piątek, 17 lipca 2026

Wkraczanie 147. Pułku Piechoty do Berlina

Wkraczanie 147. Pułku Piechoty im. Hindenburga do Berlina w grudniu 1918 r.
II Batalion; dowódca: major Hindenburg. Adiutant batalionu: porucznik Peters(?).
Oficer ordynansowy podporucznik Källner.
Photo Kunst M. HAASE – Zakład fotografii artystycznej M. Haase.
Berlin W. 50, Neue Ansbacherstr. 18 – Adres atelier w Berlinie.

Einmarsch d. Inf. Regts. v. Hindenburg Nr. 147 im Dezbr. 1918 in Berlin.
II. Batl. ; Kdr. Major Hindenburg
Batls. Adj. Leutn. Peters(?).
Ord. Offz. Ltn. Källner.

W dniu wybuchu I wojny światowej 147. Pułk Piechoty stacjonował w Ełku i Giżycku. Wziął udział w bitwie pod Tannenbergiem.



XXX. Berlin.
10 do 26 grudnia 1918 r.

9 grudnia pułk opuszcza swoje przyjazne kwatery i maszeruje do Babenhausen, gdzie następnego dnia zostaje załadowany [do transportu]. Trasa prowadzi przez Aschaffenburg, Meiningen – dokąd w międzyczasie przewieziono doczesne szczątki jego niezapomnianego dowódcy, podpułkownika Beerbohma – oraz Halle do Jüterbogu, gdzie następuje rozładunek i marsz do kwater.

Sztab i I [batalion]: Woltersdorf, II [batalion]: Ruhlsdorf.
Następnie marsz jest kontynuowany:
13 grudnia do Gr. Beuthen (Wielki Bytym),
14 grudnia do Marienfelde,
15 grudnia do Tempelhof.

16 grudnia dywizja, a jako pierwszy pułk, stoi gotowa do wkroczenia na północnym krańcu Pola Tempelhofer (Tempelhofer Feld). Z radością witane i dekorowane Krzyżem Żelaznym są sztandary pułku, które powiewały przy jego pierwszych wielkich sukcesach kampanii wojennej, a które teraz, w ostatniej chwili, sprowadzono z Olsztyna. Entuzjastycznie witany przez ludność oraz wielu dawnych towarzyszy broni, którzy przelewali krew w szeregach pułku, a teraz leczyli rany lub zostali zwolnieni ze służby jako niezdolni do walki, pułk maszeruje przez południowy Berlin. Mijając zamek, mijając pomnik wielkiego cesarza, mijając Arsenał, który kryje trofea przyniesione przez armię pruską, prowadzoną przez stulecia od zwycięstwa do zwycięstwa przez swoich królów – gdzie przez długi czas stały również armaty zdobyte przez pułk pod Białą Piską, dopóki wyższa konieczność dziejowa nie sprawiła, że użyto ich do wyposażenia nowo formowanych oddziałów – mijając pomnik Wielkiego Króla, marsz kieruje się przez aleję, dawną drogę zwycięstwa wojsk pruskich, ku „Bramie Brandenburskiej”, z której bije hasło nowego rządu: „Pokój, Wolność, Chleb”. Tam, na Placu Paryskim, przedstawiciel rządu wita wojska. Na Placu Królewskim, przed pomnikiem Moltkego, dowódca dywizji, generał porucznik von Eberhardt, odbiera ostatnią defiladę pułku. Pułk maszeruje z dawna pruską sprężystością i dyscypliną. Następnie udaje się na dworzec Lehrter Bahnhof, gdzie po krótkiej przerwie obiadowej żołnierze wsiadają do podstawionych pociągów. Pułk kwateruje na północ od Berlina, w Mühlenbeck.
O wydarzeniach z Wigilii Bożego Narodzenia – tych najsmutniejszych wojennych świętach, jakie przeżył pułk – pułkownik Reinicke relacjonuje co następuje:
24.12.18 r. pułk został zaalarmowany w swoich kwaterach w Mühlenbeck i Schönerlinde w celu przetransportowania go do Berlina i obsadzenia uniwersytetu. Około godziny 10:30 rano pułk w łącznej sile 101 ludzi przybył na uniwersytet i tam dowiedział się, że pozostałe pułki dywizji (150. i 151.) zablokowały ulicę Breite Straße. Na uniwersytecie znajdowały się także oddziały Strzelców Gwardii oraz 5. Dywizji; wspólnie z nimi uniwersytet miał zostać przygotowany do obrony. Przyczyną zamieszek były żądania płacowe Ludowej Dywizji Marynarki, których nowy rząd nie chciał spełnić, aby się jej pozbyć. Marynarze, ostrzeliwani w zamku z artylerii, skapitulowali, jednak wycofali kapitulację, gdy tylko przerwano ogień. Naprzeciw oddziałom 150. i 151. pułku wysłano kobiety i dzieci, a gdy żołnierze z tego powodu zawahali się, zostali zaatakowani od tyłu przez samochody wyposażone w karabiny maszynowe, rozproszeni i rozbrojeni. Tylko jeden kapitan i 5 ludzi ze 150. Pułku Piechoty dotarło na uniwersytet i zdało relację z tego, co się wydarzyło.
W międzyczasie podjęto negocjacje, rząd ustąpił, wypłacił pieniądze i w ten sposób buntownicy zostali zaspokojeni. Pułk, nie wkraczając do akcji, powrócił wieczorem do swoich kwater.
Także i w tej sytuacji zachowanie oddziału było wzorowe, a oficerowie mieli pełne zaufanie, że żołnierze walczyliby tak samo wiernie jak dotychczas, gdyby wymagano ich zaangażowania.
XXXI. Powrót do garnizonu i przejście do nowej armii.
26 grudnia pułk został załadowany [do pociągów] w Berlinie i przybył 29 grudnia o godzinie 7:00 rano do Ełku.
Siebert Heinrich, Geschichte des Infanterie-Regiments Generalfeldmarschall von Hindenburg (2. Masurisches) Nr. 147 im Weltkriege, Oldenburg i. O. – Berlin: Druck und Verlag von Gerhard Stalling, 1927.

środa, 15 lipca 2026

Gustav Blaseio

Firma Gustava Blaseio, obejmująca sklep kolonialny i niewielką restaurację, została zarejestrowana w Giżycku (Lötzen) 25 października 1905 roku. Mieściła się przy rynku. W Giżycku sklep o podobnym profilu prowadził również brat Gustava – Robert Blaseio.
6 listopada 1934 roku, w drodze dziedziczenia, firma przeszła na wdowę po właścicielu, Emmę Blaseio z domu Grünheid, oraz ich dzieci: Ursulę Blaseio, urodzoną 19 lutego 1923 roku, i Helmuta Blaseio, urodzonego 8 marca 1926 roku. 29 stycznia 1941 roku firma zmieniła nazwę na Gustav Blaseio Nachfolger („Następca Gustava Blaseio”). Jej właścicielem został Gustav Platzek.




wtorek, 14 lipca 2026

Tarcze Szkoły Podstawowej nr 1 im. Henryka Sienkiewicza w Szczytnie

Szkoła Podstawowa nr 1 im. Henryka Sienkiewicza w Szczytnie. W 1999 roku została przekształcona w Gimnazjum nr 1 im. Henryka Sienkiewicza, a po reformie oświaty budynek przy ul. Jana Kasprowicza 1 stał się filią Szkoły Podstawowej nr 3 im. Marii Skłodowskiej-Curie w Szczytnie.

Więcej o szkołach działających na przestrzeni lat w budynku przy ul. Jana Kasprowicza 1 w Szczytnie napisałem tutaj:
1. Szczytno - szkoła ludowa
2. Liceum Pedagogiczne dla Wychowawczyń Przedszkoli w Szczytnie. 

Półmisek MAZUR-TOURIST

Mazur-Tourist ma swoje początki w okresie Polski Ludowej. Biuro było związane z rozwojem turystyki w województwie olsztyńskim, które w czasach PRL-u należało do najważniejszych regionów wypoczynkowych w kraju ze względu na liczne jeziora, lasy i walory przyrodnicze Mazur.
Działalność przedsiębiorstwa rozpoczęła się 3 czerwca 1959 roku jako przedsiębiorstwo turystyczne „Warszawa–Olsztyn”. Następnie, 29 czerwca 1974 roku, na mocy zarządzenia wojewody olsztyńskiego, zostało ono przekształcone w przedsiębiorstwo państwowe pod nazwą Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Turystyczne „Mazur-Tourist”.
Ważnym miejscem działalności Mazur-Tourist był Olsztyn, gdzie znajdowała się siedziba przedsiębiorstwa. Biuro mieściło się m.in. przy ulicy Staromiejskiej 6, a jego charakterystycznym elementem był znany mieszkańcom miasta szyld reklamowy przedstawiający statek pod żaglami oraz promieniste słońce.
W okresie PRL-u turystyka na Mazurach rozwijała się głównie wokół miejscowości wypoczynkowych i krajoznawczych, takich jak: Mikołajki, Giżycko, Ruciane-Nida, Mrągowo i Olsztyn.
Mazur-Tourist w okresie PRL-u był jednym z elementów państwowej organizacji turystyki. Po przemianach ustrojowych firma przeszła zmiany organizacyjne, a współczesne Biuro Podróży „Mazur-Tourist” Leszek Korejwo kontynuuje tradycje działalności turystycznej związanej z tą nazwą.





Źródło zdjęcia: 

sobota, 11 lipca 2026

Listy do Rudki

Prawie trzydzieści lat temu w jednym z domów w Rudce, w której mieszkam od urodzenia, odnaleziono pakiet listów Ernsta i Otto Gronckiego (ojca i syna?). Była to korespondencja wysyłana z frontu wschodniego, a także – jak w przypadku publikowanego tu listu – z uzdrowiska, gdzie po odniesieniu rany przechodził rekonwalescencję. Listy kierowane były do rodzinnego domu w Rudce, która wówczas nosiła nazwę Hamerudau.
Widziałem te listy już wkrótce po ich odkryciu. Przez lata od czasu do czasu o nich myślałem, aż kilka miesięcy temu cały zbiór tej korespondencji został mi podarowany, za co jestem niezwykle wdzięczny.
Listy są wprawdzie w kiepskim stanie, jednak będę je stopniowo skanował i w miarę możliwości odczytywał.
O rodzinie Gronckich z Rudki pisałem tutaj: 




Bad Ems [uzdrowiskowe miasto w zachodnich Niemczech, położone w kraju związkowym Nadrenia-Palatynat, nad rzeką Lahn], dnia 14 stycznia 1945 r.
Droga Eriko!
Dziękuję za Twój miły list, który otrzymałem. U mnie wszystko w porządku i mam nadzieję, że u Ciebie również.
Jak widzę z Twojego listu, Ludwig Waigel poległ. Cała ta wojna z Rosją przynosi nam, Niemcom, wiele strat. Jednak ostateczne zwycięstwo (Endsieg) musi być przecież nasze.
Z moim urlopem nie bardzo chce się ułożyć, ponieważ moja szyna [ortopedyczna/gipsowa] nie leży jeszcze prawidłowo, wszystko przesuwa się z dnia na dzień.
Mieliśmy tutaj przez kilka dni śnieg i mróz, a dzisiaj jest iście wiosenna pogoda. Po południu byłem w kinie, wyświetlają „Do widzenia, Franciszko”
Na tym kończę w nadziei na rychłe spotkanie.
Pozdrawia Cię Twój ojciec Ernst

Dlaczego przegraliśmy plebiscyt w 1920 roku?

Dzisiaj przypada kolejna rocznica plebiscytu z 11 lipca 1920 roku na Warmii i Mazurach. W jego trakcie miejscowa ludność miała opowiedzieć się, czy chce należeć do Polski, czy do Niemiec. Plebiscyt okazał się całkowitą porażką strony polskiej, a na Mazurach agitację na rzecz Niemiec prowadzono nawet w języku polskim.
Nie ma tu większego znaczenia, że Niemcy dopuszczali się fałszerstw, zastraszania i pobić, że w głosowaniu brały udział osoby urodzone w regionie, ale już w nim niemieszkające, ani nawet to, że w dniu plebiscytu bolszewicy odnosili coraz większe sukcesy w wojnie z Polską. Tu nie chodziło o to, że Niemcy bali się przegranej, tylko o to, by w jak największej liczbie miejscowości oddano 100% głosów za Niemcami.
Trzeba przypomnieć, że plebiscyt był nawet nie pomysłem, a zajęciem ówczesnej prawicy i wyniknął z tego, że tych ziem nie udało się przyłączyć bez plebiscytu, ponieważ przedstawiciele mocarstw nie uwierzyli nam, że Mazurzy i Warmiacy są Polakami.
Piłsudczycy słusznie nie wiązali z plebiscytem większych nadziei. Polacy myśleli w kategoriach narodowych i życzeniowych. Uważali, że skoro miejscowa ludność jest pochodzenia polskiego i jeszcze do niedawna powszechnie mówiła po polsku, to – niezależnie od własnej świadomości – jest narodowości polskiej i powinna opowiedzieć się za Polską.
Skutkiem plebiscytu były prześladowania nielicznych Polaków oraz propolskich Mazurów i Warmiaków i gwałtowny wzrost niechęci do wszystkiego, co polskie. To właśnie wtedy pierwsi Mazurzy zaczęli zmieniać swoje nazwiska na niemieckie. Poprzez plebiscyt Polska się ośmieszyła. W Paryżu przekonywaliśmy, że miejscowa ludność jest polska i wystarczy dać jej możliwość swobodnego wypowiedzenia się, aby opowiedziała się za Polską. Co musieli pomyśleć politycy państw zachodnich, gdy poznali wyniki głosowania?
Po przegranym plebiscycie zaczęto naszą porażkę usprawiedliwiać. W PRL-u, po tym, gdy w 1945 roku Sowieci przekazali Polsce te ziemie, w zasadzie przyjęto narrację, że gdyby nie niemiecki terror i fałszerstwa, to plebiscyt zostałby przez Polskę wygrany.
Jak prawicowo-katolicka władza traktowała ewangelickich Mazurów, można było przekonać się na przykładzie przyznanej Polsce bez plebiscytu Działdowszczyzny. Sytuację Mazurów unormował tam dopiero polski wywiad wojskowy, który, wykorzystując ich, jednocześnie otoczył ich swoją opieką.
Niestety nie wyciągnęliśmy wniosków z tego plebiscytu i nadal bardzo często powtarzane są mity na temat przyczyn polskiej porażki. Wymienia się czynniki drugorzędne, zamiast otwarcie przyznać, że zwłaszcza Mazurzy nie chcieli mieć z Polską nic wspólnego.
Oczywiście powinniśmy zachować szacunek dla tych nielicznych Mazurów, którzy opowiadali się za Polską i widzieli w niej szansę na przetrwanie mazurskiej tożsamości. Jednak przykład zarówno Działdowszczyzny, jak i okresu PRL pokazał, że Polacy – choć w mniejszym stopniu niż Niemcy – również nie byli szczególnie zainteresowani zachowaniem tej odrębności.

Znalezisko z pchlego targu w Szczytnie: Przedwojenne zdjęcie i list z Wołynia do Jedwabna

Wizyta na dzisiejszym rynku (pchlim targu) w Szczytnie przyniosła mi niesamowite znalezisko. Trafiłem na pożółkłą kopertę listu poleconego z 1949 roku i schowane w niej przedwojenne zdjęcie ślubne z 1937 roku. Te dwa przedmioty idealnie pokazują, jak powojenne przesiedlenia połączyły Wołyń z naszym regionem. 

Zdjęcie przedstawia młodą parę w tradycyjnych strojach (panna młoda ma na sobie charakterystyczne, wielowarstwowe korale). Na rewersie fotografii, gdzie ktoś ołówkiem zapisał:
Ślub (...) dnia 12 Lipca 1937 [roku].
Józefa Czyczy(?) i Tatjany Czarnosuk.
Mieszkają w Młynkach.
Odbyło się wleselo.

Koperta listu poleconego wysłanego 12 lat później. ZSRR zdążyło już zająć Kresy, a polscy mieszkańcy tamtych stron zostali rozproszeni.
Nadawca: Katarzyna Lejnik, pisząca z Wołynia, który był już wtedy Ukraińską SRR (wieś Dibrowa, rejon lubaszowski). List nadano w urzędzie w Kamieniu Koszyrskim (stąd pieczęć R KAMEN-KACZIRSK).
Adresat: Stach Jarmoszuk. Powojenne przesiedlenia rzuciły go na Mazury – list zaadresowano do wsi i poczty Jedwabno (wtedy powiat nidzicki, województwo olsztyńskie).
31 stycznia 1949 r. – list przechodzi przez punkt sortowania we Lwowie (pieczęć LVOV BUREAU DES POSTES).2 lutego 1949 r. – przesyłka dociera do urzędu w Warszawie, skąd rusza dalej na Mazury, do Jedwabna.

Po II wojnie światowej w Jedwabnie osiedliły się rodziny pochodzące z Wołynia. W 2020 roku odsłonięto tu pomnik upamiętniający ofiary rzezi wołyńskiej.
Warto podkreślić, że gmina Jedwabno prowadzi bardzo rozsądną politykę historyczną. Dba o pamięć pomordowanych, a jednocześnie stara się nawiązywać z Ukraińcami – również z mieszkańcami miejscowości, z których pochodzą rodziny ocalałych z rzezi, dziś mieszkające w Jedwabnie – pozytywne i konstruktywne relacje.
Więcej na ten temat pisałem tutaj:
Warto również dodać, że już wkrótce nakładem Oficyny Wydawniczej „Retman” ukaże się książka Sławomira Ambroziaka poświęcona powojennym dziejom Jedwabna, w której historie i losy mieszkańców pochodzących z Wołynia zajmują szczególne miejsce.