Zadziwia mnie, że są – z pozoru poważni – ludzie (nie piszę tu o masowo blokowanych przeze mnie przedstawicielach „środowisk patriotycznych”), którym nudzi się aż tak bardzo, że co jakiś czas czują potrzebę wbicia mi szpili. Raz jestem gadżeciarzem, który nie wie, czym jest historia, tylko bezmyślnie zbiera pocztówki i zdjęcia.
Innym razem zarzuca mi się, że „chwalę się” każdą zakupioną pocztówką. No cóż – lubię dzielić się swoimi zbiorami oraz korzystać z wiedzy innych osób. Opublikowanie skanu na Facebooku może ustrzec nas przed tym, że użyjemy go z błędnym opisem w książce (np. przypisując go do zupełnie innej miejscowości, niż w rzeczywistości przedstawia). Takie sytuacje zdarzają się co jakiś czas nawet uznanym autorom i wydawcom – czasem kilka razy w jednym tomie. Mówiąc o swojej książce, zawsze podkreślałem, że ma ona w zasadzie wielu autorów – w tym osoby, które poszerzyły moją wiedzę również na Facebooku, w komentarzach pod publikowanymi przeze mnie materiałami. W tym „chwaleniu się” każdą pocztówką chodzi właśnie o interakcję, o kontakt z ludźmi, o wiedzę zarówno specjalistów w swoich dziedzinach, jak i wiedzę szczątkową czy przypadkową – a także o to, że ktoś dostrzeże coś, czego my akurat nie zauważymy. Tu chodzi o pewną pokorę. Tak nawiasem mówiąc, kupuję i dostaję od dłuższego czasu tak dużo materiałów, że nie jestem w stanie wszystkim się „pochwalić”. Na przykład albumy fotograficzne, które ostatnio nabyłem, mam zeskanowane tylko częściowo. To tyle w temacie szpil – nie ma sensu bardziej się nad tym rozwodzić. Ludzie zawistni muszą mieć ciężkie życie.
W kolekcjonerstwie regionalnym nie liczy się wyłącznie gromadzenie przedmiotów spektakularnych i efektownych. Opiera się ono na zebraniu dużej liczby materiałów, które nigdy nie trafią do żadnej publikacji – i nie taka jest ich rola. Owszem, przydałby mi się sztandar szczycieńskich strzelców albo chociaż tłok pieczętny batalionu, jednak ogromną wartość mają dla mnie również pojedyncze, z pozoru niepozorne przedmioty – na przykład feldposty, zwłaszcza jeśli tworzą większy zbiór pozwalający na prowadzenie badań.
Do zbiorów kolegi M. Rawskiego i moich trafiło ostatnio sporo korespondencji wysyłanej przez i do żołnierza 1. Rezerwowego (Wschodniopruskiego) Batalionu Strzelców. Była ona nadawana z punktu rekrutacyjnego w Olsztynie, ze Szczytna, innych miejscowości oraz z frontu. Będę ją stopniowo publikował.
Po pobieżnym przejrzeniu widzę już, że korespondencja tego strzelca nie zawiera spektakularnych informacji. Pozwala jednak prześledzić drogę tego żołnierza oraz sposób funkcjonowania poczty polowej i – mimo wszystko – wczuć się w klimat epoki.
Strzelec Düßler z 3. kompanii 1. (Wschodniopruskiego) Rezerwowego Batalionu Strzelców Grafa im. Yorcka von Wartenburga pisze do Clary Düßler w Lankwitz pod Berlinem.
Obieg: Mohrungen, 26.08.1915 r.
Tutaj (w koszarach?) jest znacznie lepiej. Na przykład w niedzielę był dobry klops królewiecki — to było w końcu coś innego. Od czwartku nie dostałem ani jednej przesyłki, z gazetami też jest tutaj krucho. Mój dostawca gazet cieszy się teraz pewnie z „Brummerów nad Neckarem” (?).
Poza tym masło, mąka żytnia, owoce itd. są stosunkowo tanie; 1 funt masła za 1,40 — ujdzie. Możliwości kąpieli są jeszcze lepsze niż w Olsztynie, bo jest tu ....., jak w Gdańsku.
Co u Was słychać? Bardzo serdeczne pozdrowienia,
Twój Peppi.
Obieg: Mohrungen, 26.08.1915 r.
Tutaj (w koszarach?) jest znacznie lepiej. Na przykład w niedzielę był dobry klops królewiecki — to było w końcu coś innego. Od czwartku nie dostałem ani jednej przesyłki, z gazetami też jest tutaj krucho. Mój dostawca gazet cieszy się teraz pewnie z „Brummerów nad Neckarem” (?).
Poza tym masło, mąka żytnia, owoce itd. są stosunkowo tanie; 1 funt masła za 1,40 — ujdzie. Możliwości kąpieli są jeszcze lepsze niż w Olsztynie, bo jest tu ....., jak w Gdańsku.
Co u Was słychać? Bardzo serdeczne pozdrowienia,
Twój Peppi.
Feldpost ze zbiorów M. Rawskiego.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz