środa, 6 maja 2026

Joanna Wańkowska-Sobiesiak, Świat bliski znajomy

Czytam właśnie: Joanna Wańkowska-Sobiesiak, Świat bliski znajomy, Olsztyn 2008. 
W książce tej znajdują się dwa teksty związane z powiatem szczycieńskim. Dość ciekawa — choć nie w części historycznej, lecz reportażowej — jest opowieść o Kobułtach (Taka sobie historia), które dawniej wchodziły w skład naszego powiatu. Natomiast rozdzialik o szczycieńskim zamku (Wieża Juranda) jest dowodem na to, że autorka ma słaby warsztat historyczny, a nawet dziennikarski. Szczycieńskie muzeum w pozostałościach zamku nie zostało utworzone w 1939 roku, lecz w 1925. Po 1945 roku zamek nie pełnił roli magazynu, tylko nadal funkcjonował jako muzeum. Królowa Luiza i król Wilhelm III nie zatrzymali się w 1806 roku w Szczytnie — w obawie przed epidemią zamieszkali w zachowanym do dziś domu w Fiugatach (obecnie ul. Pasymska). Szczytna nie odbudowano w ciągu dwóch lat po spaleniu w 1914 roku; odbudowa miasta zakończyła się prawie sześć lat po zakończeniu wojny. Nie dokonano tego również przy znaczącym wsparciu Wiednia — pomoc tego miasta dla Szczytna miała raczej symboliczny charakter.
Mam też wątpliwości, czy Szczytno było siedzibą polskiego ruchu ludowego na Mazurach. Jeśli już, to raczej propolskiego ruchu mazurskiego.
Ogólnie rzecz biorąc, jest to chyba jedna z lepszych książek tej autorki, która jednak publikuje zdecydowanie zbyt często i łatwo. Tam, gdzie opisuje własne doświadczenia, książka ma wartość poznawczą, bo przedstawia zabytki, głównie pałace i dwory naszego województwa w czasach, które niewielu już pamięta. 

Tannenberg Denkmal.

Tannenberg Denkmal.
Willy Gogoll Foto-Atelier Hohenstein Ostpr.


Romantyczny oficer z Olsztyna

Nadawca: nadporucznik (Oberleutnant) Müller, Ersatz-Abteilung 1. Masurisches Feld-Artillerie-Regiment Nr. 73 (Ers.-Abt. F.A. Regt. 73), Allenstein.
Adresat: Pani (żona rządowego mistrza budowlanego) Müller, Berlin-Wilmersdorf, Babelsberger Str. 52, II.
Obieg: Allenstein, 6.10.1915 r.
Olsztyn, 5 października 1915 r.
Kochanie!
Dziś mam Ci bardzo niewiele do zaraportowania, ale mam pytanie, na które być może wkrótce będziesz mogła mi odpowiedzieć. Zanim się przeprowadziłem, wybrałem w mieszkaniu Krausego kilka ręczników i dokupiłem sobie także sześć sztuk bardzo dobrych ręczników przypominających damaszek, na których kazałem ładnie wyhaftować Twój monogram R.M. Ponieważ nie lubię kupować tandety, a jednocześnie pomyślałem, że kiedyś przydadzą się w naszym wspólnym gospodarstwie, od razu wybrałem coś porządnego.
Czy byłoby Ci miło, gdybym dopełnił ich liczbę do pełnego tuzina? Mógłbym dokupić jeszcze sześć sztuk, oddać je do haftowania i wysłać Ci przy okazji. W moim obecnym mieszkaniu ręczniki mam zapewnione, więc te leżą teraz tylko bezużytecznie. Co o tym sądzisz? Ponieważ później nie dostanę już tego samego wzoru, byłoby mi miło, gdybyś szybko mi odpisała.
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze. Całuję Cię tysiąckrotnie w szczerej miłości.
Twój, już znów bardzo tęskniący,
Otto


wtorek, 5 maja 2026

Edukacji regionalnej nie będzie

Jako osoba, która od 20 lat organizuje dla uczniów konkursy wiedzy regionalnej i zajmuje się edukacją regionalną w praktyce, postanowiłem również odnieść się do tego tematu.
Może się mylę, ale edukacji regionalnej w naszym regionie szybko nie będzie. W tym temacie próbowano coś zrobić na początku XXI wieku, ale później — zwłaszcza po upadku gimnazjów — to porzucono. Wydaje mi się, że ma to związek ze wzrostem nastrojów prawicowo-nacjonalistycznych, którym do pewnego stopnia ulega również obecnie rządząca koalicja. O ile nawet bez wsparcia ministerstwa edukacji z regionalizmem na ziemiach od zawsze polskich problemu nie ma, to tzw. „Ziemie Odzyskane” nastręczają wiele trudności.
Owszem, można byłoby wrócić do opowieści rodem z PRL-u o „bojownikach o polskość Warmii i Mazur”, ale to dzisiaj już nie przejdzie — słusznie zostało wyśmiane i wyszydzone. Poza tym ci działacze mazurscy i warmińscy, którzy przeżyli wojnę lub urodzili się po niej, według funkcjonariuszy „policji historycznej” (IPN-u) kolaborowali z komunistami, więc nie są żadnymi bojownikami o polskość. Wobec tego lepiej jest na temat lokalnej historii w szkołach milczeć, bo gdzie się jej nie tknąć, wychodzą ci „wstrętni Niemcy” — i to o dziwo nie zawsze w negatywnym kontekście.
Nie da się już kontynuować opowieści o Mazurach, którzy byli Polakami i tęsknili za Polską. Prawdziwa historia Mazur jest dla nacjonalistów o wiele trudniejsza do przyjęcia niż historia Warmii, gdzie polskości przed 1945 rokiem było trochę więcej.
Jako praktyk edukacji regionalnej, którą — można by tak rzec — prowadzę od lat po partyzancku, stwierdzam, że jest na nią wśród uczniów zapotrzebowanie. O ile zainteresowanie historią systematycznie w szkołach spada, to historia, zwłaszcza swoich miejscowości, jest czymś, co jeszcze przyciąga uwagę. Na przykład co roku zabieram uczniów do kościoła ewangelickiego w Szczytnie, gdzie opowiadam o historii budynku, a pastor o zasadach protestantyzmu. Jest to takie przedłużenie lekcji o reformacji. Uczniowie — nawet ci niezainteresowani historią — są zadowoleni, a rodzice zdarza się, że dziękują za taką lekcję. Znam też uczniów szkół średnich, którzy myślą, że ten kiedyś najważniejszy w mieście kościół i najstarszy w całości zachowany zabytek jest opuszczony.
Historię regionalną lubią też zazwyczaj nauczyciele. Problem mają z nią tylko politycy i często samorządowcy. Prawicowi — bo nie lubią Niemców, pozostali — bo nie chcą być o proniemieckość posądzeni i na wszelki wypadek wolą być ostrożni. Warto tu zwrócić uwagę na to, co o Mazurach w swojej ostatniej książce („Dawne i nowe Mazury w 250 ilustrowanych opowieściach”) pisze Waldemar Mierzwa. W kontekście tu poruszanym znamienna jest historia z upamiętnieniem Erwina Kruka w Olsztynie. W zasadzie zgadzam się z niewypowiedzianą, a dającą się wyczuć tezą W. Mierzwy, że my historii Mazurów nie potrzebujemy. Nam wystarczą lasy i już praktycznie ogrodzone oraz zabudowane domkami letniskowymi jeziora.
O tym, że problem istnieje, pokazuje chociażby wymyślona przez lokalny PiS afera z rzekomymi planami odbudowy pomnika-fontanny Bismarcka w Szczytnie. Do tego kłamstwa dołączył były minister edukacji narodowej Przemysław Czarnek, który w Szczytnie stwierdził, że jego mieszkańców trzeba repolonizować. Nikomu nie przeszkadzało kłamstwo, a przede wszystkim to, że Bismarck jest obecnie w Niemczech postacią kontrowersyjną i na pewno nie cieszy się żadnym kultem. My, z tą pruską-niemiecką przeszłością, dla kogoś z Lubelszczyzny jesteśmy naprawdę podejrzani. Ta historia — przynajmniej niektórych z nas — zmieniła. To, że jesteśmy inni, czuję szczególnie mocno, gdy biorę udział w spotkaniach w miastach na sąsiednim Mazowszu.
My nie mamy — poza tymi nieszczęsnymi „bojownikami o polskość” — praktycznie żadnych pozytywnych polskich odniesień historycznych. U nas nie było legionów itd. My mieliśmy strzelców, Wehrmacht, a po wojnie w szczycieńskich koszarach stacjonowali Sowieci, później KBW, a następnie mieściła się tam szkoła oficerska Milicji Obywatelskiej. Historia powojennych polskich dokonań na tych ziemiach jest niestety przygnębiająca.
Z wagi historii regionalnej świetnie zdawali sobie sprawę Niemcy. W okresie międzywojennym Tiska wraz z Kuschelem — nauczycielem rysunku z Gimnazjum Hindenburga — opracowali mapę ścienną powiatu szczycieńskiego z zaznaczonymi na niej wszystkimi znanymi stanowiskami archeologicznymi, podzielonymi na rodzaje i epoki. Była to pomoc szkolna, która trafiła do wszystkich szkół powiatu. Sam Tiska był później nazistą, a ówczesna edukacja regionalna również potrafiła fałszować historię. Jeżeli my też mielibyśmy przedstawiać uczniom jej zafałszowaną wersję, to już lepiej darujmy sobie tę edukację regionalną. Bez świadomości tego, czy Pasym leży na Warmii czy na Mazurach, można żyć. Ważne jest też to, że wiemy, iż Kopernik nie był kobietą — po co więc mieszać uczniom w głowach i tłumaczyć, kim naprawdę był?
Nie da się bez edukacji regionalnej stworzyć świadomego, odpowiedzialnego i lubiącego swój region społeczeństwa. Nasz region się wyludnia i pewnie nic tego nie zatrzyma. Czasem myślę, że niedługo będzie tu więcej Warszawiaków niż miejscowych — we wsiach nad jeziorami już pewnie jest ich więcej. Ci Warszawiacy uwielbiają nauczać nas, miejscowych „dzikich”, jak powinno się żyć na Mazurach i jaka była historia tych ziem…

Artillerie-Regiment 1.

Nieśmiertelnik: I. Lekka Kolumna Artyleryjska / 1. Pułk Artylerii z Królewca.
Leichte Artillerie-Kolonne I. / Artillerie-Regiment 1.

poniedziałek, 4 maja 2026

Szczytno - ZURiT

W dniu 8 stycznia 1962 roku olsztyńskie Zakłady Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych otworzyły w Szczytnie, przy ulicy Odrodzenia, salon telewizyjny oraz stację obsługi radiotechnicznej i telewizyjnej. Tak zostało to opisane w „Głosie Olsztyńskim”: „W ubiegły poniedziałek, tj. 8 bm., otwarto w Szczytnie salon telewizyjny oraz stację obsługi radiotechnicznej i telewizyjnej. Postarał się o to olsztyński ZURiT, któremu dzięki przychylnemu stanowisku władz miejskich udało się zdobyć dwa pomieszczenia przeznaczone poprzednio na sklepy.
Do momentu otwarcia salonu ZURiT zajmował w Szczytnie niewielki pokój i z tego powodu naprawa odbiorników radiowych, nie mówiąc już o telewizorach, była utrudniona.
W nowym lokalu uruchomiono aż 4 stanowiska robocze, a napraw dokonywać będą najlepsi olsztyńscy fachowcy. Uwzględniane będą nie tylko naprawy gwarancyjne, ale i odpłatne.
W części sklepowej, stanowiącej tzw. salon, mieszkańcy miasta i powiatu będą mogli zaopatrywać się w najnowsze typy telewizorów i odbiorników radiowych.
Otwarcie podobnych placówek w innych miastach naszego województwa nastąpi jeszcze w styczniu. Salony ZURiT i warsztaty napraw mają otrzymać Biskupiec, Bartoszyce, a w dalszej kolejności Górowo Iławeckie." (l) 

Na początku sierpnia 1962 roku oddano do użytku w Olsztynie nowy nadajnik telewizyjny, dzięki któremu sygnał można było odbierać w promieniu 70–80 kilometrów. Uruchomienie nadajnika spowodowało wzrost popytu na odbiorniki telewizyjne. „Głos Olsztyński” podał, że w Szczytnie w krótkim czasie kupiono ich kilkaset sztuk, a ich liczba w mieście wzrosła do 700. Jednak informacje te są, delikatnie mówiąc, mało wiarygodne, ponieważ w 1964 roku w tej samej gazecie pisano, że w powiecie szczycieńskim w rękach prywatnych znajdowało się 560 telewizorów. Na wsi było ich 143, z czego 113 stanowiły odbiorniki prywatne. Natomiast w Szczytnie 28 telewizorów znajdowało się w zakładach pracy.


Szczytno. Ulica Odrodzenia, fot K. Jabłoński.


Szczytno - ZURiT.

niedziela, 3 maja 2026

Szczytno - Motozbyt / Polmozbyt

W 1964 roku „Głos Olsztyński” tak pisał o planach utworzenia w Szczytnie placówki „Motozbytu”: „Wobec gwałtownego rozwoju motoryzacji w powiecie szczycieńskim władze powiatowe zabiegały o otwarcie w Szczytnie placówki „Motozbytu”, która, oprócz sprzedaży motocykli oraz części zamiennych, trudniłaby się także instruktażem i poradnictwem fachowym. Ostatnio „Motozbyt” nadesłał pismo do Szczytna, w którym zawiadamia, że planuje uruchomienie w mieście pawilon handlowo-usługowy, ale nie wcześniej niż w latach... 1966 — 1970..." (kof)
Ostatecznie pawilon „Motozbytu” wybudowano pomiędzy ulicami Polską i Gustawa Wasińskiego


Rok 1976. Fot. Mariusz Szymański.
Zdjęcie oryginalnie kolorowe, niepoddane koloryzacji (z barwnego slajdu).