piątek, 1 maja 2026

Korespondencja strzelca

Zadziwia mnie, że są – z pozoru poważni – ludzie (nie piszę tu o masowo blokowanych przeze mnie przedstawicielach „środowisk patriotycznych”), którym nudzi się aż tak bardzo, że co jakiś czas czują potrzebę wbicia mi szpili. Raz jestem gadżeciarzem, który nie wie, czym jest historia, tylko bezmyślnie zbiera pocztówki i zdjęcia. 
Innym razem zarzuca mi się, że „chwalę się” każdą zakupioną pocztówką. No cóż – lubię dzielić się swoimi zbiorami oraz korzystać z wiedzy innych osób. Opublikowanie skanu na Facebooku może ustrzec nas przed tym, że użyjemy go z błędnym opisem w książce (np. przypisując go do zupełnie innej miejscowości, niż w rzeczywistości przedstawia). Takie sytuacje zdarzają się co jakiś czas nawet uznanym autorom i wydawcom – czasem kilka razy w jednym tomie. Mówiąc o swojej książce, zawsze podkreślałem, że ma ona w zasadzie wielu autorów – w tym osoby, które poszerzyły moją wiedzę również na Facebooku, w komentarzach pod publikowanymi przeze mnie materiałami. W tym „chwaleniu się” każdą pocztówką chodzi właśnie o interakcję, o kontakt z ludźmi, o wiedzę zarówno specjalistów w swoich dziedzinach, jak i wiedzę szczątkową czy przypadkową – a także o to, że ktoś dostrzeże coś, czego my akurat nie zauważymy. Tu chodzi o pewną pokorę. Tak nawiasem mówiąc, kupuję i dostaję od dłuższego czasu tak dużo materiałów, że nie jestem w stanie wszystkim się „pochwalić”. Na przykład albumy fotograficzne, które ostatnio nabyłem, mam zeskanowane tylko częściowo. To tyle w temacie szpil – nie ma sensu bardziej się nad tym rozwodzić. Ludzie zawistni muszą mieć ciężkie życie.

W kolekcjonerstwie regionalnym nie liczy się wyłącznie gromadzenie przedmiotów spektakularnych i efektownych. Opiera się ono na zebraniu dużej liczby materiałów, które nigdy nie trafią do żadnej publikacji – i nie taka jest ich rola. Owszem, przydałby mi się sztandar szczycieńskich strzelców albo chociaż tłok pieczętny batalionu, jednak ogromną wartość mają dla mnie również pojedyncze, z pozoru niepozorne przedmioty – na przykład feldposty, zwłaszcza jeśli tworzą większy zbiór pozwalający na prowadzenie badań.
Do zbiorów kolegi M. Rawskiego i moich trafiło ostatnio sporo korespondencji wysyłanej przez i do żołnierza 1. Rezerwowego (Wschodniopruskiego) Batalionu Strzelców. Była ona nadawana z punktu rekrutacyjnego w Olsztynie, ze Szczytna, innych miejscowości oraz z frontu. Będę ją stopniowo publikował.
Po pobieżnym przejrzeniu widzę już, że korespondencja tego strzelca nie zawiera spektakularnych informacji. Pozwala jednak prześledzić drogę tego żołnierza oraz sposób funkcjonowania poczty polowej i – mimo wszystko – wczuć się w klimat epoki.



Strzelec Düßler z 3. kompanii 1. (Wschodniopruskiego) Rezerwowego Batalionu Strzelców Grafa im. Yorcka von Wartenburga pisze do Clary Düßler w Lankwitz pod Berlinem.
Obieg: Mohrungen, 26.08.1915 r.
Tutaj (w koszarach?) jest znacznie lepiej. Na przykład w niedzielę był dobry klops królewiecki — to było w końcu coś innego. Od czwartku nie dostałem ani jednej przesyłki, z gazetami też jest tutaj krucho. Mój dostawca gazet cieszy się teraz pewnie z „Brummerów nad Neckarem” (?).
Poza tym masło, mąka żytnia, owoce itd. są stosunkowo tanie; 1 funt masła za 1,40 — ujdzie. Możliwości kąpieli są jeszcze lepsze niż w Olsztynie, bo jest tu ....., jak w Gdańsku.
Co u Was słychać? Bardzo serdeczne pozdrowienia,
Twój Peppi.

Feldpost ze zbiorów M. Rawskiego. 

Czym jest historia?

Niestety nie mogę odpowiedzieć koledze Robertowi na jego profilu, więc zmuszony jestem zrobić to u siebie.
Trochę mi głupio podejmować z Tobą dyskusję, bo to zawsze oznacza ubrudzenie się. Co się stało, że postanowiłeś, jak zawsze w swoim stylu, mnie zaatakować? Rozumiem, że nieraz dostałeś ode mnie po łapach i pragniesz mi się za to odwdzięczyć, ale naprawdę słabo Ci to wychodzi. Pomimo braku skrupułów, nie jesteś w tym dobry. Muszę jednak przyznać, że robisz jakieś postępy — mogłeś przecież napisać, że przywłaszczyłem sobie 20 złotych i że nauczycielowi nie wypada. To, że nie wiesz, czym jest historia i kolekcjonerstwo, nieraz już udowodniłeś i dziwię się, że dalej sobie na to pozwalasz. Przecież Ty nawet nie wiedziałeś, że fotografia może mieć wiele odbitek wykonanych w epoce.
Co do Twoich dzisiejszych uwag, to wyjaśnię Ci, że liczba zgromadzonych (nie tylko kupionych) zdjęć i pocztówek (oraz, o czym nawet nie wspominasz, masy innych przedmiotów, jak listy, dokumenty, tłoki pieczętne itd.) nie przekłada się w żaden sposób na poziom wiedzy. Tu z pozoru Twoja insynuacja nie mija się z prawdą – potrzebna jest jeszcze analiza tych przedmiotów. Zajmuję się nią każdego dnia, to większa część mojego życia. Do dyspozycji mam materiał kolekcjonerski nie tylko swój, ale również innych kolekcjonerów oraz zbiorów publicznych. Dobrze też wiesz, że nie ma drugiej osoby, która zjeździłaby tak dokładnie nie tylko powiat szczycieński, byłem m.in. na każdym z około 180 naszych cmentarzy. Sam korzystałeś z mojej dokumentacji fotograficznej historycznych budynków. Więc co Ty tu piszesz o dokumentacji?
Myślę, że efekty tej prowadzonej systematycznie od 20 lat pracy są jednak jakoś widoczne. Co ciekawe, Ty przecież nie jesteś aż tak mało ogarnięty i dobrze o tym wiesz, a jednocześnie próbujesz mnie przedstawić jako dziwacznego gadżeciarza, który bezmyślnie gromadzi jakieś pocztówki i zdjęcia i nie wie, czym jest historia, choć jestem historykiem z wykształcenia oraz sporo publikuję.
Ten wpis jest jednym z Twoich najobrzydliwszych wpisów. Zapewne liczysz, że coś się do mnie z tego, co napisałeś, przylepi, choć dziwię się, bo trochę mnie jednak znasz i wiedziałeś, że zareaguję.
Na koniec proszę, byś dał sobie spokój. Zajmij się czymś sensownym, nie atakuj spokojnych ludzi i nie odciągaj ich od pożytecznej pracy.

Pułkownik Alfred von Sydow

Pułkownik Alfred von Sydow był dowódcą 43. Pułku Piechoty w Królewcu (Infanterie-Regiment Herzog Karl von Mecklenburg-Strelitz (6. Ostpreußisches) Nr. 43) w okresie od 22.04.1905 do 19.02.1909 r. Następnie awansował do stopnia generała porucznika.
Fot.: Gottheil & Sohn, Hofphotogr., Königsberg i/Pr.


poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Szczytno - PKS i CPN

Szczytno – nieistniejący CPN (Centrala Produktów Naftowych) przy dworcu autobusowym. Z tyłu wzniesiony w 1899 roku Hotel Dworcowy (później „Kania”) oraz poczta z 1892 roku – w styczniu 1945 roku trafiona bombą i przebudowana po wojnie.
Pierwsze stałe połączenie PKS w powojennym Szczytnie (Szczytno – Olsztyn i Ostrołęka) zostało uruchomione 17 września 1945 roku. Natomiast w 1975 roku przy dworcu PKS oddano do użytku budynek poczekalni.


Rok 1976. Fot. Mariusz Szymański.
Zdjęcie oryginalnie kolorowe, niepoddane koloryzacji (z barwnego slajdu).



Fot. Andrzej Rzepecki. Rok 1982.

Ersatz-Pionier-Bataillon Nr. 1

Ernst Neubauer z 1. Zapasowego Batalionu Saperów (Ersatz-Pionier-Bataillon Nr. 1) pisze do siostry, Charlotty Neubauer.
Königsberg, 27.04.1916 r.
Oskar Goetze, atelier fotograficzne, Königsberg i. Pr., Weissgerberstr. 122a.


Neukuhren - kamień kłamstwa

Borstenstein („kamień kłamstwa”) to para dużych głazów narzutowych znajdujących się w dawnym kurorcie Neukuhren, obecnie Pionierskij nad Bałtykiem. Już na przełomie XIX i XX wieku Borstenstein był znaną atrakcją turystyczną, szczególnie wśród kuracjuszy odwiedzających nadmorskie uzdrowisko. Kamienie leżą blisko siebie, a pomiędzy nimi znajduje się wąska szczelina.
Z tym układem wiąże się lokalna legenda, według której głaz miał „rozstąpić się” po uderzeniu pioruna jako kara za krzywoprzysięstwo pewnej panny młodej. Od tego czasu zyskał miano „kamienia kłamstwa”. Wierzono, że osoba mówiąca prawdę może bezpiecznie przejść przez szczelinę między głazami, natomiast kłamca naraża się na zmiażdżenie.
Kamienie nadal znajdują się w tym samym miejscu.




Legenda głosi, że kamień zmiażdży
każdego, kto skłamał.
Jeśli ktoś odważy się wejść w szczelinę,
to wkrótce będzie po wszystkim.

niedziela, 26 kwietnia 2026

Rozogi - atak na Polskę

Rozogi / Friedrichshof – transport elementów mostu pontonowego do ataku na Polskę. Po lewej stronie widoczna jest sceneria. W środku, za żołnierzami, znajduje się szyld: „Otto Jablonski – mąka, zboża, nasiona, pasze i nawozy”. Po prawej stronie widoczny jest dom Heinricha Urbana.

Firma Heinricha Urbana została wpisana do rejestru handlowego 30 października 1920 roku.

18 sierpnia 1942 roku pełnomocnictwo do prowadzenia firmy otrzymała żona Ottona Jablonskiego – Anneliese Jablonska, z domu Sakowska.