niedziela, 18 października 2026

Tartak Carla Fechnera

W latach 80. XIX wieku w Bartnej Stronie B (dzisiejsza ulica Wileńska w Szczytnie) firma C. Stoltz-Driessen uruchomiła tartak parowy. Jej pełnomocnikiem w Szczytnie został Carl Fechner senior. W 1894 roku C. Fechner przejął szczycieński zakład wraz z położonym w pobliżu folwarkiem Schönbruch. W 1898 roku tartak wraz ze zgromadzonym zapasem drewna spłonął. Pożar oszczędził jedynie budynek mieszkalny.
Carl Fechner był również właścicielem majątku w pobliskiej Rudce, w którego skład wchodziły młyn oraz grunty rolne i leśne. Po wycięciu lasu w 1904 roku rozpoczął sprzedaż gruntów podzielonych na mniejsze działki. Tartak w Bartnej Stronie, która od 1913 roku znajdowała się w granicach Szczytna, był największym zakładem tego typu w powiecie. Fechner założył również tartak w Rucianem.
Po śmierci Carla Fechnera seniora, w 1908 roku, zakłady przejęli jego synowie Carl i Hans. Firma kontynuowała działalność pod nazwą C. Fechner, Ortelsburg. Przedsiębiorstwo obejmowało nie tylko tartak, lecz także młyn, składnicę i handel drewnem oraz fabrykę forniru i półfabrykatów sklejkowych. Zatrudniało około 100 osób.
W latach 30. XX wieku bracia podzielili przedsiębiorstwo. Carl przejął zakład w Rucianem, natomiast Hanns – dawny zakład ojca w Szczytnie.
Najmłodszy syn Carla Fechnera, Ernst, urodził się 14 lutego 1889 roku w Szczytnie. Był właścicielem tartaku w Rozogach, który zatrudniał do 100 osób. Po II wojnie światowej zajmował się handlem drewnem w Darmstadt.
Córka Carla Fechnera seniora, Alice, wyszła w 1907 roku za mąż za Waltera Dauma, właściciela browaru.
Historia działalności Fechnerów w regionie sięga jednak wcześniejszego okresu. Zanim powstał tartak w Bartnej Stronie, Carl Fechner, działając w imieniu firmy C. Stolz, uruchomił w 1878 roku zakład w Dębówku pod Szczytnem. Produkowaną tam tarcicę przewożono wozami konnymi do stacji kolejowej w Czerwonce. Po oddaniu do użytku w 1883 roku linii kolejowej Olsztyn–Szczytno–Pisz–Ełk Fechner przeniósł tartak do Szczytna.
Carl Fechner junior był kapitanem rezerwy. Przez wiele lat pełnił funkcję przewodniczącego Powiatowego Związku Kombatantów, a także przewodniczącego rady miejskiej. Po II wojnie światowej, po zwolnieniu z niewoli radzieckiej, założył hurtownię drewna w Lauterbach. Po jego śmierci przedsiębiorstwem kierował syn Gerhard. Carl Fechner junior zmarł 22 czerwca 1959 roku w Lauterbach, w wieku 77 lat. Jego żoną była Wanda z domu Danielowski, córka pastora z Dźwierzut, która zmarła w 1954 roku.
Hanns Fechner urodził się 11 kwietnia 1882 roku w Szczytnie. Przez kilkanaście lat pełnił funkcję przewodniczącego Związku Wschodnioeuropejskich Handlarzy Drewnem i Tartaków. Był również radnym miejskim oraz współwłaścicielem gazety „Ortelsburger Zeitung”. Zmarł 5 listopada 1964 roku w Wiesbaden.
Po II wojnie światowej dawny tartak Fechnerów został upaństwowiony i działał do końca okresu PRL-u.



Mularze i ciesleiesce do prędkiego zaczęcia raboty szukanie znaidą dobrą nagrodną robotę przy budowaniu parownego młyna do tarcia drzewa na deski w Dembowku.   Fechner.



Oferuję wąskie deski grabowe (z grabu pospolitego) przeznaczone na zęby kół młyńskich (Kämme) w dowolnej długości i grubości, poniżej ceny kosztów.   Fechner — Dębówko 1883.


Sprzedaż drewna z lasu w Rudce. W każdą sobotę od godz. 9:00 rano u pana Kopkowa.   Polana/klocki drewna, chrust (brzozowy, olchowy, iglasty), łaty okrągłe, łaty łupane, brzozowe drążki na dyszle, krokiewki/podpory dachowe i t. d. C. Fechner-Szczytno.1897.


Sprzedaż drewna z Rudki. 
W każdą sobotę o godz. 9:00 rano w moim kantorze (biurze).   Drewno użytkowe, łaty łupane, łaty okrągłe, polana/klocki drewna, krokiewki/podpory dachowe, chrust (sosnowy, olchowy, brzozowy).   C. Fechner-Szczytno.


W całkowicie przebudowanym młynie gospodarczym w Rudce od teraz ponownie pyłuje się mąkę oraz śrutuje ziarno. Młyn jest na sprzedaż. Szczytno, w sierpniu 1904 r.


Ochotniczym strażom pożarnym tutejszego miasta oraz Bartnej Strony wraz z przydzielonymi do nich obowiązkowymi strażami pożarnymi, jak również przybyłym strażom pożarnym oraz wszystkim tym, którzy podczas pożaru w moim zakładzie pospieszyli z pomocą w tak ofiarny i energiczny sposób, składam w tym miejscu najserdeczniejsze podziękowania.  C. Fechner-Szczytno.


C. Fechner
Ortelsburg Ostpr.
Dampfsägewerke
Holzgroßhandlung
Ortelsburg und Rudczanny (Ostpreußen)
Koperta listu z 1932 roku. Ze zbiorów M. Rawskiego. 

Tartak po 1945 roku. 
Zdjęcie ze zbirów Zdzisława Kaczmarczyka. 

Tartak. Lata 80. 

Okradziony wójt z Olszyn

Z powiatu szczycieńskiego, 31 maja. (Ujęty złodziej kasy.) 
Polak zatrudniony u naczelnika gminy Kilimanna we wsi Olszyny włamał się do kasy, z której ukradł 104 marki w monecie, podczas gdy leżące obok pieniądze papierowe – około 1000 marek – pozostawił nietknięte, a następnie uciekł przez granicę do Polski. Naczelnik gminy ruszył w pogoń za złodziejem na rowerze i dopadł go około 10 mil za granicą. Skradzione pieniądze odebrano złodziejowi, jednak mają one zostać zwrócone właścicielowi dopiero okrężną drogą za pośrednictwem władz rosyjskich.
Königsberger Hartungsche Zeitung,1909 r. 

W 1877 roku Kilimann pracował w Olszynach jako kowal i oferował na sprzedaż własnej produkcji sieczkarnie oraz pługi.
20 maja 1915 roku w Olszynach wybuchł pożar, w wyniku którego spłonęły m.in. cztery domy mieszkalne, w tym dom należący do Kilimanna.


Moje wyroby:   siekacze do słomy (siekarnie/sieczkarnie), żelazne pługi dwuskibowe (najnowsza konstrukcja),   wykonane solidnie i trwale, polecam w niskich cenach.   Olszyny, dnia 27 listopada 1877 r.   Kilimann, mistrz kowalski.


Tabliczka od wozu / zaprzęgu: Johann Kilimann Olschienen Kreis Ortelsburg. 

sobota, 17 października 2026

Ksiądz Walenty Tolsdorf kryminalistą?

Królewiec, 13 maja 1853 r. Katolicki administrator parafii [Walenty] Tolsdorf z Lesin Wielkich w powiecie szczycieńskim został oskarżony o znieważenie nauki, ustrojów i obyczajów kościoła ewangelickiego, przez co – na podstawie § 135 nowego kodeksu karnego, który brzmi: „Kto publicznie słowami, pismami lub innymi sposobami wyrazu bluźni przeciwko Bogu, albo szydzi z jednego z kościołów chrześcijańskich lub innego stowarzyszenia religijnego posiadającego w państwie prawa korporacyjne, względnie z przedmiotów ich czci, ich nauki, urządzeń lub obyczajów, albo przedstawia je w sposób narażający je na nienawiść lub pogardę, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech” – został skazany przez sąd powiatowy w Szczytnie na 8 dni aresztu (w bardzo łagodnym wymiarze).
Oskarżony miał w małej kaplicy katolickiej w Lesinach Wielkich (miejscowości zamieszkałej również przez wielu chrześcijan ewangelickich), w dniu odpustu po kazaniu, wygłosić do zgromadzonych mowę, w której miał stwierdzić, że religia ewangelicka została ukradziona katolikom, a kiedy ewangeliczni duchowni są wzywani do chorych, aby udzielić im większej komunii, to najpierw sami porządnie się najadają, a w miarę możliwości zabierają chorym także coś do jedzenia. Fakt ten został pod przysięgą potwierdzony przez obecną tam dziewczynę ewangelicką, a sędzia pierwszej instancji uznał na tej podstawie występek, o który oskarżono wnoszącego, za faktycznie udowodniony.
Oskarżony złożył apelację i sprawa miała zostać rozstrzygnięta wczoraj w drugiej instancji przed senatem kryminalnym tutejszego sądu apelacyjnego. Obecny w obronie oskarżonego adwokat Nettler wniósł o przeprowadzenie nowego postępowania dowodowego poprzez przesłuchanie świadków, a sąd przychylił się do tego wniosku.
Ostpreußische Zeitung : amtliche Tageszeitung des Reichsnährstandes - Landesbauernschaft Ostpreußens, 1853 r.

czwartek, 15 października 2026

Mazurskie ślady w Szczytnie i okolicach

Poproszono mnie, bym opowiedział wczoraj o mazurskich śladach w Szczytnie i okolicach. Początkowo pomyślałem, że to dziwne, iż na Mazurach ktoś, czyli tym razem ja, będzie szukał mazurskich śladów. Po chwili uświadomiłem sobie jednak, że to ma sens.
Przecież Mazurów jest na Mazurach coraz mniej. Mieszkańcy regionu w zdecydowanej większości nie znają jego historii, nie wiedzą, kim byli Mazurzy. Część sądzi, że byli Polakami, inni uważają, że Niemcami, a pewnie większości nie obchodzi, kim byli.
Mazurów już prawie nie ma. Ci, którzy pozostali, są taką rzadkością, że faktycznie trzeba ich szukać. Czasem trzeba też szukać śladów, które po sobie pozostawili.
Mazury to mazurski krajobraz. To często położone nad jeziorami wioski, harmonijnie wkomponowane w rolniczo-leśne otoczenie. Tego krajobrazu już prawie nie ma. Zniszczyła go nowoczesność, nowe materiały budowlane i polski chaos, czyli brak planowania przestrzennego oraz nadzoru nad tym, co, jak i gdzie się buduje.
Przykładem niech będzie Szczycionek, założony w 1860 roku — leśna osada nad jeziorem o tej samej nazwie. Początkowo stały tu drewniane budynki, ale po pożarze w 1906 roku wieś odbudowano, wykorzystując już nie drewno, lecz czerwoną cegłę. Pamiętam, jak te ceglane budynki idealnie komponowały się z krajobrazem i odbijały w tafli jeziora. Obecnie Szczycionek to osiedle domków letniskowych i pseudowilli.

Szczycionek

Do końca XX wieku można było na Mazurach zobaczyć jeszcze drewniane chałupy kryte strzechą. Ale nie tylko one znikały z krajobrazu. Znikają również ceglane i kamienne budynki. Rozpadają się albo są modernizowane. Na szczęście w ostatnich latach pojawili się architekci projektujący budynki nawiązujące do dawnej architektury mazurskiej.

Niedźwiedzie. Rok 1999. 

Dla mnie wyspami mazurskości są mazurskie cmentarze, ale i one powoli znikają. Dawniej systematycznie niszczone, dziś są pochłaniane przez przyrodę — przynajmniej to, co z nich pozostało. Cmentarz ewangelicki w Szczytnie został w latach 80. XX wieku, z inicjatywy ówczesnego naczelnika miasta, zrównany z ziemią przy użyciu spychaczy. W okolicach Szczytna wiejskie cmentarze przekształca się w komunalne. Trzeba jednak zaznaczyć, że w ostatnich latach pojawiła się moda na porządkowanie starych cmentarzy i obejmowanie opieką tego, co jeszcze z nich zostało.

W Wilamowie koło Rozóg, na cmentarzu ewangelickim, znajdują się wyjątkowe nagrobki 
z inskrypcjami zapisanymi gwarą mazurską.

Wyjątkowymi śladami mazurskości są pamiątki po Bogumile Gottliebie Leyku, bojowniku o polskość Mazur — piszę to ironicznie, a nawet sarkastycznie. Prowadził on zakład kamieniarski, w którym wykonywano nagrobki. Był także kaznodzieją gromadkarskim, nauczającym w języku polskim, oraz działaczem propolskim.
Wykonane przez niego nagrobki, poza jednym czy dwoma wyjątkami, są zdewastowane. Aby zobaczyć zachowany nagrobek jego autorstwa, trzeba wybrać się aż do Spychowa
Jego syn Fryderyk, również działacz propolski, jest patronem jednej z ważniejszych ulic w Szczytnie. W zasadzie ojciec i syn patronują jej na przemian. Ulica ta nosiła dawniej nazwę Bartna Strona B, a później — ulicy Strzelców. Piszę o tym naprzemiennym patronowaniu, ponieważ można spotkać się z oznakowaniem sugerującym, że patronem ulicy jest również Bogumił Leyk.


Niedawno pewna szczycieńska radna, wielka obrończyni polskości Szczytna, powoływała się na największego bojownika o polskość Mazur, pochodzącego z Wawroch i mającego również swoją ulicę w Szczytnie — Bogumiła Linkę. Niestety, nie potrafiła nawet poprawnie przytoczyć jego nazwiska.
Trzeba zaznaczyć, że swoistą krzywdę działaczom propolskim i promazurskim wyrządzali, a czasem nadal wyrządzają, politycy. Nie wchodząc w szczegóły, można powiedzieć, że wykorzystuje się ich jako symbole polskości Mazur, nie dając w zamian Mazurom właściwie nic. Celował w tym PRL, ale to zjawisko możemy obserwować również dzisiaj.
Dodatkowo mazurscy działacze, którzy w okresie PRL-u próbowali robić coś dla przetrwania Mazurów na Mazurach, są dziś, nie bez racji, oskarżani o kolaborację z komunistami.

Szczytno, ulica 1 Maja, lata 60. XX wieku. 
Na zdjęciu w pierwszym szeregu znajduje się Fryderyk Leyk.

Śladami po Mazurach są bez wątpienia pozostałości dawnych gospodarstw spalonych w 1945 roku. Zazwyczaj są to fundamenty, czasem schody, a także charakterystyczna roślinność: lipy, klony czy zdziczałe drzewka owocowe. Jadłem jeszcze papierówki z takich zniszczonych, porośniętych lasem gospodarstw. Czasem w ich pobliżu znajduje się mogiła — pozostałość dramatu, który rozegrał się w styczniu 1945 roku.


Najbardziej oczywistymi śladami po Mazurach są nazwy miejscowości oraz różnych obiektów i miejsc: lasów, łąk, rzek i jezior. Niektóre z tych nazw mają jeszcze pochodzenie bałtyjskie, wywodzą się bowiem od nazw używanych przez plemiona pruskie.
Zatrzymajmy się przy nazwie Szczytno, która jest starsza od niemieckiej nazwy Ortelsburg. Publikując na Facebooku, byłem wielokrotnie atakowany przez Polaków i potomków niemieckich mieszkańców miasta za używanie nazwy Szczytno w odniesieniu do czasów sprzed 1945 roku. A przecież polska nazwa była obecna w mieście również w okresie nazistowskim. Co więcej, w XIX wieku w wydawanym w Szczytnie tygodniku urzędowym oficjalne ogłoszenia publikowano także w języku polskim i oczywiście z polską nazwą miasta.
Jeszcze na początku XX wieku mazurskie nazwy nosiły różne uroczyska, lasy i bagna. Sądzę, że warto byłoby przywracać je na współczesnych mapach, aby zachować związane z nimi okruchy mazurskiej historii.
Pomiędzy Szczytnem a Rudką znajduje się las dawniej nazywany Borken. Natomiast na zachód od Jabłonki rośnie niewielki las Gmyrren. Po wojnie określano go jeszcze jako Gmyry. Takie nazwy pobudzają wyobraźnię i czasem inspirują do poszukiwania informacji o tym, co się za nimi kryje.
Mimo wszystko na Mazurach wciąż można znaleźć mazurskie domy, choć są już wielką rzadkością. Niedawno odwiedziłem pewną Mazurkę mieszkającą w Szczytnie, na Bartnej Stronie. Na ścianach jej domu zobaczyłem dwie grafiki autorstwa Roberta Budzińskiego, najsłynniejszego artysty mazurskiego pochodzenia. Zostały kupione jeszcze w przedwojennym Szczytnie.
Wyjątkowym świadectwem obecności Mazurów są mazurskie, ewangelickie świątynie. Nie tylko te nadal czynne, ale również te przejęte, zazwyczaj siłą, przez katolików. Do dzisiejszego dnia zachowują one pewne ewangelickie elementy wystroju.


Jeżeli jest się wrażliwym na historię, ślady mazurskości można dostrzec na Mazurach bardzo często. Sądzę, że jako społeczeństwo żyjące na tych ziemiach znacząco różnimy się od mieszkańców chociażby północnego Mazowsza, z którego w sporej części przecież pochodzimy. Wynika to z oderwania od regionów i miejsc, w których nasi przodkowie żyli od pokoleń, oraz z wymieszania się różnych kultur i tradycji.
Bez wątpienia Mazurzy pozostawili jakiś ślad w każdym stałym mieszkańcu Mazur, nawet jeśli nie jest on tego świadomy i niewiele go to obchodzi.
Mazurskość, poprzez swoje silne związki z niemieckością, a wcześniej pruskością, wcale nie jest łatwa do zaakceptowania przez Polaków. Nie wszystko na Mazurach, gdy żyli tu Mazurzy, było dobre. Czasem było wręcz odwrotnie. W latach 30. XX wieku Mazurzy masowo popierali czyste zło, a jednocześnie paradoksem jest to, że wielu z nich, choć je popierało, złymi ludźmi nie było. Historia Mazurów to pół tysiąca lat.
Teraz, gdy Mazurów prawie już w regionie nie ma, gdy działalność społeczna nie jest ograniczana przez polityków i urzędników, a coraz więcej osób zaczyna interesować się mazurskością, powinniśmy uważać, by nie robić z Mazurów na siłę Polaków.
W XX wieku Mazurzy, nawet jeśli mówili po polsku, mieli więcej wspólnego z Niemcami niż z Polakami. Wcześniej uważali się za Prusaków. Owszem, byli nieliczni Mazurzy, którzy uważali, że bliżej im do Polaków, ale i to nie było pozbawione zastrzeżeń. Po prostu zrozumieli, że aby zachować mazurskość, muszą wybierać między mniejszym a większym złem, między niemieckim a polskim nacjonalizmem.
Mazurzy już nie wrócą. Pewien etap historii tych ziem dobiegł końca. Póki co żyjemy w czasach dobrobytu i nowoczesności. Budowane są nowe drogi, domy i osiedla. Stare budynki są modernizowane. Latamy z Mazur samolotami — z Olsztyna na Mazurach… — ale gdzieś tam, w lesie, tuż za ogrodzeniem lotniska w Szymanach, można natknąć się na ślady dawnych mieszkańców regionu.
Z upływem czasu ślady te będą zanikać, ale nigdy zupełnie nie znikną.
A skoro mowa o lotnisku, to obok nowego zachowały się pozostałości niemieckiego lotniska wojskowego, z którego we wrześniu 1939 roku atakowano Polskę.
Ponad 20 lat temu nieżyjąca już Mazurka z Sasku Małego opowiadała mi, że wszystkie dziewczyny z okolicznych wsi kochały się wówczas w niemieckich lotnikach — przecież swoich. Lotnikami zostawali również Mazurzy.
Ta sama kobieta, płacząc, mówiła mi, że jej wnuki mieszkające w Niemczech nie chcą przyjeżdżać na Mazury. Wolą spędzać wakacje w atrakcyjniejszych miejscach.
Poznawajmy historię Mazur, szukajmy śladów Mazurów i utrwalajmy je. Nie róbmy jednak z Mazurów na siłę Polaków i nie wybierajmy sobie z ich historii tylko tego, co nam odpowiada. Niektórzy, zafascynowani tą krainą, mają niestety taką tendencję.

Lotnisko w Szymanach za czasów niemieckich. 
To właśnie w tych lotnikach podkochiwały się okoliczne mazurskie dziewczyny.

Leśniczy August Mamsch

W 1891 roku leśniczy rewirowy o nazwisku Mamsch pracował w Łysaku. Od 1893 roku lasem miejskim Szczytna zarządzał Mamsch, leśniczy rewirowy w stanie spoczynku.
Na dawnym cmentarzu ewangelickim w Szczytnie zachował się nagrobek leśniczego rewirowego Augusta Mamscha, urodzonego 24 września 1831 roku, a zmarłego 23 stycznia 1902 roku. W prawym dolnym rogu nagrobka znajduje się słabo czytelna sygnatura jego wykonawcy, pochodzącego z Olsztyna.
28 lutego 1919 roku, w wieku 83 lat, zmarła wdowa po Auguście Mamschu — Eliese z domu Haug. Została pochowana również w Szczytnie, jednak jej nagrobek nie zachował się do naszych czasów.




Dnia 28 lutego br., po długich i ciężkich cierpieniach, w 83. roku życia zmarła nasza ukochana matka, teściowa, prababka, siostra i ciotka, Pani wdowa po nadleśniczym - Eliese Mamsch z d. Haug.
W imieniu pogrążonych w żałobie bliskich:  Anna Stegmann z d. Mamsch.
Morąg, w marcu 1919 r.
Pogrzeb odbędzie się w Szczytnie we wtorek, 4 marca br., o godzinie 12:00 w południe, z dworca kolejowego.

wtorek, 13 października 2026

Z histrii Dębówka

Podaje się, że Dębówko lokowano 4 grudnia 1820 roku w 162. oddziale Lasu Korpelskiego. Wydaje mi się jednak, że data ta jest mało wiarygodna, ponieważ przez 10 lat osada nie posiadałaby nazwy. Prawdopodobnie pomylono datę nadania nazwy, które nastąpiło 4 grudnia 1830 roku. Ewentualnie pomyłka nastąpiła w drugą stronę, ponieważ obie informacje – o lokacji i nadaniu nazwy – pochodzą z literatury.
Debówko było początkowo kolonią przeznaczoną dla inwalidów – weteranów wojen napoleońskich. W 1850 roku obejmowało 95 mórg i składało się z pięciu chałup. 
30 października 1882 roku spłonęło tu gospodarstwo wraz z gospodą. Prawdziwa katastrofa dotknęła jednak wieś 16 września 1903 roku (błędnie podaje się rok 1904), kiedy Dębówko spłonęło niemal doszczętnie. Pożar wybuchł około godziny 23.00 w gospodarstwie Banka, wskutek zaprószenia ognia w sosnowym igliwiu. Z powodu suszy, silnego wiatru i braku wody – studnie wyschły lub dostęp do nich uniemożliwiał żar – nie udało się uratować drewnianych budynków krytych słomą. Spłonęło pięć domów mieszkalnych i około 14 budynków gospodarczych. Żywy inwentarz zdołano uratować, jednak całe zbiory, sprzęt oraz wyposażenie domów uległy zniszczeniu. Straty ponieśli gospodarze: Banak, Gottlieb, Fritz i Michael Rosowski oraz Sussek. Ocalały jedynie gospodarstwa Linka i Wilhelma Rosowskiego. Budynki były ubezpieczone na niewielkie kwoty, natomiast inwentarz nie był ubezpieczony wcale. Po pożarze drewniane budynki odbudowano z cegły.
W 1878 roku należąca do Roberta Leopolda Stolza firma C. Stolz założyła w Dębówku tartak. Przedsiębiorstwo, którego główna siedziba mieściła się w Drezdenku, reprezentował na miejscu Carl Fechner. W 1899 roku działalność firmy w Dębówku wykreślono z rejestru handlowego. Drewno z tartaku przewożono wozami na dworzec kolejowy w Czerwonce. Po otwarciu linii kolejowej Olsztyn–Szczytno–Ełk podjęto decyzję o likwidacji tartaku w Dębówku i przeniesieniu go do Szczytna, na teren ówczesnej Bartnej Strony B.
W drugiej połowie XIX wieku założono we wsi cmentarz. Dzieci z Dębówka uczęszczały do szkoły w Kobylosze.
W 1939 roku we wsi znajdowało się osiem gospodarstw. Dębówko liczyło wówczas 52 mieszkańców i wchodziło w obręb gminy w Trelkowie. Ostatnim niemieckim sołtysem był tu Wilhelm Rosowski.
W styczniu 1945 roku Sowieci zamordowali Johanna Pillicha. Podczas ucieczki życie straciły trzy osoby. Pięciu mieszkańców poległo, służąc w Wehrmachcie.
W obrębie Dębówka znajdowała się również gajówka. W 1900 roku pracujący w niej dozorca leśny Specht otrzymał nadzór nad jeziorem Szczycionek. W 1908 roku dozorca leśny Komm, zatrudniony w Nadleśnictwie Szeroki Bór, został przeniesiony do Dębówka w celu zastąpienia chorego leśniczego Leschinskiego z Ułonska. Jego następcą został Röckner, który w 1911 roku, jako leśniczy bez przydzielonego leśnictwa, otrzymał z dniem 1 lipca leśnictwo w Kosewie.



Fragment mapy przedstawiającej Dębówko z zaznaczonym tartakiem i cmentarzem.


Cmentarz w Dębówku. 

Rok 1877.


Oferuję wąskie deski grabowe na zęby [tryby kół zębatych w młynach] o dowolnej długości i grubości poniżej kosztów własnych. Fechner - Debówko. 1883 r.


Dębówko (Eichthal), dnia 15.02.1915 r.
Droga Edith!
Wysyłam Ci widok naszego całkowicie zniszczonego miasta Szczytna. Wygląda to bardzo ponuro.
Dzień w dzień jesteśmy zajęci kwaterunkiem [wojska], ciągle mamy mnóstwo pracy. Każdego dnia wciąż słyszymy huk/grzmot armat.
Odezwij się wreszcie i daj znać, czy otrzymałaś mój list!
Pozdrawiam Cię serdecznie, Twoja Minna

niedziela, 11 października 2026

Borken

Na skraju dawnego lasu miejskiego Szczytna, na terenie dzisiejszego Leśnictwa Młyńsko, przy brodzie na Wałpuszy, prowadzącym w kierunku Płozów, znajdują się pozostałości po niegdyś istniejących tu dość rozległych zabudowaniach. Zapewne były to budynki drewniane. Z analizy dawnych map wynika, że wcześniej stała w tym miejscu stodoła. Dziś o tym, że niegdyś toczyło się tu życie, świadczą już tylko zagłębienia w ziemi, lipy oraz inna roślinność charakterystyczna dla tego typu miejsc — między innymi kwitnąca na różowo tawuła.
Jest to jedno z moich ulubionych miejsc spacerowych. Od zawsze zastanawiałem się, co niegdyś się tutaj znajdowało. Niedawno natrafiłem na informację, że była to osada leśna wzniesiona przez magistrat miasta Szczytna na terenie lasu miejskiego. Leżała na prawym brzegu Wałpuszy, pomiędzy Młyńskiem a Rudką. 9 lutego 1820 roku nadano jej nazwę Borken, nawiązującą do nazwy lasu miejskiego, o którym pisałem już w tym miejscu:
Na mapach z okresu międzywojennego osada ta nie jest już zaznaczona. Można więc przypuszczać, że wcześniej przestała istnieć, być może w wyniku pożaru.






Tawuła.