Tylko przez około dwa tygodnie cieszyłem się albumem fotograficznym zawierającym m.in. zdjęcia z Kalinowa w powiecie ełckim, należącym niegdyś do Margarethe i Heinricha Sobottków z Hamburga. Odezwała się do mnie wnuczka Sobottków z prośbą o odstąpienie tego albumu. Taka sytuacja, gdy ktoś z rodziny pisze do mnie z prośbą o odstąpienie jakiegoś przedmiotu, zdarza mi się co najmniej raz w roku. Obiecałem sobie, że nie będę ulegał takim prośbom, ale nie jest to wcale takie proste. Tak było również w tym przypadku.
Początkowo pomyślałem, że albumu nie oddam, jednak wystarczył jeden dzień, bym przemyślał sprawę i zmienił zdanie. Nie piszę o tym, by się chwalić, jaki to jestem dobry. Do tej pory, gdy oddawałem jakiś przedmiot rodzinie dawnych właścicieli, nie informowałem o tym publicznie. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na fakt, że możliwość podjęcia decyzji o zwrocie legalnie zakupionego przedmiotu jest jedną z przewag kolekcjonerów nad muzeami. Muzeum, ze względów formalnych, nie mogłoby takiego albumu oddać.
Dlatego muzealnicy, pisząc o etyce kolekcjonerów i ich „żądzy posiadania” (to cytat z muzealnej publikacji o kolekcjonerach), powinni zachować większą ostrożność. Niestety, o wielu sprawach związanych z kolekcjonerstwem mają blade pojęcie, a samo kolekcjonerstwo postrzegają w dużej mierze jako zagrożenie i konkurencję. Oczywiście negatywny i wyższościowy stosunek muzealników do kolekcjonerów nie jest normą, ale niestety dominuje w muzealnych publikacjach, w których pojawiają się odniesienia do współczesnego kolekcjonerstwa. Sporo tym publikacjom można by zarzucić, m.in. kiepską jakość merytoryczną oraz oderwanie ich autorów od rzeczywistości. Rzadko można w nich przeczytać, że muzea nie są miejscami idealnymi: zdarza się, że zabytki przechowywane są w złych warunkach, dochodzi do kradzieży, skandali związanych z zakupami, niejasnej współpracy z detektorystami, a w jednym z muzeów martyrologicznych, zarządzanym przez ludzi prawicy, miała miejsce libacja. Muzealnicy również ulegają emocjom i żądzy posiadania – czego przykładem jest sprawa słynnego „pradziejowego” sztyletu. W same muzea, ich narrację i sposób zarządzania, silnie wtrąca się polityka, a czasem chodzi po prostu o obsadzenie stanowiska „swoim” człowiekiem, bardzo często niekompetentnym. Można by wymieniać dalej…
Patologie dotyczą zarówno świata muzealnego, jak i kolekcjonerskiego — zapewne w tym drugim, niepodlegającym formalnej kontroli i opartym na indywidualnych działaniach, występują trochę częściej. Warto jednak brać pod uwagę to, że początki muzeów wywodzą się właśnie z kolekcjonerstwa. Muzealnicy krytycznie wypowiadający się o kolekcjonerstwie i przyczyniający się do prób jego ograniczania powinni o tym stale pamiętać, bo współczesne kolekcjonerstwo — podobnie jak to przez nich tak cenione historyczne — odgrywa pozytywną rolę w ratowaniu naszego wspólnego dziedzictwa.
Początkowo pomyślałem, że albumu nie oddam, jednak wystarczył jeden dzień, bym przemyślał sprawę i zmienił zdanie. Nie piszę o tym, by się chwalić, jaki to jestem dobry. Do tej pory, gdy oddawałem jakiś przedmiot rodzinie dawnych właścicieli, nie informowałem o tym publicznie. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na fakt, że możliwość podjęcia decyzji o zwrocie legalnie zakupionego przedmiotu jest jedną z przewag kolekcjonerów nad muzeami. Muzeum, ze względów formalnych, nie mogłoby takiego albumu oddać.
Dlatego muzealnicy, pisząc o etyce kolekcjonerów i ich „żądzy posiadania” (to cytat z muzealnej publikacji o kolekcjonerach), powinni zachować większą ostrożność. Niestety, o wielu sprawach związanych z kolekcjonerstwem mają blade pojęcie, a samo kolekcjonerstwo postrzegają w dużej mierze jako zagrożenie i konkurencję. Oczywiście negatywny i wyższościowy stosunek muzealników do kolekcjonerów nie jest normą, ale niestety dominuje w muzealnych publikacjach, w których pojawiają się odniesienia do współczesnego kolekcjonerstwa. Sporo tym publikacjom można by zarzucić, m.in. kiepską jakość merytoryczną oraz oderwanie ich autorów od rzeczywistości. Rzadko można w nich przeczytać, że muzea nie są miejscami idealnymi: zdarza się, że zabytki przechowywane są w złych warunkach, dochodzi do kradzieży, skandali związanych z zakupami, niejasnej współpracy z detektorystami, a w jednym z muzeów martyrologicznych, zarządzanym przez ludzi prawicy, miała miejsce libacja. Muzealnicy również ulegają emocjom i żądzy posiadania – czego przykładem jest sprawa słynnego „pradziejowego” sztyletu. W same muzea, ich narrację i sposób zarządzania, silnie wtrąca się polityka, a czasem chodzi po prostu o obsadzenie stanowiska „swoim” człowiekiem, bardzo często niekompetentnym. Można by wymieniać dalej…
Patologie dotyczą zarówno świata muzealnego, jak i kolekcjonerskiego — zapewne w tym drugim, niepodlegającym formalnej kontroli i opartym na indywidualnych działaniach, występują trochę częściej. Warto jednak brać pod uwagę to, że początki muzeów wywodzą się właśnie z kolekcjonerstwa. Muzealnicy krytycznie wypowiadający się o kolekcjonerstwie i przyczyniający się do prób jego ograniczania powinni o tym stale pamiętać, bo współczesne kolekcjonerstwo — podobnie jak to przez nich tak cenione historyczne — odgrywa pozytywną rolę w ratowaniu naszego wspólnego dziedzictwa.
.jpg)


.jpg)




.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
