niedziela, 23 sierpnia 2026

Browar H. Rudzick w Ełku

Jednym z dziewiętnastowiecznych ełckich browarów był browar należący do Hermanna Rudzicka. Firma została wpisana do rejestru handlowego w 1874 roku. H. Rudzick był w Ełku szanowaną postacią – działał w różnych stowarzyszeniach i pełnił funkcję radnego miejskiego. Jego browar produkował piwo typu bawarskiego, czyli piwo dolnej fermentacji.
H. Rudzick zmarł 12 grudnia 1900 roku w wieku 65 lat. Po jego śmierci przedsiębiorstwo „H. Rudzick” przejęła wdowa Paula Rudzick z domu Jahnke, która prowadziła je nadal pod dotychczasową nazwą. Znany jest też syn Hermanna i Pauli, uczeń ełckiego gimnazjum, urodzony 5 listopada 1873 roku w Ełku, Kurt Rudzick. W programach gimnazjum zachowały się informacje wskazujące, że H. Rudzick wspierał szkołę finansowo.
W lutym 1908 roku jako właściciel browaru został wpisany Paul Rudzick. Rok później nastąpiła kolejna zmiana. W październiku 1909 roku utworzono spółkę „Lycker vereinigte Brauereien, Gesellschaft mit beschränkter Haftung”, czyli Zjednoczone Browary Ełckie, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Ełku. Celem nowej spółki było przejęcie i dalsze prowadzenie dwóch ełckich browarów wraz ze słodowniami: „Franz Barczewski Nachfl. in Lyck” oraz „H. Rudzick in Lyck”.

Proszę o nadsyłanie mi zdjęć rzadszych porcelanek, butelek i innych przedmiotów związanych z browarami i handlem piwem w Ełku, tak abym miał czym zilustrować kolejne posty poświęcone tej tematyce. Oczywiście chętnie również takie przedmioty kupię.

Gazeta Ludowa 1900.12.15 R.5 nr 96.

piątek, 21 sierpnia 2026

Korzystanie z AI i wyszukiwanie informacji

Jeszcze kilka uwag w związku z opracowaniem archeologicznym, o którym wspomniałem w tym poście: https://powiatszczycienskihistoria.blogspot.com/2026/08/eckie-browary-i-nie-tylko.html
Gdy wyszukuję informacje za pomocą AI, są one przez nią w pewien sposób segregowane pod względem wiarygodności. Blogi takie jak mój znajdują się na samym dole, jeśli chodzi o wiarygodność. Czasem AI wręcz zaznacza, że jest to strona kolekcjonerska o niskiej wiarygodności. Natomiast opracowania archeologiczne są traktowane jako profesjonalne i wyjątkowo wiarygodne źródła. I zazwyczaj, jeśli dotyczą starszych epok, rzeczywiście tak jest. Problem zaczyna się wtedy, gdy archeolodzy zabierają się za temat, na którym się po prostu nie znają. Wtedy potrafi być groteskowo.
AI do tego stopnia traktuje opracowania archeologiczne jako pewne źródło wiedzy, że nawet jeśli wyraźnie poprosisz ją, żeby nie korzystała z konkretnego opracowania, potrafi i tak do niego sięgnąć. Sprawdziłem to przy okazji poszukiwania informacji o browarach w Ełku.
Podobnie jest przy stanowieniu prawa i pilnowaniu jego przestrzegania. Dla prawodawców, prokuratorów czy sędziów kolekcjoner jest nikim — jego wiedza i doświadczenie są traktowane jako niewiarygodne. Za to archeolog czy muzealnik uchodzi za pewnego eksperta. I zazwyczaj rzeczywiście tak jest. Niestety, zdarza się również, że jest odwrotnie. Archeolog czy muzealnik, skupiony na swojej dziedzinie, a czasem wręcz oderwany od rzeczywistości, potrafi pisać lub opowiadać o kwestiach związanych z kolekcjonerstwem — na których przecież się nie zna, bo jego specjalizacja jest zupełnie inna — niewiarygodne bzdury.
Korzystanie z AI przy pisaniu postów nie jest więc wcale tak proste, jak mogłoby się niektórym szczycieńskim humanistom wydawać (przepraszam za tę nie dla wszystkich zrozumiałą złośliwość). Trzeba jednak wykazać się przy tym zarówno inteligencją, jak i wiedzą. Sądzę, że niewiele osób byłoby w stanie odpowiednio ocenić sugestie AI dotyczące historii ełckich browarów. Obawiam się też, że rewelacje ze wspomnianego opracowania archeologicznego będą dalej powielane.
Pisałem niedawno, że bardziej niż historykiem czuję się kolekcjonerem. Zdradzę więc tu trochę swojego warsztatu.
Historyk powinien w miarę systematycznie korzystać z archiwów. Ja robię to sporadycznie. Za to systematycznie, całymi dniami, przeszukuję coraz obszerniejsze zasoby cyfrowe. Jest to mozolna i wymagająca ogromnej ilości czasu praca i gwarantuję, że nie każdemu chciałoby się ją wykonać.
To nie jest tak, że wpiszemy na przyklad w ChatGPT imię i nazwisko oraz miejscowość i od razu wyskoczy nam wszystko, co znajduje się w tym temacie w Internecie. Czasem coś ciekawego pojawi się od razu, innym razem wynik będzie zerowy. Często trafiam na interesujące informacje przypadkiem, czytając jakąś gazetę, nawet niekoniecznie wydaną w naszym regionie. Tutaj bardzo pomaga mi kolekcjonerstwo. Po prostu zbieram cyfrowe wycinki, a ich wyszukiwanie sprawia mi przyjemność. Czytanie starej prasy jest moim hobby i wątpię, żeby w naszym regionie ktoś robił to na taką skalę jak ja, ponieważ jest to niezwykle czasochłonne. Oczywiście nie przeglądam wyłącznie prasy i książek. Szukam również w cyfrowych zasobach archiwalnych.
Fajnie byłoby, gdyby sztuczna inteligencja była kiedyś w stanie w pewny sposób i wyczerpująco przeszukać wszystkie zasoby cyfrowe, w tym rękopisy, pod kątem konkretnego tematu, nazwiska czy słowa. Nie wydaje mi się jednak, żeby było to w pełni możliwe. Z drugiej strony, gdyby AI potrafiła zrobić wszystko za nas, zniknęłaby też przyjemność z trafienia, po długich poszukiwaniach, na jakąś rewelacyjną informację.
Przykładem może być opublikowana w prasie w głębi Niemiec w latach 30. XX wieku relacja ze zdobycia pod Łyną 23 sierpnia 1914 roku przez szczycieńskiego strzelca rosyjskiego sztandaru pułku Dubicza. Mimo że znalazłem ten artykuł kilka lat temu, do dziś go jeszcze nie opublikowałem. Tyle osób interesuje się bitwą pod Tannenbergiem, a nikt nie trafił ani na tę, ani na inne rewelacyjne informacje, które udało mi się znaleźć.
Bo to nie jest tak, że takie rzeczy wyskakują w Internecie od ręki. Naprawdę łatwiej i szybciej jest, pisząc na jakiś temat, przepisać coś z książki czy czasopisma i uzupełnić to o stosunkowo łatwy do znalezienia dokument archiwalny.
Lubię też przeglądać prasę na żywo i mam to szczęście korzystać z dosyć dobrze zachowanych roczników dawnej prasy szczycieńskiej. Jednak najważniejszym źródłem historycznych informacji są dla mnie moje własne zbiory oraz zasoby innych kolekcjonerów. Można z nich wyciągnąć naprawdę bardzo dużo. Są to zdjęcia — w tym całe albumy fotograficzne — pocztówki z zawartą na nich korespondencją i różnego rodzaju stemplami, tysiące listów, dokumenty, wycinki prasowe i całe gazety, a także różnego rodzaju przedmioty. Profesjonalni historycy do tego typu źródeł informacji docierają niezwykle rzadko. Zazwyczaj podążają utartymi schematami.
Więc jednak jestem historykiem — tylko takim trochę specyficznym.

Richard Tiedemann, Lyck

Najstarsza wzmianka na temat Richarda Tiedemanna, jaką udało mi się odnaleźć, pochodzi z 28 stycznia 1935 roku. Wówczas do rejestru handlowego wpisano firmę Richard Tiedemann z siedzibą w Ełku.
Czym dokładnie zajmowała się firma, możemy dowiedzieć się z wysłanej w 1942 roku firmowej koperty, na której widnieje napis: „R. Tiedemann, Hurtownia piwa, fabryka napojów bezalkoholowych, Ełk, Prusy Wschodnie. Telefon nr 205.” Wśród pozostałości po prowadzonej przez niego działalności można spotkać butelki z czystego szkła, przeznaczone do napojów bezalkoholowych, oraz zielone butelki po piwie. Wygląd tych butelek również świadczy o stosunkowo późnym rozpoczęciu przez niego działalności.
Wszystko wskazuje na to, że Tiedemann prowadził interesy aż do końca niemieckiego Ełku. Wbrew temu, co można spotkać w niektórych opracowaniach, nie prowadził własnego browaru. Zajmował się natomiast hurtowym handlem piwem oraz produkcją napojów bezalkoholowych.
W gazecie „Das Ostpreußenblatt”, nr 47 z 19 listopada 1955 roku, w rubryce osób poszukiwanych zamieszczono następujące ogłoszenie:
Richard Tiedemann, urodzony 25 lipca 1888 roku w Landsbergu, Kreis Pr.-Eylau, zamieszkały w Ełku przy ul. Bismarcka 57, gdzie prowadził działalność jako hurtownik piwa. Jako cywil został 9 marca 1945 roku wywieziony z Lidzbarka Warmińskiego. Od tego czasu nie było o nim żadnych wiadomości. Poszukiwała go Linda Tiedemann z Freudenstadt.





czwartek, 20 sierpnia 2026

Ełckie browary i nie tylko

Nie wiem czemu, ale od lat w drugiej połowie sierpnia moje kolekcjonerskie zainteresowania zaczynają koncentrować się na butelkach i porcelankach. Tak też stało się i w tym roku.

Tym razem zacząłem bliżej przyglądać się największemu mazurskiemu miastu, czyli Ełkowi, z którego zachowało się wiele różnorodnych tego typu przedmiotów. Co istotne, w odróżnieniu od innych wschodniopruskich miast, na przykład Szczytna, w Ełku nie było przemysłowego browaru. Niestety, historia browarnictwa, handlu piwem oraz różnych wytwórców napojów bezalkoholowych w tym mieście nie została nawet w najmniejszym stopniu opracowana. Co gorsza, w obiegu funkcjonują na ten temat informacje nieprawdziwe.

Szukając informacji o ełckich browarach, trafiłem na opracowanie „Przykopka 12 – nowożytna nekropolia pogranicza. Wyniki ratowniczych badań archeologicznych”, red. M. Grabowski, U. Wilkoszewska, Rzeszów 2023. Podano w nim, że:

„Powstanie browaru w Ełku przypada na wiek XIX. Wśród właścicieli browaru najczęściej wymieniani są: Gustav Weiss, Richard Tiedemann, Julius Fietz oraz Gottlieb Kraska” (s. 149).

No cóż — browary w Ełku działały już nieprzerwanie od średniowiecza. Natomiast w XIX wieku było ich jednocześnie kilka, ale niekoniecznie te wymienione w opracowaniu. Browaru nie prowadzili Gottlief (a nie Gottlieb) Kraska ani Richard Tiedemann. Wydaje mi się, chociaż w tym przypadku nie mam jeszcze pewności, że nie prowadził go również Gustav Weiss. Natomiast Julius Fietz faktycznie był w Ełku dzierżawcą browaru. 

W tym przypadku w opracowaniu archeologicznym znalazła się tak zwana bardzo potoczna wiedza z Internetu. Tak jak już pisałem — rzetelnych opracowań na ten temat po prostu nie ma, a żaden archeolog nie poświęci przynajmniej kilku godzin, by prześledzić historię jakiejś firmy.

Zwracałem już wcześniej uwagę, że część archeologów, zajmujących się archeologią XIX i XX wieku, jednocześnie infantylizuje archeologię - czyli ją ośmiesza. Archeolodzy często w polemikach twierdzą, że nie chodzi im o artefakty, tylko o wiedzę. To zapytam: jakiej wiedzy dostarczają niesłychanie popularne butelki lub ich destrukty? I które muzeum zgodziło się przyjąć destrukty tych popularnych butelek? Jaki jest sens zajmowania się takimi dwudziestowiecznymi śmieciami i ich „naukowego” opracowywania?

Na szczęście większość archeologów uważa, że butelki i porcelanki z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku nie są zabytkami. Uznanie ich za zabytki ma dla kolekcjonerów, ale również na przykład dla inwestorów budujących nieruchomości, określone konsekwencje. Nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ uważam, że te przedmioty, które faktycznie niosą ze sobą jakąś wiedzę, zabytkami jednak są.

W Szczytnie zabytkami byłyby zdecydowanie przedmioty związane z browarami działającymi przed zbudowanym pod koniec XIX wieku w Bartnej Stronie browarem Fr. Dauma. Wszystko, co pochodziło z okresu późniejszego, to już w dużej mierze dwudziestowieczna masówka, którą archeolodzy nie powinni się zajmować. Co najwyżej, jeśli trafi im się ładnie zachowana butelka, mogą, a nawet zdecydowanie powinni ją odłożyć, zabezpieczyć i przekazać do muzeum, które być może zgodzi się ją przyjąć, a dokumentacji tylko ją odnotować. Nadal nie wszyscy archeolodzy tego typu przedmioty zabezpieczają, chociaż chyba jednak ostatnio wiele się w tu zmieniło na plus. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że bywa, iż nie ma komu takich artefaktów przekazać i często są one traktowane jak wykopaliskowe śmieci. To również nie jest dobre rozwiązanie.

W omawianym opracowaniu znalazła się też porcelanka, która zasługuje na uwagę i być może na miano zabytku. Jest to okrągły, biały korek z czarnym napisem: „A. Prahs Lyck”. Niestety, jak na razie nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat tego Prahsa. Bardzo dobrze jednak, że porcelanka ta została zabezpieczona i opublikowana w opracowaniu. Zielona butelka, na której się znajdowała, świadczy o tym, że Prahs miał coś wspólnego z piwem.


W kolejnych dniach, w miarę swoich możliwości, przyjrzę się poszczególnym, znanym do tej pory ełckim butelkom i porcelankom oraz firmom i osobom, do których należały. W związku z tym proszę o nadsyłanie mi zdjęć rzadszych tego typu przedmiotów. Bez wątpienia czekają nas w tym temacie jeszcze „archeologiczne” odkrycia.

Zachęcam też do przeczytania tego: Kolekcjoner – przestępca.


Bisztynek – browar

W 1897 r. Kurt Glitza, mieszkaniec Bisztynka, kupił browar w Bisztynku za 120 000 marek. W 1898 r. zarejestrowano firmę Kurt Glitza – Bischofstein. W 1899 r. K. Glitza, na mocy umowy z żoną Antonią z domu Pitschel, wyłączył wspólność majątkową i dorobkową, ustanawiając majątek żony jej majątkiem odrębnym.
W 1907 r. firmę Kurt Glitza wykreślono z rejestru handlowego. Tego samego dnia wpisano firmę Löwenbrauerei Bischofstein (Browar Lwi w Bisztynku), której właścicielem został Bruno Grützbach. Jednak z wcześniejszych ogłoszeń wynika, że był on właścicielem tego browaru już w 1888 r. 
W 1907 r. B. Grützbach zgłosił patent na aparat do kupażowania i filtrowania do kadzi fermentacyjnych.
25 czerwca 1917 r. Löwenbrauerei, składający się z nowych budynków, spłonął doszczętnie. Straty oszacowano na około 250 000 marek.
W latach 1926–1927 wobec Bruno Grützbacha prowadzono postępowanie upadłościowe i układowe. W 1930 r. firma Löwenbrauerei Bischofstein została wykreślona z rejestru handlowego.
W 1939 r. funkcjonowała Löwenbrauerei e. G. m. b. H. – zarejestrowana spółdzielnia z ograniczoną odpowiedzialnością. 24 maja 1940 r. podjęto uchwałę o jej rozwiązaniu. W tym samym roku działalność browaru przejęła spółka Löwenbrauerei Bischoffstein Ostpr., Gesellschaft mit beschränkter Haftung, z kapitałem zakładowym w wysokości 20 000 marek Rzeszy. Jej dyrektorami byli Hugo Hasselberg z Bisztynka oraz Kurt Broede i Willy Dreyer z Królewca. Przedmiotem działalności była produkcja i sprzedaż piwa, słodu, napojów bezalkoholowych oraz innych artykułów związanych z browarnictwem i słodownictwem.

Chętnie kupię brakujące mi butelki porcelanki oraz inne przedmioty związane z browarami i handlem piwem w tej miejscowości.


Związek Browarniczy dla Warmii i Mazur do browaru Kurta Glitzy z Bisztynka. 
Allenstein, 14.09.1906 rok. 




Löwenbrauerei e. G. m. b. H

Fajka rezerwisty Maxa Kuntzego z Krółewca

Fajka rezerwisty Maxa Kuntzego z 3. kompanii Grenadier-Regiment König Wilhelm I. (2. Ostpreußisches) Nr. 3 (2. Wschodniopruski Pułk Grenadierów im. Króla Wilhelma I Nr 3) z Królewca. Rok 1913. 


środa, 19 sierpnia 2026

Strzelec Düßler pisze ze Szczytna

Kolejna korespondencja strzelca Düßlera, który we wrześniu 1916 roku przechodził w Szczytnie szkolenie. Znajduje się ona na odwrocie pocztówki z widokiem szturmujących strzelców. Jest to ogólna kartka, której części ikonograficznej nie można przypisać do żadnego konkretnego batalionu strzelców.

Nadawca: Strzelec Düßler, Batalion Zapasowy Strzelców Nr 1 (1. Wschodniopruski Batalion Strzelców), 3. Kompania, 5. Pluton.

Adrest: Otto Düßler - Lankwitz b. Berlin, Mühlenstraße 58.

Stempel pocztowy: ORTELSBURG (Szczytno). Data wysłania: 24.09.1916 r.

Treść korespondecji:
Mój najdroższy synku!
Właśnie otrzymałem od Ciebie ładną kartkę wraz z pozdrowieniami, a także od Mamy dwie małe paczuszki z pomidorami i jedną dużą z bielizną. Ogromnie ucieszyłem się ze wszystkiego i bardzo Ci dziękuję.
Prawie zostałbym już znowu wysłany na front. Potrzeba ogromnie dużo uzupełnień, ale na razie będziemy jeszcze dalej szkoleni. Jutro, w poniedziałek, kolejnych 70 ludzi wyrusza w na front do pułku zapasowego. Dokąd dokładnie – jeszcze nie wiadomo.
Przesyłam bardzo serdeczne pozdrowienia. Wypoczywaj dobrze wraz ze swoją kochaną Mamą i kolegami. 1000 całusów.
Twój Papa.