Nieśmiertelniki RAD 1/13. Według spisów obóz ten znajdował się we wsi Gehsen, Kreis Insterburg. Możliwy jest również związek z obecnie opuszczoną osadą w powiecie kętrzyńskim – Sałpik Dolny (Nieder Salpkeim) lub jej okolicami.
Mazury i okolice - historia, zabytki i archiwalia
niedziela, 22 marca 2026
Szczytno - Stanisław Biczysko
Wyższa Szkoła Oficerska Ministerstwa Spraw Wewnętrznych im. gen. Franciszka Jóźwiaka „Witolda” w Szczytnie. W środku: pułkownik Stanisław Biczysko. Obok: Zbigniew Nowakowski – trener judo; w szkole odpowiadał za logistykę(?), a później był zastępcą komendanta. Kobieta to Halina Biedrzycka z ZHP, późniejsza dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 im. Marii Konopnickiej w Szczytnie.
sobota, 21 marca 2026
Piwnice Wielkie - 1915 rok
Piwnice Wielkie / Gross Piwnitz. Ciężko odczytać nadawcę, ale w tym czasie w Piwnicach Wielkich stacjonował Armierungs-Bataillon 55. Tego typu kartek z tej miejscowości zachowało się sporo.
Korespondencja została napisana w Piwnicach Wielkich 14.02.1915 roku. Nadano ją jako feldpost w Willenbergu 17 lutego 1915 roku.
Ze zbiorów M. Rawskiego.
Obóz żeńskiej Służby Pracy Rzeszy W Węgorzewie
Obóz żeńskiej Służby Pracy Rzeszy (Reichsarbeitsdienst) był zlokalizowany w prawdopodobnie pod Węgorzewem w Przystani (Passdorf) nad Kanałem Mazurskim. Zdjęcie przedstawiające barak sygnowane jest: „Fotomeister Paul Hoffmann, Angerburg”. Na ostatniej fotografii widzimy budowę Kanału Mazurskiego.
Zdjęcia przedstawiające milicjantów
Od zdjęć niemieckich żołnierzy jeszcze większe emocje i agresję budzą publikowane przeze mnie na Facebooku fotografie milicjantów — słuchaczy i kadry Wyższej Szkoły Oficerskiej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych im. gen. Franciszka Jóźwiaka-„Witolda” w Szczytnie. Tu już ewidentnie wkracza polityka, której osobiście na swojej stronie staram się unikać.
Przyznam, że jeśli chodzi o te komentarze, często miałem dylemat, co z nimi robić. Z oczywistych względów krytyka Milicji Obywatelskiej jest uzasadniona. Nie jest to tak odległa historia jak w przypadku niemieckich żołnierzy i wciąż żyje wielu ludzi, którzy byli w nią zaangażowani lub przez milicję skrzywdzeni.
Niestety w wielu przypadkach publikowane u mnie komentarze są przejawem prymitywnego antykomunizmu, często stymulowanego przez współczesne środowiska prawicowe. Prawda jest taka, że w latach 60. i 70. zdecydowana większość społeczeństwa nie była antykomunistyczna. Dla wielu ludzi możliwość jawnego sprzeciwu wobec systemu była czymś niewyobrażalnym — a jeśli już ktoś się na to decydował, bywał postrzegany jak szaleniec. Dziś, gdy antykomunizm nie wymaga żadnego wysiłku ani ryzyka, stał się masowy. Warto zauważyć, że czym innym były lata powojenne, a czym innym okres środkowego PRL-u, gdy społeczeństwo było w dużej mierze pogodzone ze swoim losem i próbowało się w systemie urządzić. Bardziej zaradni wstępowali do milicji, dzięki czemu — w odróżnieniu od reszty społeczeństwa — mogli żyć na nieco wyższym poziomie. Nie była to motywacja szczególnie szlachetna.
Oczywiście, obok zapewniania porządku i ścigania przestępstw, milicja zajmowała się także ochroną władzy komunistycznej oraz zwalczaniem osób otwarcie sprzeciwiających się systemowi. Czym jednak jeszcze kilka lat temu zajmowały się — w innej skali — służby w Polsce?
Co ciekawe, niektórzy wykładowcy i absolwenci szczycieńskiej szkoły po 1989 roku zapomnieli o swoich legitymacjach PZPR i przeszli na drugą, prawicowo-kościelną stronę. Mając doświadczenia z różnymi byłymi milicjantami, zdecydowanie wolę osoby o poglądach lewicowych lub liberalnych. Ci co przeszli na prawicową stronę, to często zwykłe kanalie. Uważam też, że lepsi są zwykli, opurtunistyczni ludzie służący systemowi niż różnego rodzaju współcześni radykałowie i fanatycy. Przykładem może być polski wywiad, który po zmianie systemu podjął współpracę z Amerykanami.
Przy okazji taka ciekawostka: znam historię pewnego oficera z jednostki wojskowej w Lipowcu, który przez długi czas nie chciał wstąpić do partii, co powodowało dla niego trudności. W końcu jednak się złamał i wstąpił. Dziś jest fanatycznym zwolennikiem PiS-u. Dodam, że to nie jest zły człowiek. Może ktoś z sympatyków prawicy wyjaśni, czy ta osoba jest „komuchem”?
Szkoła oficerska Milicji Obywatelskiej jest niezwykle ważnym elementem historii Szczytna. Jej pracownicy — niezależnie od oceny moralnej — obok inżynierów z Unimy/Unitry stanowili lokalną elitę intelektualną miasta, które mimo niewielkiej liczby mieszkańców pozostaje ośrodkiem akademickim. Jaką „dziurą” byłoby Szczytno bez tej szkoły? Jej wykładowcy nie zajmowali się ściganiem przeciwników systemu w mieście. Żyli tutaj i nierzadko pozytywnie wpływali na rozwój lokalny, czego przykładem była działalność Gabriela Stanka, bez którego nie powstałaby dzisiejsza Szkoła Podstawowa nr 6. A co najważniejsze, tego wszystkiego nie byłoby, gdyby Niemcy nie wybudowali w Szczytnie koszar.
Przyznam, że jeśli chodzi o te komentarze, często miałem dylemat, co z nimi robić. Z oczywistych względów krytyka Milicji Obywatelskiej jest uzasadniona. Nie jest to tak odległa historia jak w przypadku niemieckich żołnierzy i wciąż żyje wielu ludzi, którzy byli w nią zaangażowani lub przez milicję skrzywdzeni.
Niestety w wielu przypadkach publikowane u mnie komentarze są przejawem prymitywnego antykomunizmu, często stymulowanego przez współczesne środowiska prawicowe. Prawda jest taka, że w latach 60. i 70. zdecydowana większość społeczeństwa nie była antykomunistyczna. Dla wielu ludzi możliwość jawnego sprzeciwu wobec systemu była czymś niewyobrażalnym — a jeśli już ktoś się na to decydował, bywał postrzegany jak szaleniec. Dziś, gdy antykomunizm nie wymaga żadnego wysiłku ani ryzyka, stał się masowy. Warto zauważyć, że czym innym były lata powojenne, a czym innym okres środkowego PRL-u, gdy społeczeństwo było w dużej mierze pogodzone ze swoim losem i próbowało się w systemie urządzić. Bardziej zaradni wstępowali do milicji, dzięki czemu — w odróżnieniu od reszty społeczeństwa — mogli żyć na nieco wyższym poziomie. Nie była to motywacja szczególnie szlachetna.
Oczywiście, obok zapewniania porządku i ścigania przestępstw, milicja zajmowała się także ochroną władzy komunistycznej oraz zwalczaniem osób otwarcie sprzeciwiających się systemowi. Czym jednak jeszcze kilka lat temu zajmowały się — w innej skali — służby w Polsce?
Co ciekawe, niektórzy wykładowcy i absolwenci szczycieńskiej szkoły po 1989 roku zapomnieli o swoich legitymacjach PZPR i przeszli na drugą, prawicowo-kościelną stronę. Mając doświadczenia z różnymi byłymi milicjantami, zdecydowanie wolę osoby o poglądach lewicowych lub liberalnych. Ci co przeszli na prawicową stronę, to często zwykłe kanalie. Uważam też, że lepsi są zwykli, opurtunistyczni ludzie służący systemowi niż różnego rodzaju współcześni radykałowie i fanatycy. Przykładem może być polski wywiad, który po zmianie systemu podjął współpracę z Amerykanami.
Przy okazji taka ciekawostka: znam historię pewnego oficera z jednostki wojskowej w Lipowcu, który przez długi czas nie chciał wstąpić do partii, co powodowało dla niego trudności. W końcu jednak się złamał i wstąpił. Dziś jest fanatycznym zwolennikiem PiS-u. Dodam, że to nie jest zły człowiek. Może ktoś z sympatyków prawicy wyjaśni, czy ta osoba jest „komuchem”?
Szkoła oficerska Milicji Obywatelskiej jest niezwykle ważnym elementem historii Szczytna. Jej pracownicy — niezależnie od oceny moralnej — obok inżynierów z Unimy/Unitry stanowili lokalną elitę intelektualną miasta, które mimo niewielkiej liczby mieszkańców pozostaje ośrodkiem akademickim. Jaką „dziurą” byłoby Szczytno bez tej szkoły? Jej wykładowcy nie zajmowali się ściganiem przeciwników systemu w mieście. Żyli tutaj i nierzadko pozytywnie wpływali na rozwój lokalny, czego przykładem była działalność Gabriela Stanka, bez którego nie powstałaby dzisiejsza Szkoła Podstawowa nr 6. A co najważniejsze, tego wszystkiego nie byłoby, gdyby Niemcy nie wybudowali w Szczytnie koszar.
Nie chodzi o ich wybielanie, ale o zauważenie, że nie była to „ubecja”. Zresztą z różnych relacji wynika, że zwykli milicjanci nie darzyli bezpieki sympatią, podobnie jak kadra szkoły nie zawsze utrzymywała dobre relacje z milicjantami z miejscowej komendy.
Szkoła i jej kadra były elementem tamtego systemu — i jeśli zachodziła taka potrzeba, słuchaczy kierowano do tłumienia „zamieszek” (nie mam pewności, czy dotyczyło to wyłącznie lat 60., czy także późniejszych okresów). Pracownicy, tacy jak legendarny w Szczytnie Stanisław Gołota, łączyli działalność zawodową z propagandą, m.in. poprzez aktywność filatelistyczną. Gdyby nie ich pozycja i funkcje, taka działalność nie miałaby takiej skali.
Nie bez powodu Szczytno bywało określane mianem „czerwonego miasta”. Wielu jego mieszkańców ma lub miało w rodzinach osoby związane ze szkołą milicyjną. O ile historia samej uczelni jest dość dobrze znana, o tyle jej wpływ na miasto pozostaje niedoceniony i wciąż wymaga solidnego opracowania.
Wykładowcy szkoły nie byli prostymi „komuchami”. Często dobrze orientowali się w nieoficjalnej historii Polski, dostrzegali absurdy systemu i ziewali na partyjnych zebraniach. Jednocześnie uważali, że system jest trwały, a walka z nim bezsensowna. Przede wszystkim chcieli żyć w miarę wygodnie. Przykładanie dzisiejszej miary do tamtych czasów, gdy zostaliśmy ukształtowani przez szkołę i politykę historyczną, oddala nas od ich zrozumienia.
Szkoła i jej kadra były elementem tamtego systemu — i jeśli zachodziła taka potrzeba, słuchaczy kierowano do tłumienia „zamieszek” (nie mam pewności, czy dotyczyło to wyłącznie lat 60., czy także późniejszych okresów). Pracownicy, tacy jak legendarny w Szczytnie Stanisław Gołota, łączyli działalność zawodową z propagandą, m.in. poprzez aktywność filatelistyczną. Gdyby nie ich pozycja i funkcje, taka działalność nie miałaby takiej skali.
Nie bez powodu Szczytno bywało określane mianem „czerwonego miasta”. Wielu jego mieszkańców ma lub miało w rodzinach osoby związane ze szkołą milicyjną. O ile historia samej uczelni jest dość dobrze znana, o tyle jej wpływ na miasto pozostaje niedoceniony i wciąż wymaga solidnego opracowania.
Wykładowcy szkoły nie byli prostymi „komuchami”. Często dobrze orientowali się w nieoficjalnej historii Polski, dostrzegali absurdy systemu i ziewali na partyjnych zebraniach. Jednocześnie uważali, że system jest trwały, a walka z nim bezsensowna. Przede wszystkim chcieli żyć w miarę wygodnie. Przykładanie dzisiejszej miary do tamtych czasów, gdy zostaliśmy ukształtowani przez szkołę i politykę historyczną, oddala nas od ich zrozumienia.
Antykomunizm przed „Solidarnością” był czymś rzakim i bez wątpienia szlachetnym. Większość społeczeństwa starała się po prostu funkcjonować w ówczesnych realich. Ludzie brali udział w pochodach pierwszomajowych, nauczyciele i uczniowie przygotowywali stosowne akademie i konkursy, uczyliśmy się języka rosyjskiego, przenikaliśmy ówczesną propagandą, czego pozostałości można obserwować obecnie, o dziwo często wśród tak zwanych przedstawicieli „środowisk patriotycznych”, a niektórzy wstępowali do milicji, dzięki czemu można było nie tylko dostać szybciej mieszkanie, ale też i znaleźć ładniejszą żonę, zwłaszcza jeśli było się oficerem.
Nie ma więc sensu wyzywać widocznych na zdjęciach milicjantów. Trzeba te fotografie, jak każde źródło historyczne, opisać i — uwzględniając realia epoki — zrozumieć. Nie można pozwolić, by współczesny, często prymitywny i politycznie stymulowany antykomunizm wpływał na nasze postrzeganie historii. Jestem przekonany, że rodzice i dziadkowie większości tych współczesnych komentujących u mnie antykomunistów nawet nie myśleliby o buncie wobec tamtego systemu, a nierzadko potrafili się w nim jakoś urządzić.
W związku z powyższym, pod publikowanymi przeze mnie zdjęciami milicjantów wprowadzam politykę zerowej tolerancji i za wszelkie prymitywne komentarze będę bez ostrzeżenia banował. Krytyka milicji nie jest tu zakazana, jest wręcz wskazana — ale powinna być rzeczowa i pozbawiona prymitywnych inwektyw. Jednocześnie przypominam, że będę wdzięczny za pomoc w opisie publikowanych przeze mnie zdjęć oraz za wszelkie uwagi, również te krytyczne, które pozwolą zrozumieć i uchwycić klimat tamtych lat.
Dlaczego trzeba zajmować się historią niemieckich żołnierzy?
Od pewnego czasu moje zainteresowania kolekcjonerskie coraz bardziej skręcają w stronę wojska w Prusach Wschodnich. Już wcześniej pisałem o tym, dlaczego warto zbierać zdjęcia niemieckich żołnierzy.
https://powiatszczycienskihistoria.blogspot.com/2025/01/dlaczego-warto-publikowac-zdjecia-z.html
Temat wojska sam w sobie jest bardzo interesujący dla kolekcjonera, choćby dlatego, że zachowało się wiele przedmiotów z nim związanych. Mnie jednak najbardziej fascynuje świadomość, że ci niemieccy żołnierze, ukazani na fotografiach, nawet w najczarniejszych snach nie przypuszczali, jak potoczy się historia — że nasz region stanie się częścią Polski, a ich zdjęcia trafią do zbiorów jakiegoś Polaka.
Historia niemieckiego wojska na tym terenie wciąż pozostaje mocno zaniedbana. Polscy historycy jeszcze do niedawna właściwie się nią nie interesowali.
W historii, wbrew temu, co wielu sądzi, nie chodzi tylko o pisanie o tym, co się lubi, ani o skupianie się wyłącznie na własnych krzywdach czy winach innych. Historia to możliwie pełne i obiektywne opisanie danego zjawiska — przedstawienie dziejów konkretnej miejscowości czy regionu. A tego nie da się zrobić bez uwzględnienia roli wojska. Pomijanie tego aspektu jest po prostu nieprofesjonalne. Czasy PRL-u, gdy władza narzucała historykom tematy, którymi „wolno” im się zajmować, dawno już minęły — niestety, nie dla wszystkich. Poziom upolitycznienia i mitologizacji polskiej historii, nie tylko tej popularnej, wbrew temu, co często myślimy, wcale nie odbiega tak bardzo od tego, co obserwujemy choćby w Rosji.
Mając w swoich zbiorach różne przedmioty związane z wojskiem, warto dążyć do ich jak najpełniejszego i jak najbardziej profesjonalnego opisu, przy użyciu właściwej terminologii. Aby robić to dobrze, trzeba zdobyć odpowiednią wiedzę.
Wbrew niektórym komentarzom, naprawdę ma znaczenie, jakie naramienniki noszą żołnierze widoczni na zdjęciach. Przykładem mogą być fotografie Wilhelma Lindwedela, który początkowo służył w III batalionie 2. Pułku Piechoty w Kętrzynie (Rastenburgu), później przekształconym w 23. Pułk Piechoty. Zdjęcia te stanowią ciekawe źródło do zrozumienia procesu rozrostu Wehrmachtu, opartego na kadrach Reichswehry. Kadry te były tak przygotowywane, by podoficerowie Reichswehry mogli stać się oficerami w Wehrmachcie. To bardzo interesujące, gdy można prześledzić tę przemianę na przykładzie konkretnego człowieka — jego zdjęć, dokumentów i korespondencji. Warto też podkreślić, że takie osobiste pamiątki znakomicie uzupełniają materiały przechowywane w archiwach.
Oczywiście Wehrmacht dopuścił się licznych zbrodni, a jego szeregi w przeważającej mierze przesiąknęła ideologia nazistowska. Żołnierze ci stanowili armię naszych wrogów, niemniej jednak nie sposób wymazać ich z kart historii. Jako jej istotny i tragiczny element wymagają rzetelnego zbadania – tym bardziej, że potomków tych żołnierzy ich historia często już nie interesuje. Nas, jako gospodarzy miejscowości, w których stacjonowali, interesować powinna jak najbardziej. W odróżnieniu od byłych mieszkańców naszego regionu, którzy dawniej pisali o tych żołnierzach wyłącznie pozytywnie i przedstawiali ich — tu akurat zgodnie z prawdą — jako świetnych żołnierzy i towarzyszy, my możemy, jeśli potrafimy, opisać ich obiektywnie.
Temat wojska sam w sobie jest bardzo interesujący dla kolekcjonera, choćby dlatego, że zachowało się wiele przedmiotów z nim związanych. Mnie jednak najbardziej fascynuje świadomość, że ci niemieccy żołnierze, ukazani na fotografiach, nawet w najczarniejszych snach nie przypuszczali, jak potoczy się historia — że nasz region stanie się częścią Polski, a ich zdjęcia trafią do zbiorów jakiegoś Polaka.
Historia niemieckiego wojska na tym terenie wciąż pozostaje mocno zaniedbana. Polscy historycy jeszcze do niedawna właściwie się nią nie interesowali.
W historii, wbrew temu, co wielu sądzi, nie chodzi tylko o pisanie o tym, co się lubi, ani o skupianie się wyłącznie na własnych krzywdach czy winach innych. Historia to możliwie pełne i obiektywne opisanie danego zjawiska — przedstawienie dziejów konkretnej miejscowości czy regionu. A tego nie da się zrobić bez uwzględnienia roli wojska. Pomijanie tego aspektu jest po prostu nieprofesjonalne. Czasy PRL-u, gdy władza narzucała historykom tematy, którymi „wolno” im się zajmować, dawno już minęły — niestety, nie dla wszystkich. Poziom upolitycznienia i mitologizacji polskiej historii, nie tylko tej popularnej, wbrew temu, co często myślimy, wcale nie odbiega tak bardzo od tego, co obserwujemy choćby w Rosji.
Mając w swoich zbiorach różne przedmioty związane z wojskiem, warto dążyć do ich jak najpełniejszego i jak najbardziej profesjonalnego opisu, przy użyciu właściwej terminologii. Aby robić to dobrze, trzeba zdobyć odpowiednią wiedzę.
Wbrew niektórym komentarzom, naprawdę ma znaczenie, jakie naramienniki noszą żołnierze widoczni na zdjęciach. Przykładem mogą być fotografie Wilhelma Lindwedela, który początkowo służył w III batalionie 2. Pułku Piechoty w Kętrzynie (Rastenburgu), później przekształconym w 23. Pułk Piechoty. Zdjęcia te stanowią ciekawe źródło do zrozumienia procesu rozrostu Wehrmachtu, opartego na kadrach Reichswehry. Kadry te były tak przygotowywane, by podoficerowie Reichswehry mogli stać się oficerami w Wehrmachcie. To bardzo interesujące, gdy można prześledzić tę przemianę na przykładzie konkretnego człowieka — jego zdjęć, dokumentów i korespondencji. Warto też podkreślić, że takie osobiste pamiątki znakomicie uzupełniają materiały przechowywane w archiwach.
Oczywiście Wehrmacht dopuścił się licznych zbrodni, a jego szeregi w przeważającej mierze przesiąknęła ideologia nazistowska. Żołnierze ci stanowili armię naszych wrogów, niemniej jednak nie sposób wymazać ich z kart historii. Jako jej istotny i tragiczny element wymagają rzetelnego zbadania – tym bardziej, że potomków tych żołnierzy ich historia często już nie interesuje. Nas, jako gospodarzy miejscowości, w których stacjonowali, interesować powinna jak najbardziej. W odróżnieniu od byłych mieszkańców naszego regionu, którzy dawniej pisali o tych żołnierzach wyłącznie pozytywnie i przedstawiali ich — tu akurat zgodnie z prawdą — jako świetnych żołnierzy i towarzyszy, my możemy, jeśli potrafimy, opisać ich obiektywnie.
Nie ma potrzeby zamieszczania pod każdym zdjęciem przypomnienia o charakterze armii niemieckiej w czasach nazistowskich — w Polsce to oczywiste. Zbrodnie popełnia każda armia uczestnicząca w wielkiej wojnie, także amerykańska. Wehrmacht jednak, z racji swojej ideologii i skali działań, był pod tym względem wyjątkowy.
Moim kolekcjonerskim marzeniem jest zdobycie zdjęć sowieckich żołnierzy z naszego regionu z 1945 roku.
Chciałbym kiedyś zobaczyć w Olsztynie wystawę poświęconą historii niemieckiego wojska w tym mieście. Nietrudno jednak zgadnąć, dlaczego z różnych powodów taka wystawa nie jest dziś możliwa.
Od jakiegoś czasu na Facebooku banuję wszystkie osoby, które zostawiają głupie komentarze pod zdjęciami niemieckich żołnierzy. Za „głupie” uważam nawet te, w których autorzy grzecznie pytają, po co publikuję takie zdjęcia. Skończyłem z dyskusjami z takimi ludźmi i ich dowartościowywaniem. Głupota jest w praktyce nieuleczalna. Z drugiej strony są też tacy, którym nie spodobały się moje dyskusje i żarty z „środowisk patriotycznych”. Nie mogę nic na to poradzić, że ktoś „połknął kij od szczotki” i nie rozumie ironii ani sarkazmu.
Podsumowując: jeśli ktoś nie lubi widoku niemieckich żołnierzy — w pełni to rozumiem. Nie ma przymusu obserwowania mojej strony. Warto jednak powstrzymać się od głupich komentarzy — nie tylko dlatego, że można za nie ode mnie dostać bana.
Moim kolekcjonerskim marzeniem jest zdobycie zdjęć sowieckich żołnierzy z naszego regionu z 1945 roku.
Chciałbym kiedyś zobaczyć w Olsztynie wystawę poświęconą historii niemieckiego wojska w tym mieście. Nietrudno jednak zgadnąć, dlaczego z różnych powodów taka wystawa nie jest dziś możliwa.
Od jakiegoś czasu na Facebooku banuję wszystkie osoby, które zostawiają głupie komentarze pod zdjęciami niemieckich żołnierzy. Za „głupie” uważam nawet te, w których autorzy grzecznie pytają, po co publikuję takie zdjęcia. Skończyłem z dyskusjami z takimi ludźmi i ich dowartościowywaniem. Głupota jest w praktyce nieuleczalna. Z drugiej strony są też tacy, którym nie spodobały się moje dyskusje i żarty z „środowisk patriotycznych”. Nie mogę nic na to poradzić, że ktoś „połknął kij od szczotki” i nie rozumie ironii ani sarkazmu.
Podsumowując: jeśli ktoś nie lubi widoku niemieckich żołnierzy — w pełni to rozumiem. Nie ma przymusu obserwowania mojej strony. Warto jednak powstrzymać się od głupich komentarzy — nie tylko dlatego, że można za nie ode mnie dostać bana.
Żołnierze 2. Pułku Piechoty ze Szczytna przed wejściem do jednego z budynków koszarowych.
piątek, 20 marca 2026
Nieśmiertelnik Infanterie-Ersatz-Bataillon 43
Nieśmiertelnik żołnierza 4. kompanii 43. Zapasowego Batalionu Piechoty.
Infanterie-Ersatz-Bataillon 43 został utworzony 26 sierpnia 1939 roku w Insterburgu, w I okręgu wojskowym. Początkowo podlegał 151. Dywizji i stanowił oddział uzupełniający dla 1. Dywizji Piechoty. Od 8 grudnia 1939 roku przeszedł pod dowództwo 141. Dywizji.
15 września 1940 roku został przeniesiony do Laun w Protektoracie Czech i Moraw, a 17 lipca 1941 roku ponownie do Insterburga.
1 października 1942 roku został podzielony na Infanterie-Ersatz-Bataillon 43 oraz Reserve-Infanterie-Bataillon 43. Reserve-Infanterie-Bataillon 43 przeniesiono na Białoruś, gdzie podporządkowano go Reserve-Grenadier-Regiment 1 w 141. Dywizji Rezerwowej. Infanterie-Ersatz-Bataillon 43 od tego dnia podlegał Dywizji 401.
15 października 1942 roku oba bataliony przemianowano odpowiednio na Grenadier-Ersatz-Bataillon 1 oraz Reserve-Grenadier-Bataillon 1. Batalion rezerwowy stacjonował w grudniu 1943 roku w Kojdanowie.
Grenadier-Ersatz-Bataillon 43 w lutym 1944 roku przemianowano na Grenadier-Ersatz- und Ausbildungs-Bataillon 43. Reserve-Grenadier-Bataillon 43 został 28 lutego 1944 roku wykorzystany do odtworzenia 291. Dywizji Piechoty, tworząc II batalion Grenadier-Regiment 506.
9 czerwca 1944 roku Grenadier-Ersatz- und Ausbildungs-Bataillon 43 został rozwiązany, a jego pozostałości rozdzielono pomiędzy Grenadier-Ersatz-Bataillon 1 i 22.
Na podstawie: Lexikon der Wehrmacht.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpg)





.jpg)

