czwartek, 22 maja 2025

Lazaret w Muszakach

W 1915 roku, w związku z I i II bitwą przasnyską, w Muszakach funkcjonował lazaret. Możemy jedynie przypuszczać, że wykorzystywał on różne budynki we wsi, w tym kościół. Rannych umieszczano również w namiotach. Do lazaretów w Muszakach oraz innych miejscowościach położonych na zapleczu frontu trafiali ciężej ranni, dla których dalszy transport mógłby stanowić zagrożenie. Pozostałych wywożono pociągami sanitarnymi w głąb Niemiec. Żołnierzy, którzy zmarli z powodu odniesionych ran, chowano w specjalnie wyznaczonej kwaterze na cmentarzu przy kościele ewangelickim. Polowy lazaret w Muszakach nosił w maju 1915 roku numer 11 i był prowadzony przez służbę sanitarną VI Korpusu, który wchodził w skład Grupy Armijnej Gallwitz.
Do dziś znana jest mi tylko jedna korespondencja z tego lazaretu — wysłana 28 maja 1915 roku przez starszego szeregowego rezerwy z 125. Pułku Piechoty, Ernsta Kocha, do jego rodziców.
W kwaterze wojennej w Muszakach spoczywa co najmniej dwóch żołnierzy ze 125 Pułku Piechoty:
Musk. Karl Leibsch 5 / I. R. 125 † Juli 15
Hptm. Herm Hinsler 7 / I. R. 125 1915

Poszukuję innych pamiątek związanych z tym lazaretem: zdjęć, korespondencji, stempli. Może ktoś posiada takie materiały w swoich zbiorach? Będę wdzięczny za każdą informację.


Stempel:
IV. ARMEE-CORPS. SANITÄTSWESEN. FELDLAZARETH No. 11.
IV Korpus Armijny. Służba Sanitarna. Szpital polowy nr 11.


Muszaki, 28 maja 1915 r.
Drodzy Rodzice!
Wciąż jeszcze jestem tutaj. Ogólnie czuję się dobrze, tylko trochę się nudzę. Mam na stopie opatrunek z plastra, żeby mieć lepsze podparcie. Jeśli będziecie mi robić sznurowane buty (polowe), to proszę, dołóżcie od razu wkładki na płaskostopie, ponieważ – jak wiecie – mam do takich stóp skłonności.
Napiszcie proszę także wkrótce.
Serdeczne pozdrowienia dla Was wszystkich w domu.
Wasz Ernst

Ze zbiorów M. Rawskiego. 

wtorek, 20 maja 2025

Hindenburg w Chorzelach

Relacja niemieckiego oficera z Grupy Armijnej Gallwitz, który w lipcu 1915 roku przebywał w Chorzelach. 

"Po niemal czteromiesięcznym postoju przed [walkami pod] Przasnyszem, gdzie byliśmy zakwaterowani w przyjaznej, wschodniopruskiej wiosce granicznej Muszaki, położonej w pobliżu mazurskich jezior i otoczonej wspaniałymi lasami, otrzymaliśmy nagle 7 lipca [1915 r.] rozkaz do wymarszu. Choć trudno było się rozstać z tą piękną wioską, w której tak długo byliśmy serdecznie przyjmowani, cieszyliśmy się, że kończy się coraz bardziej nużąca wojna pozycyjna. Wszystko wskazywało na to, że ruszymy naprzód.

Muszaki. Sierpnień 1915 roku. Zdjęcie ze zbiorów M. Rawskiego.

Wczesnym rankiem, o godzinie 6:00 dnia 8 lipca, wyruszyliśmy do Wielbarka, małego miasteczka położonego przy linii kolejowej Neidzica–Nustnenburg (?). 10 lipca przekroczyliśmy granicę w ostatniej niemieckiej miejscowości – Opaleniec – i dotarliśmy do rosyjsko-polskiego przygranicznego miasteczka Chorzele. Zakwaterowano nas w opuszczonej piekarni przy rynku. Na rynku, przed naszym budynkiem, żołnierze Landsturmu stacjonujący w tej okolicy wznieśli pomnik Hindenburga z dobrze wykonanym, wykutym w kamieniu popiersiem naszego powszechnie szanowanego naczelnego wodza. Kościół, z którego Rosjanie najprawdopodobniej urządzili punkt obserwacyjny, był dość mocno uszkodzony przez naszą artylerię.


Hindenburg-Denkmal, errichtet von tapferen Feldgrauen in der eroberten russ. Grenzstadt Chorzellen bei Willenberg Ostpr. / Pomnik Hindenburga, wzniesiony przez dzielnych żołnierzy frontowych w zdobytym rosyjskim przygranicznym mieście Chorzellen koło Willenberga, Prusy Wschodnie.
Verlag W. Priess, Willenberg Ostpr. 
Obieg: Willenberg 31.07.1915. 


Treść korespondecji: Rosyjska Polska, napisane 22.7.1915
Mój drogi bracie, otrzymałem kartkę od Ciebie, Twoja kochana kartka doszła – dzięki Bogu – jestem także całkiem zdrowy i rześki. Pisałem też do Wielbarka, mam nadzieję, że już ją otrzymałeś. Przesyłam serdeczne pozdrowienia z życzeniem szybkiego, radosnego spotkania. Przesyła Twój kochający brat Fritz.
Nadawca: Podoficer Paulick Marg[?]. Kolumna transportowa nr 115, oddział zapasowy, Grupa Armijna Gallwitz.

13 lipca, o godzinie 5:00 rano, do Chorzel przybył generał feldmarszałek von Hindenburg wraz ze swoim szefem sztabu von Ludendorffem i swoim sztabem. Wsiadł do wcześniej przygotowanego samochodu przed naszym kwaterunkiem i udał się na front. Wtedy nabraliśmy pewności, że „coś się dzieje”. O godzinie 18:00 tego samego dnia wrócili, ponownie wsiedli do auta przed naszym kwaterunkiem i odjechali do Wielbarka. Prawie natychmiast przybyło pierwszych 2 000 rosyjskich jeńców. 14 lipca Przasnysz padł, a słynne przełamanie frontu przez naszą armię, przy znakomitym udziale dywizji wirtemberskiej, zostało dokonane.

Pocztówka wysłana przez niemieckiego żołnierza z Chorzel w 1916 roku.

22 lipca maszerowaliśmy dalej do Czarzastego [Kobylaki-Czarzaste?]. To podczas tego marszu po raz pierwszy znów odczuliśmy fatalny stan dróg. Nasze samochody, które z trudem dotarły jeszcze do Chorzel, nie mogły już jechać dalej i musiały zostać cofnięte do Wielbarka. Nasze wozy, mimo że częściowo zaprzężone w cztery konie, wielokrotnie grzęzły w piasku, tak że do Czarzastego, małej, brudnej polskiej wioski, dotarliśmy dopiero późnym popołudniem".

poniedziałek, 19 maja 2025

Pożar w Olszynach - 20 maja 1914 r.

Szczytno, 21 maja. (Dotknięta pożarem) została w czwartek [20 maja 1915 roku] wieś Olszyny, która – jak wiadomo – podczas pierwszego najazdu Rosjan straciła 18 gospodarstw w wyniku podpalenia przez wroga. Pożar wybuchł pomiędzy budynkami gospodarczymi dużego majątku Rogalski-Mey. Znajdowało się tam około 40 koni. Żołnierze wezwani na pomoc przez gospodynię nie zdołali opanować ognia, ale uratowali konie. Z powodu wielkiej suszy w mgnieniu oka zajęła się 25-metrowa stodoła, przylegające do niej długie budynki gospodarskie, dom mieszkalny oraz dwa sąsiednie gospodarstwa (Kilimann i Gottschalk) wraz z domami. Ogień przeskoczył następnie przez wiejską drogę, objął gospodarstwo Gehöft z domem mieszkalnym oraz budynki gospodarcze Kutriebtów. Mimo energicznej interwencji wojska, z powodu szybkiego rozprzestrzeniania się ognia nie udało się uratować 11 koni. Spłonęły cztery domy mieszkalne wraz z dwoma dużymi i dwoma małymi gospodarstwa.

Die Presse 1915, Jg. 33, Nr. 121 

niedziela, 18 maja 2025

Pociąg sanitarny

24 sierpnia [1915 r.] po południu, około godziny 13:30, wyruszyliśmy ponownie na wschód, po dniach odpoczynku spędzonych w interesującym Hamburgu, z nowymi siłami. Celem była miejscowość Wielbark w Prusach Wschodnich. Dotarliśmy do tej miejscowości, położonej blisko granicy, przez Lubekę, Szczecin, Chojnice, Malbork, Olsztyn i Szczytno. W tym ostatnim mieście, obok zniszczeń, jakie wyrządzili Rosjanie w tym urokliwym miasteczku położonym nad jeziorem, natknęliśmy się również na komisję sejmiku prowincjonalnego, która odbywała podróż inspekcyjną po Prusach Wschodnich, aby ocenić skalę zniszczeń i zakres pomocy, jaką już z entuzjazmem podjęły prowincje i miasta obok państwa.

Szczytno. 

Było dla nas szczególną przyjemnością odbywać tę podróż w towarzystwie burmistrza Angermanna, który odegrał ważną rolę w utworzeniu i organizacji pociągu sanitarnego Y 3. Miał on teraz okazję przekonać się o bezbłędnym funkcjonowaniu pociągu.
Do Wielbarka dotarliśmy 27 sierpnia, a załadunek rannych trwał niecałe trzy godziny. Jednakże z powodu dużego natężenia ruchu na torach mogliśmy odjechać dopiero o godzinie 21.

Lazaret w Wielbarku. Rok 1915. 

28 sierpnia o godzinie 7 rano mijaliśmy potężny, odbudowany z czerwonej cegły zamek w Malborku, przejeżdżając przez most nad Nogatem, a potem przez imponujący, ponadkilometrowy most na Wiśle. Dalej jechaliśmy przez Tczew i Szczecin, aż w nocy z 28 na 29 sierpnia dotarliśmy do berlińskiej obwodnicy północnej. W tych okolicach konduktor pociągu musiał zatrzymać skład, ponieważ u jednego z rannych nastąpiło groźne krwawienie wtórne. Został on przetransportowany na noszach do wagonu opatrunkowego, gdzie rany zostały właściwie zaopatrzone i zabandażowane.
W Wittenberge pożegnaliśmy wracającego burmistrza Angermanna radosnym „do zobaczenia” i pojechaliśmy dalej do pięknego Hamburga, którego malownicze jezioro Alster tak bardzo przypadło nam do gustu. W Hamburgu i Stade ranni zostali rozładowani w możliwie najszybszy i najdelikatniejszy sposób. Następnie pociąg został odstawiony na dworzec hanowerski, a personel zakwaterowany poza składem, aby można było przeprowadzić dezynfekcję.
3 września o godzinie 11 przed południem pociąg wyruszył ponownie w kierunku północno-wschodnim, z celem Ostrołęka. Po południu wita nas jezioro Schweriner See, które mijamy w pobliżu miejscowości Bad Kleinen, a następnie jedziemy przez błogosławione pola Meklemburgii. Nazwy stacji kolejowych, w połączeniu z krajobrazem, przywołują niezapomniane postacie Rentnera Bütow, Güstrow, Letzterom i Stavenhagen!
4 września dotarliśmy już do Nowego Szczecinka nad jeziorem o tej samej nazwie. Po południu, około godziny 17, ponownie przekraczamy Wisłę w Tczewie, gdy z szarego, jednolicie zachmurzonego nieba pada ulewny deszcz. To sprawia, że i tak już melancholijny krajobraz – gdzie piaski, wrzosowiska i lasy sosnowe przeplatają się z mokradłami i jeziorami – wydaje się jeszcze bardziej ponury.
5 września budzimy się w okolicach Nidzicy. W Muszakach, gdzie mamy kilkugodzinny postój, jest wiele interesujących rzeczy do zobaczenia. W oddali, na wrzosowiskach przy lesie sosnowym, widać jaskrawożółte namioty biwakowe i polowe lazarety. Tuż przy torach, w jasnym brzozowym lasku, znajduje się koński szpital polowy, gdzie próbują opiekować się nędznie wyglądającymi końmi – wychudzonymi do skóry i kości. Jeden z tych biednych zwierzaków, prowadzony na pastwisko, upadł z wyczerpania i było smutno patrzeć, jak raz po raz próbuje wstać. Dopiero miłosierny strzał z rewolweru zakończył jego cierpienia.

Muszaki. Rok 1915. 

Z Wielbarku, gdzie do południa załadowano niewielką liczbę rannych, wyruszamy pociągiem w kierunku Ostrołęki po nowo wybudowanej trasie. Nasi dzielni żołnierze i kolejarze dokonali tam prawdziwego wyczynu inżynieryjnego i trudno nie podziwiać ogromnych robót ziemnych, jakie były konieczne przy budowie tej linii – nawet jeśli teren był tylko nieznacznie pofałdowany.
W większości trasa biegnie przez piękne, wysokopienne lasy sosnowe. Surowe, oszlifowane pnie sosen służą jako słupy telegraficzne. Po drodze przewidziano mijanki. Przy jednej z nich miała powstać stacja kolejowa, której fundamenty z dobrze ułożonych bali były już gotowe – jak poinformowali nas żołnierze biwakujący przy ognisku – a miała ona otrzymać nazwę „Hindenburg”.
Znowu następuje załamanie pogody – ciężki deszcz – gdy późnym wieczorem docieramy do stacji docelowej, gdzie dowiadujemy się, że jesteśmy w Warwarove (Łęgwarowo?), stacji położonej 5–6 km od Ostrołęki. Rosyjskie warunki: stacja i miasto oddalone od siebie o całą milę!
6 września załadowano ponownie tylko niewielką liczbę rannych, którzy byli dowożeni samochodami z dość odległych szpitali polowych. Następnie wjeżdżamy dalej w głąb Rosji, do Ostrowa. Bardzo szybko po opuszczeniu stacji zaczynają się po obu stronach torów ziemne fortyfikacje, okopy, zasieki z drutu kolczastego i schrony, porzucone przez Rosjan i zdobyte przez Niemców. Leży tam jeszcze ogromna ilość sprzętu wojennego pozostawionego przez wroga podczas ucieczki: karabiny i szable, plecaki i łopaty, manierki i pasy, bagnety, hełmy i drobna amunicja – wszystko to w ogromnych ilościach. Jest to znak, że walki miały miejsce całkiem niedawno.
O godzinie 16 rozpoczęło się ładowanie w większości ciężko rannych. Tymczasem udaliśmy się na spacer do miasta, które roiło się od polskich Żydów ubranych w kaftany, imitowane czapki z baraniego futra i ciężkie, wysmarowane buty z gwoździami. Samo miasto, w większości zachowane (co graniczy z cudem, zważywszy, że składa się głównie z domów drewnianych), przetrwało wojnę. Na jego obrzeżach jednak z wielu domów pozostały jedynie kominy z czerwonej cegły, u których podstawy tkwią białe piece kaflowe. Z reszty nie ma prawie żadnego śladu – nawet popiół rozwiał wiatr!
Następnego ranka byliśmy znów w Wittenberdze, gdzie wreszcie udało się uzyskać pełniejsze obłożenie, po tym jak wcześniej byliśmy zmuszeni przekazać wyjątkowo ciężko rannych z Ostrołęki i Ostrowa do miejscowych szpitali polowych. Następnie ruszyliśmy w drogę powrotną z 249 żołnierzami i 3 oficerami do rejonu Elberfeld.
Nie można przy tej okazji zapomnieć, by serdecznie podziękować starszemu, lecz młodemu duchem komendantowi stacji w Goslarshausen oraz jego uprzejmej córce, za przekazane dary serca – wino, czekoladę, owoce i jajka dla naszych rannych – jak podczas poprzedniego transportu, tak i teraz.
Pomimo wszelkich starań lekarzy, sióstr i opiekunów, nie udało nam się dowieźć wszystkich rannych do celu.
 W Kostrzyniu musieliśmy wyładować około 20 osób. Przede wszystkim były to ciężkie urazy rdzenia kręgowego, rany postrzałowe głowy i rany jamy brzusznej, które uniemożliwiały dalszy transport.
9 września rozładowaliśmy pociąg w Hamm, Essen i Kettwig, tak że pusty skład powrócił około 1:30 do Rittershausen dokładnie po 4 tygodniach od momentu, gdy wyruszył na Wschód. Tak więc każdy tydzień przyniósł jedną podróż.
Langenberger Zeitung. 

sobota, 17 maja 2025

Pożar w Chwalibogach

Apel
Wczoraj wielki pożar nawiedził wieś Chwalibogach. Ogień wybuchł wskutek iskier, które wydobyły się z komina i spadły na dach ze strzechy. W bardzo krótkim czasie całkowicie spłonęło dziewięć domów mieszkalnych i szesnaście budynków gospodarczych, przez co mieszkańcy — w większości bardzo ubodzy ludzie — nie zdołali uratować żadnego ze swoich niezabezpieczonych dóbr. Nędza wśród nich jest więc ogromna, zwłaszcza że spaliło się również ziarno siewne i ziemniaki przeznaczone na sadzeniaki. Dlatego niezbędna i pilna pomoc jest konieczna, aby umożliwić tym biednym ludziom utrzymanie podstaw swojej egzystencji. Do ludzi szlachetnego serca kierujemy zatem serdeczną prośbę o przekazanie darów — pieniędzy, artykułów spożywczych, odzieży używanej — które zostaną rozdane poszkodowanym.
Wielbark, 18 maja 1899 r. 
Podpisani: v. Rönne - królewski starosta, Lange - kaznodzieja, Müller - naczelnik urzędu (wójt).

Relacja z Olszyn i Szczytna


„Allensteiner Zeitung” przedstawia relację mieszkańca Olszyn, w powiecie szczycieńskim, opisującą jego przeżycia podczas bitwy pod Szczytnem. Pisze on między innymi: 
Rosyjski konwój amunicyjny ustawił się po południowej stronie wioski, między wsią a torami kolejowymi. Wtedy zbliżył się samolot — niemiecki, bo natychmiast rozległa się przerażająca, nieustanna strzelanina z karabinów, która trwała kilka minut. Potem dwie potężne eksplozje. Samolot chciał najpewniej wysadzić konwój amunicyjny w powietrze. Bomby spadły na dach pokryty dachówką i na podwórze, około 500 metrów od kolumny. Około godziny 5 wieczorem, w wąskiej uliczce zostaliśmy zrewidowani przez rosyjskich, uzbrojonych nastolatków — szukali broni i zdolnych do walki mężczyzn. Tych ostatnich chciano aresztować lub rozstrzelać. Chociaż kobiety błagały Rosjan o oszczędzenie domostw przed podpaleniem i oddały im ostatni chleb i żywność, niedługo potem ulica zaczęła płonąć. Małe domy szybko stanęły w ogniu. Podczas gdy z ostatnim zapasem sił wybiegaliśmy na otwarty plac, nagle z szop wyskoczyli Rosjanie z założonymi bagnetami i dobytymi szablami, rzucając się na nas i próbując nas wpędzić w ogień. Pewien rosyjski Polak, piechur z raną, napominał nas, byśmy nie krzyczeli — to by tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło tę hordę — i starał się nas ratować. Postawiłem żonę, córkę i chłopca obok siebie, kazałem im unieść ręce do góry i poleciłem im patrzeć wrogowi twardo w oczy. Stary agent pocztowy i weteran z wojny 1870/71, który opadł z sił, został zastrzelony. Wtedy wrogowie zobaczyli młodą dziewczynę w jaskrawoczerwonej bluzce. Natychmiast rzucili się na nią i rozerwali jej ubranie na strzępy, aż do koszuli. Na końcu dwóch mężczyzn aresztowano jako podpalaczy i odprowadzono. Wszyscy inni pozostali nietknięci. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że nie dotarły do mnie żadne świadectwa o gwałtach na kobietach dokonanych przez wroga. 
Ze względu na płonącą część wioski, następnej nocy leżeliśmy na łące. O świcie dnia następnego — dzięki Bogu — nasze kroki zaprowadziły nas do samotnego, lecz dużego i bogatego gospodarstwa w gęstym zagajniku olszowym. Tam, w niedzielę 30 sierpnia, nasłuchiwaliśmy odgłosów potężnej bitwy aż pod Szczytnem i widzieliśmy Szczytno w płomieniach. Przed zemstą uciekających Rosjan uratował nas gęsty zagajnik, w którym ukrywaliśmy się jak dzikie zwierzęta. Uciekający wróg miał jednak jeszcze czas, by zabrać bydło, trzodę chlewną i silniejsze konie, a pewnemu dwunastoletniemu pasterzowi z Olszyn strzelić kulą przez bark. 
W poniedziałek, 31 sierpnia, zobaczyliśmy pierwsze pruskie patrole, których buty były całowane przez kobiety, ale wycofały się one z powrotem do Szczytna, ponieważ nasze zagajniki wciąż roiły się od rozproszonych Rosjan.
Od piątku, 4 września, mogliśmy znowu, z ostatkiem naszego zapasu paszy i słomy, ziemniaków i innych resztek, służyć naszym przechodzącym wojskom i wspierać je pomocą aż do całkowitego wyczerpania sił.
Hamburger Echo. Wrzesień 1914 r. 

piątek, 16 maja 2025

Szczytno po zniszczeniach w sierpniu 1914 roku – widok na ulicę Cesarską


Ortelsburg nach der Zerstörung durch die Russen im August (In der Kaiserstraße).
Max Zedler, Buchhandlung, Ortelsburg.

Po lewej stronie widoczny jest szyld „G. Gizewski”. Gustav Gißewski był przed I wojną światową szewcem w Szczytnie. Po wojnie raczej już nie prowadził działalności.

Zdjęcie z tej pocztówki, bez żadnych zmian, zostało wykorzystane do wykonania innej kartki, sygnowanej: Hermann Wolff, Berlin S. 59, Boppstraße 7. Na awersie tej pocztówki znajduje się podpis: Radfahrerpatrouille, bez podania miejscowości.