowego w 1920 roku.


sobota, 24 października 2026

Młode Niemcy - Jungdeutschland w Janowie

W sobotę, 16 maja, w rejonie Janowa odbędą się nocne ćwiczenia służbowe wszystkich grup młodzieżowych. W nawiązaniu do gry wojennej tuż koło Janowa przygotowany zostanie posiłek. Królewski Batalion Strzelców oraz tutejsi mieszkańcy w niezwykle życzliwy sposób udostępnili żywność, napoje, sprzęt itp., tak że wszyscy uczestnicy z pewnością będą zadowoleni. Każdy z uczestników musi wyposażyć się jedynie w łyżkę, ponieważ o wszystko inne zadbano. Darczyńcom składamy w tym miejscu najserdeczniejsze podziękowania. Aby umożliwić udział w tym wydarzeniu możliwie jak największej liczbie młodych ludzi, marsz odbędzie się w dwóch oddzielnych grupach. Ci, którzy są wcześniej zwolnieni, stawiają się o godzinie 7:00, a pozostali o godzinie 9:00 – w obu przypadkach przed pomnikiem wojennym . Powrót zaplanowany jest około godziny 1:00. Sytuacja taktyczna zostanie uczestnikom przedstawiona w drodze. Panowie pryncypałowie proszeni są o uprzejme udzielenie swoim pracownikom niezbędnego urlopu na ten czas. Goście mile widziani.
Ortelsburger Zeitung nr 114, 16.05.1914.

Organizacja Jungdeutschland-Bund (Związek Młodych Niemiec) była częścią szerszego ruchu wychowania młodzieży w Cesarstwie Niemieckim przed I wojną światową. Jej działalność wiązała się z patriotyzmem, przygotowaniem fizycznym młodych ludzi, wychowaniem obywatelskim oraz wzmacnianiem więzi młodzieży z państwem i armią.

Pozostałości po Kantynie Leśnej

Strzelnice wzniesione pod koniec XIX wieku w lesie na południe od Szczytna, pomiędzy Rudką a Siódmakiem. Dzisiaj pojawiło się tam sporo ułamków zastawy z kantyny (Waldkantine) oraz porcelanek od butelek ze szczycieńskiego browaru W. Daum.











piątek, 23 października 2026

Młodzi Mazurzy wracają

Mazury, 4 grudnia. 
Wraz z nadejściem zimowej pory miejscowości mazurskie znów zapełniają się młodymi mężczyznami i dziewczętami. Wyruszywszy w kwietniu do pracy na roli w wielkich majątkach w niemieckich stronach, aż po Saksonię, powracają oni teraz w rodzicielskie strony, aby pomagać rodzicom na bowisku i przy krosnie. 
Od jakiegoś czasu zbudowano nowe połączenie telefoniczne ze Szczytna do Księżego Lasku przez Wawrochy, Wały i Lipowiec.
Königsberger Hartungsche Zeitung, nr 569, 05.12.1905. 

wtorek, 20 października 2026

Berlin miastem patronackim dla Szczytna

Towarzystwo Pomocy Wojennej dla Miasta i Powiatu Szczytno zostało, jak wcześniej donosiliśmy, niedawno tutaj założone, po tym jak Schöneberg i Wilmersdorf wyprzedziły te działania w ramach zapoczątkowanego przez tamtejszego prezydenta policji barona von Lüdinghausen ruchu tworzenia miast patronackich jako udanej Akcji Pomocy dla Prus Wschodnich (Ostpreußenhilfe). Na czele towarzystwa pomocy wojennej stolicy Rzeszy stoi dwóch byłych starostów powiatu szczycieńskiego, którzy obecnie tu pracują: tajny radca von Klitzing oraz starszy radca rządowy von Rönne. Szczytno jest najbardziej polskim miastem Prus Wschodnich. Przed obecną wojną duża podmiejska wieś Bartna Strona z 3000 mieszkańców została włączona do Szczytna. Tak jak przyłączenie tej od dawna połączonej groblą z mostem ze Szczytnem podmiejskiej osady zostało przygotowane przez zmarłego przed kilkoma laty w Królewcu byłego burmistrza Szczytna Seehusena, tak też położył on niezwykle zasłużone zasługi dla rozbudowy ratusza znajdującego się przy rynku oraz zachowania położonego niedaleko stąd zamku. Podczas najazdów Rosjan kościół parafialny ewangelicki, znacznie nowszy kościół katolicki oraz wzniesiona w 1835 r. synagoga ocalały [synagoga jednak spłonęła]; inne budynki publiczne, w tym ratusz, zamek oraz Królewskie Seminarium nauczycielskie padły natomiast w większości ofiarą szału zniszczenia Rosjan. Główna ozdoba miasta – pomnik żołnierski wzniesiony dużym nakładem kosztów w 1896 roku – wciąż istnieje. Po ponownym wkroczeniu naszych wojsk do miasta zastano go w stanie nietkniętym. Według planu zagospodarowania fachowo opracowanego przez profesora Möhringa z Berlina, poprzez zasypanie najbliżej położonej części Jeziora Domowego, do którego trafia cały gruz ze zniszczonych domostw, rynek ma w przyszłości uzyskać inne położenie, a ponadto ulica Długa, będąca główną artykułowaną osią komunikacyjną miasta, przy której leży również gimnazjum, ma zostać wytyczona w prostym ciągu. Jak powiadają, istnieje również widok na to, że wyciągający się na zachód przy południowym brzegu Jeziora Domowego obszar Fiugaty, w którym wciąż wyróżnia się dawny budynek domeny Szczytno i który zyskał sławę dzięki temu, że wielokrotnie (w latach 1798, 1802 oraz pod koniec 1806 r.) przebywała tu królowa Luiza wraz z małżonkiem, zostanie włączony do miasta przy jego odbudowie.
Der Tag : moderne illustrierte Zeitung. Rok1915.

Nie wszystko w tym artykule się zgadza, niemniej jednak jest on ciekawy. Na zdjęciu widać zniszczoną synagogę.

niedziela, 18 października 2026

Tartak Carla Fechnera

W latach 80. XIX wieku w Bartnej Stronie B (dzisiejsza ulica Wileńska w Szczytnie) firma C. Stoltz-Driessen uruchomiła tartak parowy. Jej pełnomocnikiem w Szczytnie został Carl Fechner senior. W 1894 roku C. Fechner przejął szczycieński zakład wraz z położonym w pobliżu folwarkiem Schönbruch. W 1898 roku tartak wraz ze zgromadzonym zapasem drewna spłonął. Pożar oszczędził jedynie budynek mieszkalny.
Carl Fechner był również właścicielem majątku w pobliskiej Rudce, w którego skład wchodziły młyn oraz grunty rolne i leśne. Po wycięciu lasu w 1904 roku rozpoczął sprzedaż gruntów podzielonych na mniejsze działki. Tartak w Bartnej Stronie, która od 1913 roku znajdowała się w granicach Szczytna, był największym zakładem tego typu w powiecie. Fechner założył również tartak w Rucianem.
Po śmierci Carla Fechnera seniora, w 1908 roku, zakłady przejęli jego synowie Carl i Hans. Firma kontynuowała działalność pod nazwą C. Fechner, Ortelsburg. Przedsiębiorstwo obejmowało nie tylko tartak, lecz także młyn, składnicę i handel drewnem oraz fabrykę forniru i półfabrykatów sklejkowych. Zatrudniało około 100 osób.
W latach 30. XX wieku bracia podzielili przedsiębiorstwo. Carl przejął zakład w Rucianem, natomiast Hanns – dawny zakład ojca w Szczytnie.
Najmłodszy syn Carla Fechnera, Ernst, urodził się 14 lutego 1889 roku w Szczytnie. Był właścicielem tartaku w Rozogach, który zatrudniał do 100 osób. Po II wojnie światowej zajmował się handlem drewnem w Darmstadt.
Córka Carla Fechnera seniora, Alice, wyszła w 1907 roku za mąż za Waltera Dauma, właściciela browaru.
Historia działalności Fechnerów w regionie sięga jednak wcześniejszego okresu. Zanim powstał tartak w Bartnej Stronie, Carl Fechner, działając w imieniu firmy C. Stolz, uruchomił w 1878 roku zakład w Dębówku pod Szczytnem. Produkowaną tam tarcicę przewożono wozami konnymi do stacji kolejowej w Czerwonce. Po oddaniu do użytku w 1883 roku linii kolejowej Olsztyn–Szczytno–Pisz–Ełk Fechner przeniósł tartak do Szczytna.
Carl Fechner junior był kapitanem rezerwy. Przez wiele lat pełnił funkcję przewodniczącego Powiatowego Związku Kombatantów, a także przewodniczącego rady miejskiej. Po II wojnie światowej, po zwolnieniu z niewoli radzieckiej, założył hurtownię drewna w Lauterbach. Po jego śmierci przedsiębiorstwem kierował syn Gerhard. Carl Fechner junior zmarł 22 czerwca 1959 roku w Lauterbach, w wieku 77 lat. Jego żoną była Wanda z domu Danielowski, córka pastora z Dźwierzut, która zmarła w 1954 roku.
Hanns Fechner urodził się 11 kwietnia 1882 roku w Szczytnie. Przez kilkanaście lat pełnił funkcję przewodniczącego Związku Wschodnioeuropejskich Handlarzy Drewnem i Tartaków. Był również radnym miejskim oraz współwłaścicielem gazety „Ortelsburger Zeitung”. Zmarł 5 listopada 1964 roku w Wiesbaden.
Po II wojnie światowej dawny tartak Fechnerów został upaństwowiony i działał do końca okresu PRL-u.



Mularze i ciesleiesce do prędkiego zaczęcia raboty szukanie znaidą dobrą nagrodną robotę przy budowaniu parownego młyna do tarcia drzewa na deski w Dembowku.   Fechner.



Oferuję wąskie deski grabowe (z grabu pospolitego) przeznaczone na zęby kół młyńskich (Kämme) w dowolnej długości i grubości, poniżej ceny kosztów.   Fechner — Dębówko 1883.


Sprzedaż drewna z lasu w Rudce. W każdą sobotę od godz. 9:00 rano u pana Kopkowa.   Polana/klocki drewna, chrust (brzozowy, olchowy, iglasty), łaty okrągłe, łaty łupane, brzozowe drążki na dyszle, krokiewki/podpory dachowe i t. d. C. Fechner-Szczytno.1897.


Sprzedaż drewna z Rudki. 
W każdą sobotę o godz. 9:00 rano w moim kantorze (biurze).   Drewno użytkowe, łaty łupane, łaty okrągłe, polana/klocki drewna, krokiewki/podpory dachowe, chrust (sosnowy, olchowy, brzozowy).   C. Fechner-Szczytno.


W całkowicie przebudowanym młynie gospodarczym w Rudce od teraz ponownie pyłuje się mąkę oraz śrutuje ziarno. Młyn jest na sprzedaż. Szczytno, w sierpniu 1904 r.


Ochotniczym strażom pożarnym tutejszego miasta oraz Bartnej Strony wraz z przydzielonymi do nich obowiązkowymi strażami pożarnymi, jak również przybyłym strażom pożarnym oraz wszystkim tym, którzy podczas pożaru w moim zakładzie pospieszyli z pomocą w tak ofiarny i energiczny sposób, składam w tym miejscu najserdeczniejsze podziękowania.  C. Fechner-Szczytno.


C. Fechner
Ortelsburg Ostpr.
Dampfsägewerke
Holzgroßhandlung
Ortelsburg und Rudczanny (Ostpreußen)
Koperta listu z 1932 roku. Ze zbiorów M. Rawskiego. 

Tartak po 1945 roku. 
Zdjęcie ze zbirów Zdzisława Kaczmarczyka. 

Tartak. Lata 80. 

Okradziony wójt z Olszyn

Z powiatu szczycieńskiego, 31 maja. (Ujęty złodziej kasy.) 
Polak zatrudniony u naczelnika gminy Kilimanna we wsi Olszyny włamał się do kasy, z której ukradł 104 marki w monecie, podczas gdy leżące obok pieniądze papierowe – około 1000 marek – pozostawił nietknięte, a następnie uciekł przez granicę do Polski. Naczelnik gminy ruszył w pogoń za złodziejem na rowerze i dopadł go około 10 mil za granicą. Skradzione pieniądze odebrano złodziejowi, jednak mają one zostać zwrócone właścicielowi dopiero okrężną drogą za pośrednictwem władz rosyjskich.
Königsberger Hartungsche Zeitung,1909 r. 

W 1877 roku Kilimann pracował w Olszynach jako kowal i oferował na sprzedaż własnej produkcji sieczkarnie oraz pługi.
20 maja 1915 roku w Olszynach wybuchł pożar, w wyniku którego spłonęły m.in. cztery domy mieszkalne, w tym dom należący do Kilimanna.


Moje wyroby:   siekacze do słomy (siekarnie/sieczkarnie), żelazne pługi dwuskibowe (najnowsza konstrukcja),   wykonane solidnie i trwale, polecam w niskich cenach.   Olszyny, dnia 27 listopada 1877 r.   Kilimann, mistrz kowalski.


Tabliczka od wozu / zaprzęgu: Johann Kilimann Olschienen Kreis Ortelsburg. 

sobota, 17 października 2026

Ksiądz Walenty Tolsdorf kryminalistą?

Królewiec, 13 maja 1853 r. Katolicki administrator parafii [Walenty] Tolsdorf z Lesin Wielkich w powiecie szczycieńskim został oskarżony o znieważenie nauki, ustrojów i obyczajów kościoła ewangelickiego, przez co – na podstawie § 135 nowego kodeksu karnego, który brzmi: „Kto publicznie słowami, pismami lub innymi sposobami wyrazu bluźni przeciwko Bogu, albo szydzi z jednego z kościołów chrześcijańskich lub innego stowarzyszenia religijnego posiadającego w państwie prawa korporacyjne, względnie z przedmiotów ich czci, ich nauki, urządzeń lub obyczajów, albo przedstawia je w sposób narażający je na nienawiść lub pogardę, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech” – został skazany przez sąd powiatowy w Szczytnie na 8 dni aresztu (w bardzo łagodnym wymiarze).
Oskarżony miał w małej kaplicy katolickiej w Lesinach Wielkich (miejscowości zamieszkałej również przez wielu chrześcijan ewangelickich), w dniu odpustu po kazaniu, wygłosić do zgromadzonych mowę, w której miał stwierdzić, że religia ewangelicka została ukradziona katolikom, a kiedy ewangeliczni duchowni są wzywani do chorych, aby udzielić im większej komunii, to najpierw sami porządnie się najadają, a w miarę możliwości zabierają chorym także coś do jedzenia. Fakt ten został pod przysięgą potwierdzony przez obecną tam dziewczynę ewangelicką, a sędzia pierwszej instancji uznał na tej podstawie występek, o który oskarżono wnoszącego, za faktycznie udowodniony.
Oskarżony złożył apelację i sprawa miała zostać rozstrzygnięta wczoraj w drugiej instancji przed senatem kryminalnym tutejszego sądu apelacyjnego. Obecny w obronie oskarżonego adwokat Nettler wniósł o przeprowadzenie nowego postępowania dowodowego poprzez przesłuchanie świadków, a sąd przychylił się do tego wniosku.
Ostpreußische Zeitung : amtliche Tageszeitung des Reichsnährstandes - Landesbauernschaft Ostpreußens, 1853 r.

czwartek, 15 października 2026

Mazurskie ślady w Szczytnie i okolicach

Poproszono mnie, bym opowiedział wczoraj o mazurskich śladach w Szczytnie i okolicach. Początkowo pomyślałem, że to dziwne, iż na Mazurach ktoś, czyli tym razem ja, będzie szukał mazurskich śladów. Po chwili uświadomiłem sobie jednak, że to ma sens.
Przecież Mazurów jest na Mazurach coraz mniej. Mieszkańcy regionu w zdecydowanej większości nie znają jego historii, nie wiedzą, kim byli Mazurzy. Część sądzi, że byli Polakami, inni uważają, że Niemcami, a pewnie większości nie obchodzi, kim byli.
Mazurów już prawie nie ma. Ci, którzy pozostali, są taką rzadkością, że faktycznie trzeba ich szukać. Czasem trzeba też szukać śladów, które po sobie pozostawili.
Mazury to mazurski krajobraz. To często położone nad jeziorami wioski, harmonijnie wkomponowane w rolniczo-leśne otoczenie. Tego krajobrazu już prawie nie ma. Zniszczyła go nowoczesność, nowe materiały budowlane i polski chaos, czyli brak planowania przestrzennego oraz nadzoru nad tym, co, jak i gdzie się buduje.
Przykładem niech będzie Szczycionek, założony w 1860 roku — leśna osada nad jeziorem o tej samej nazwie. Początkowo stały tu drewniane budynki, ale po pożarze w 1906 roku wieś odbudowano, wykorzystując już nie drewno, lecz czerwoną cegłę. Pamiętam, jak te ceglane budynki idealnie komponowały się z krajobrazem i odbijały w tafli jeziora. Obecnie Szczycionek to osiedle domków letniskowych i pseudowilli.

Szczycionek

Do końca XX wieku można było na Mazurach zobaczyć jeszcze drewniane chałupy kryte strzechą. Ale nie tylko one znikały z krajobrazu. Znikają również ceglane i kamienne budynki. Rozpadają się albo są modernizowane. Na szczęście w ostatnich latach pojawili się architekci projektujący budynki nawiązujące do dawnej architektury mazurskiej.

Niedźwiedzie. Rok 1999. 

Dla mnie wyspami mazurskości są mazurskie cmentarze, ale i one powoli znikają. Dawniej systematycznie niszczone, dziś są pochłaniane przez przyrodę — przynajmniej to, co z nich pozostało. Cmentarz ewangelicki w Szczytnie został w latach 80. XX wieku, z inicjatywy ówczesnego naczelnika miasta, zrównany z ziemią przy użyciu spychaczy. W okolicach Szczytna wiejskie cmentarze przekształca się w komunalne. Trzeba jednak zaznaczyć, że w ostatnich latach pojawiła się moda na porządkowanie starych cmentarzy i obejmowanie opieką tego, co jeszcze z nich zostało.

W Wilamowie koło Rozóg, na cmentarzu ewangelickim, znajdują się wyjątkowe nagrobki 
z inskrypcjami zapisanymi gwarą mazurską.

Wyjątkowymi śladami mazurskości są pamiątki po Bogumile Gottliebie Leyku, bojowniku o polskość Mazur — piszę to ironicznie, a nawet sarkastycznie. Prowadził on zakład kamieniarski, w którym wykonywano nagrobki. Był także kaznodzieją gromadkarskim, nauczającym w języku polskim, oraz działaczem propolskim.
Wykonane przez niego nagrobki, poza jednym czy dwoma wyjątkami, są zdewastowane. Aby zobaczyć zachowany nagrobek jego autorstwa, trzeba wybrać się aż do Spychowa
Jego syn Fryderyk, również działacz propolski, jest patronem jednej z ważniejszych ulic w Szczytnie. W zasadzie ojciec i syn patronują jej na przemian. Ulica ta nosiła dawniej nazwę Bartna Strona B, a później — ulicy Strzelców. Piszę o tym naprzemiennym patronowaniu, ponieważ można spotkać się z oznakowaniem sugerującym, że patronem ulicy jest również Bogumił Leyk.


Niedawno pewna szczycieńska radna, wielka obrończyni polskości Szczytna, powoływała się na największego bojownika o polskość Mazur, pochodzącego z Wawroch i mającego również swoją ulicę w Szczytnie — Bogumiła Linkę. Niestety, nie potrafiła nawet poprawnie przytoczyć jego nazwiska.
Trzeba zaznaczyć, że swoistą krzywdę działaczom propolskim i promazurskim wyrządzali, a czasem nadal wyrządzają, politycy. Nie wchodząc w szczegóły, można powiedzieć, że wykorzystuje się ich jako symbole polskości Mazur, nie dając w zamian Mazurom właściwie nic. Celował w tym PRL, ale to zjawisko możemy obserwować również dzisiaj.
Dodatkowo mazurscy działacze, którzy w okresie PRL-u próbowali robić coś dla przetrwania Mazurów na Mazurach, są dziś, nie bez racji, oskarżani o kolaborację z komunistami.

Szczytno, ulica 1 Maja, lata 60. XX wieku. 
Na zdjęciu w pierwszym szeregu znajduje się Fryderyk Leyk.

Śladami po Mazurach są bez wątpienia pozostałości dawnych gospodarstw spalonych w 1945 roku. Zazwyczaj są to fundamenty, czasem schody, a także charakterystyczna roślinność: lipy, klony czy zdziczałe drzewka owocowe. Jadłem jeszcze papierówki z takich zniszczonych, porośniętych lasem gospodarstw. Czasem w ich pobliżu znajduje się mogiła — pozostałość dramatu, który rozegrał się w styczniu 1945 roku.


Najbardziej oczywistymi śladami po Mazurach są nazwy miejscowości oraz różnych obiektów i miejsc: lasów, łąk, rzek i jezior. Niektóre z tych nazw mają jeszcze pochodzenie bałtyjskie, wywodzą się bowiem od nazw używanych przez plemiona pruskie.
Zatrzymajmy się przy nazwie Szczytno, która jest starsza od niemieckiej nazwy Ortelsburg. Publikując na Facebooku, byłem wielokrotnie atakowany przez Polaków i potomków niemieckich mieszkańców miasta za używanie nazwy Szczytno w odniesieniu do czasów sprzed 1945 roku. A przecież polska nazwa była obecna w mieście również w okresie nazistowskim. Co więcej, w XIX wieku w wydawanym w Szczytnie tygodniku urzędowym oficjalne ogłoszenia publikowano także w języku polskim i oczywiście z polską nazwą miasta.
Jeszcze na początku XX wieku mazurskie nazwy nosiły różne uroczyska, lasy i bagna. Sądzę, że warto byłoby przywracać je na współczesnych mapach, aby zachować związane z nimi okruchy mazurskiej historii.
Pomiędzy Szczytnem a Rudką znajduje się las dawniej nazywany Borken. Natomiast na zachód od Jabłonki rośnie niewielki las Gmyrren. Po wojnie określano go jeszcze jako Gmyry. Takie nazwy pobudzają wyobraźnię i czasem inspirują do poszukiwania informacji o tym, co się za nimi kryje.
Mimo wszystko na Mazurach wciąż można znaleźć mazurskie domy, choć są już wielką rzadkością. Niedawno odwiedziłem pewną Mazurkę mieszkającą w Szczytnie, na Bartnej Stronie. Na ścianach jej domu zobaczyłem dwie grafiki autorstwa Roberta Budzińskiego, najsłynniejszego artysty mazurskiego pochodzenia. Zostały kupione jeszcze w przedwojennym Szczytnie.
Wyjątkowym świadectwem obecności Mazurów są mazurskie, ewangelickie świątynie. Nie tylko te nadal czynne, ale również te przejęte, zazwyczaj siłą, przez katolików. Do dzisiejszego dnia zachowują one pewne ewangelickie elementy wystroju.


Jeżeli jest się wrażliwym na historię, ślady mazurskości można dostrzec na Mazurach bardzo często. Sądzę, że jako społeczeństwo żyjące na tych ziemiach znacząco różnimy się od mieszkańców chociażby północnego Mazowsza, z którego w sporej części przecież pochodzimy. Wynika to z oderwania od regionów i miejsc, w których nasi przodkowie żyli od pokoleń, oraz z wymieszania się różnych kultur i tradycji.
Bez wątpienia Mazurzy pozostawili jakiś ślad w każdym stałym mieszkańcu Mazur, nawet jeśli nie jest on tego świadomy i niewiele go to obchodzi.
Mazurskość, poprzez swoje silne związki z niemieckością, a wcześniej pruskością, wcale nie jest łatwa do zaakceptowania przez Polaków. Nie wszystko na Mazurach, gdy żyli tu Mazurzy, było dobre. Czasem było wręcz odwrotnie. W latach 30. XX wieku Mazurzy masowo popierali czyste zło, a jednocześnie paradoksem jest to, że wielu z nich, choć je popierało, złymi ludźmi nie było. Historia Mazurów to pół tysiąca lat.
Teraz, gdy Mazurów prawie już w regionie nie ma, gdy działalność społeczna nie jest ograniczana przez polityków i urzędników, a coraz więcej osób zaczyna interesować się mazurskością, powinniśmy uważać, by nie robić z Mazurów na siłę Polaków.
W XX wieku Mazurzy, nawet jeśli mówili po polsku, mieli więcej wspólnego z Niemcami niż z Polakami. Wcześniej uważali się za Prusaków. Owszem, byli nieliczni Mazurzy, którzy uważali, że bliżej im do Polaków, ale i to nie było pozbawione zastrzeżeń. Po prostu zrozumieli, że aby zachować mazurskość, muszą wybierać między mniejszym a większym złem, między niemieckim a polskim nacjonalizmem.
Mazurzy już nie wrócą. Pewien etap historii tych ziem dobiegł końca. Póki co żyjemy w czasach dobrobytu i nowoczesności. Budowane są nowe drogi, domy i osiedla. Stare budynki są modernizowane. Latamy z Mazur samolotami — z Olsztyna na Mazurach… — ale gdzieś tam, w lesie, tuż za ogrodzeniem lotniska w Szymanach, można natknąć się na ślady dawnych mieszkańców regionu.
Z upływem czasu ślady te będą zanikać, ale nigdy zupełnie nie znikną.
A skoro mowa o lotnisku, to obok nowego zachowały się pozostałości niemieckiego lotniska wojskowego, z którego we wrześniu 1939 roku atakowano Polskę.
Ponad 20 lat temu nieżyjąca już Mazurka z Sasku Małego opowiadała mi, że wszystkie dziewczyny z okolicznych wsi kochały się wówczas w niemieckich lotnikach — przecież swoich. Lotnikami zostawali również Mazurzy.
Ta sama kobieta, płacząc, mówiła mi, że jej wnuki mieszkające w Niemczech nie chcą przyjeżdżać na Mazury. Wolą spędzać wakacje w atrakcyjniejszych miejscach.
Poznawajmy historię Mazur, szukajmy śladów Mazurów i utrwalajmy je. Nie róbmy jednak z Mazurów na siłę Polaków i nie wybierajmy sobie z ich historii tylko tego, co nam odpowiada. Niektórzy, zafascynowani tą krainą, mają niestety taką tendencję.

Lotnisko w Szymanach za czasów niemieckich. 
To właśnie w tych lotnikach podkochiwały się okoliczne mazurskie dziewczyny.

Leśniczy August Mamsch

W 1891 roku leśniczy rewirowy o nazwisku Mamsch pracował w Łysaku. Od 1893 roku lasem miejskim Szczytna zarządzał Mamsch, leśniczy rewirowy w stanie spoczynku.
Na dawnym cmentarzu ewangelickim w Szczytnie zachował się nagrobek leśniczego rewirowego Augusta Mamscha, urodzonego 24 września 1831 roku, a zmarłego 23 stycznia 1902 roku. W prawym dolnym rogu nagrobka znajduje się słabo czytelna sygnatura jego wykonawcy, pochodzącego z Olsztyna.
28 lutego 1919 roku, w wieku 83 lat, zmarła wdowa po Auguście Mamschu — Eliese z domu Haug. Została pochowana również w Szczytnie, jednak jej nagrobek nie zachował się do naszych czasów.




Dnia 28 lutego br., po długich i ciężkich cierpieniach, w 83. roku życia zmarła nasza ukochana matka, teściowa, prababka, siostra i ciotka, Pani wdowa po nadleśniczym - Eliese Mamsch z d. Haug.
W imieniu pogrążonych w żałobie bliskich:  Anna Stegmann z d. Mamsch.
Morąg, w marcu 1919 r.
Pogrzeb odbędzie się w Szczytnie we wtorek, 4 marca br., o godzinie 12:00 w południe, z dworca kolejowego.