niedziela, 23 sierpnia 2026

Browar H. Rudzick w Ełku

Jednym z dziewiętnastowiecznych ełckich browarów był browar należący do Hermanna Rudzicka. Firma została wpisana do rejestru handlowego w 1874 roku. H. Rudzick był w Ełku szanowaną postacią – działał w różnych stowarzyszeniach i pełnił funkcję radnego miejskiego. Jego browar produkował piwo typu bawarskiego, czyli piwo dolnej fermentacji.
H. Rudzick zmarł 12 grudnia 1900 roku w wieku 65 lat. Po jego śmierci przedsiębiorstwo „H. Rudzick” przejęła wdowa Paula Rudzick z domu Jahnke, która prowadziła je nadal pod dotychczasową nazwą. Znany jest też syn Hermanna i Pauli, uczeń ełckiego gimnazjum, urodzony 5 listopada 1873 roku w Ełku, Kurt Rudzick. W programach gimnazjum zachowały się informacje wskazujące, że H. Rudzick wspierał szkołę finansowo.
W lutym 1908 roku jako właściciel browaru został wpisany Paul Rudzick. Rok później nastąpiła kolejna zmiana. W październiku 1909 roku utworzono spółkę „Lycker vereinigte Brauereien, Gesellschaft mit beschränkter Haftung”, czyli Zjednoczone Browary Ełckie, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Ełku. Celem nowej spółki było przejęcie i dalsze prowadzenie dwóch ełckich browarów wraz ze słodowniami: „Franz Barczewski Nachfl. in Lyck” oraz „H. Rudzick in Lyck”.

Proszę o nadsyłanie mi zdjęć rzadszych porcelanek, butelek i innych przedmiotów związanych z browarami i handlem piwem w Ełku, tak abym miał czym zilustrować kolejne posty poświęcone tej tematyce. Oczywiście chętnie również takie przedmioty kupię.

Gazeta Ludowa 1900.12.15 R.5 nr 96.

piątek, 21 sierpnia 2026

Korzystanie z AI i wyszukiwanie informacji

Jeszcze kilka uwag w związku z opracowaniem archeologicznym, o którym wspomniałem w tym poście: https://powiatszczycienskihistoria.blogspot.com/2026/08/eckie-browary-i-nie-tylko.html
Gdy wyszukuję informacje za pomocą AI, są one przez nią w pewien sposób segregowane pod względem wiarygodności. Blogi takie jak mój znajdują się na samym dole, jeśli chodzi o wiarygodność. Czasem AI wręcz zaznacza, że jest to strona kolekcjonerska o niskiej wiarygodności. Natomiast opracowania archeologiczne są traktowane jako profesjonalne i wyjątkowo wiarygodne źródła. I zazwyczaj, jeśli dotyczą starszych epok, rzeczywiście tak jest. Problem zaczyna się wtedy, gdy archeolodzy zabierają się za temat, na którym się po prostu nie znają. Wtedy potrafi być groteskowo.
AI do tego stopnia traktuje opracowania archeologiczne jako pewne źródło wiedzy, że nawet jeśli wyraźnie poprosisz ją, żeby nie korzystała z konkretnego opracowania, potrafi i tak do niego sięgnąć. Sprawdziłem to przy okazji poszukiwania informacji o browarach w Ełku.
Podobnie jest przy stanowieniu prawa i pilnowaniu jego przestrzegania. Dla prawodawców, prokuratorów czy sędziów kolekcjoner jest nikim — jego wiedza i doświadczenie są traktowane jako niewiarygodne. Za to archeolog czy muzealnik uchodzi za pewnego eksperta. I zazwyczaj rzeczywiście tak jest. Niestety, zdarza się również, że jest odwrotnie. Archeolog czy muzealnik, skupiony na swojej dziedzinie, a czasem wręcz oderwany od rzeczywistości, potrafi pisać lub opowiadać o kwestiach związanych z kolekcjonerstwem — na których przecież się nie zna, bo jego specjalizacja jest zupełnie inna — niewiarygodne bzdury.
Korzystanie z AI przy pisaniu postów nie jest więc wcale tak proste, jak mogłoby się niektórym szczycieńskim humanistom wydawać (przepraszam za tę nie dla wszystkich zrozumiałą złośliwość). Trzeba jednak wykazać się przy tym zarówno inteligencją, jak i wiedzą. Sądzę, że niewiele osób byłoby w stanie odpowiednio ocenić sugestie AI dotyczące historii ełckich browarów. Obawiam się też, że rewelacje ze wspomnianego opracowania archeologicznego będą dalej powielane.
Pisałem niedawno, że bardziej niż historykiem czuję się kolekcjonerem. Zdradzę więc tu trochę swojego warsztatu.
Historyk powinien w miarę systematycznie korzystać z archiwów. Ja robię to sporadycznie. Za to systematycznie, całymi dniami, przeszukuję coraz obszerniejsze zasoby cyfrowe. Jest to mozolna i wymagająca ogromnej ilości czasu praca i gwarantuję, że nie każdemu chciałoby się ją wykonać.
To nie jest tak, że wpiszemy na przyklad w ChatGPT imię i nazwisko oraz miejscowość i od razu wyskoczy nam wszystko, co znajduje się w tym temacie w Internecie. Czasem coś ciekawego pojawi się od razu, innym razem wynik będzie zerowy. Często trafiam na interesujące informacje przypadkiem, czytając jakąś gazetę, nawet niekoniecznie wydaną w naszym regionie. Tutaj bardzo pomaga mi kolekcjonerstwo. Po prostu zbieram cyfrowe wycinki, a ich wyszukiwanie sprawia mi przyjemność. Czytanie starej prasy jest moim hobby i wątpię, żeby w naszym regionie ktoś robił to na taką skalę jak ja, ponieważ jest to niezwykle czasochłonne. Oczywiście nie przeglądam wyłącznie prasy i książek. Szukam również w cyfrowych zasobach archiwalnych.
Fajnie byłoby, gdyby sztuczna inteligencja była kiedyś w stanie w pewny sposób i wyczerpująco przeszukać wszystkie zasoby cyfrowe, w tym rękopisy, pod kątem konkretnego tematu, nazwiska czy słowa. Nie wydaje mi się jednak, żeby było to w pełni możliwe. Z drugiej strony, gdyby AI potrafiła zrobić wszystko za nas, zniknęłaby też przyjemność z trafienia, po długich poszukiwaniach, na jakąś rewelacyjną informację.
Przykładem może być opublikowana w prasie w głębi Niemiec w latach 30. XX wieku relacja ze zdobycia pod Łyną 23 sierpnia 1914 roku przez szczycieńskiego strzelca rosyjskiego sztandaru pułku Dubicza. Mimo że znalazłem ten artykuł kilka lat temu, do dziś go jeszcze nie opublikowałem. Tyle osób interesuje się bitwą pod Tannenbergiem, a nikt nie trafił ani na tę, ani na inne rewelacyjne informacje, które udało mi się znaleźć.
Bo to nie jest tak, że takie rzeczy wyskakują w Internecie od ręki. Naprawdę łatwiej i szybciej jest, pisząc na jakiś temat, przepisać coś z książki czy czasopisma i uzupełnić to o stosunkowo łatwy do znalezienia dokument archiwalny.
Lubię też przeglądać prasę na żywo i mam to szczęście korzystać z dosyć dobrze zachowanych roczników dawnej prasy szczycieńskiej. Jednak najważniejszym źródłem historycznych informacji są dla mnie moje własne zbiory oraz zasoby innych kolekcjonerów. Można z nich wyciągnąć naprawdę bardzo dużo. Są to zdjęcia — w tym całe albumy fotograficzne — pocztówki z zawartą na nich korespondencją i różnego rodzaju stemplami, tysiące listów, dokumenty, wycinki prasowe i całe gazety, a także różnego rodzaju przedmioty. Profesjonalni historycy do tego typu źródeł informacji docierają niezwykle rzadko. Zazwyczaj podążają utartymi schematami.
Więc jednak jestem historykiem — tylko takim trochę specyficznym.

Richard Tiedemann, Lyck

Najstarsza wzmianka na temat Richarda Tiedemanna, jaką udało mi się odnaleźć, pochodzi z 28 stycznia 1935 roku. Wówczas do rejestru handlowego wpisano firmę Richard Tiedemann z siedzibą w Ełku.
Czym dokładnie zajmowała się firma, możemy dowiedzieć się z wysłanej w 1942 roku firmowej koperty, na której widnieje napis: „R. Tiedemann, Hurtownia piwa, fabryka napojów bezalkoholowych, Ełk, Prusy Wschodnie. Telefon nr 205.” Wśród pozostałości po prowadzonej przez niego działalności można spotkać butelki z czystego szkła, przeznaczone do napojów bezalkoholowych, oraz zielone butelki po piwie. Wygląd tych butelek również świadczy o stosunkowo późnym rozpoczęciu przez niego działalności.
Wszystko wskazuje na to, że Tiedemann prowadził interesy aż do końca niemieckiego Ełku. Wbrew temu, co można spotkać w niektórych opracowaniach, nie prowadził własnego browaru. Zajmował się natomiast hurtowym handlem piwem oraz produkcją napojów bezalkoholowych.
W gazecie „Das Ostpreußenblatt”, nr 47 z 19 listopada 1955 roku, w rubryce osób poszukiwanych zamieszczono następujące ogłoszenie:
Richard Tiedemann, urodzony 25 lipca 1888 roku w Landsbergu, Kreis Pr.-Eylau, zamieszkały w Ełku przy ul. Bismarcka 57, gdzie prowadził działalność jako hurtownik piwa. Jako cywil został 9 marca 1945 roku wywieziony z Lidzbarka Warmińskiego. Od tego czasu nie było o nim żadnych wiadomości. Poszukiwała go Linda Tiedemann z Freudenstadt.





czwartek, 20 sierpnia 2026

Ełckie browary i nie tylko

Nie wiem czemu, ale od lat w drugiej połowie sierpnia moje kolekcjonerskie zainteresowania zaczynają koncentrować się na butelkach i porcelankach. Tak też stało się i w tym roku.

Tym razem zacząłem bliżej przyglądać się największemu mazurskiemu miastu, czyli Ełkowi, z którego zachowało się wiele różnorodnych tego typu przedmiotów. Co istotne, w odróżnieniu od innych wschodniopruskich miast, na przykład Szczytna, w Ełku nie było przemysłowego browaru. Niestety, historia browarnictwa, handlu piwem oraz różnych wytwórców napojów bezalkoholowych w tym mieście nie została nawet w najmniejszym stopniu opracowana. Co gorsza, w obiegu funkcjonują na ten temat informacje nieprawdziwe.

Szukając informacji o ełckich browarach, trafiłem na opracowanie „Przykopka 12 – nowożytna nekropolia pogranicza. Wyniki ratowniczych badań archeologicznych”, red. M. Grabowski, U. Wilkoszewska, Rzeszów 2023. Podano w nim, że:

„Powstanie browaru w Ełku przypada na wiek XIX. Wśród właścicieli browaru najczęściej wymieniani są: Gustav Weiss, Richard Tiedemann, Julius Fietz oraz Gottlieb Kraska” (s. 149).

No cóż — browary w Ełku działały już nieprzerwanie od średniowiecza. Natomiast w XIX wieku było ich jednocześnie kilka, ale niekoniecznie te wymienione w opracowaniu. Browaru nie prowadzili Gottlief (a nie Gottlieb) Kraska ani Richard Tiedemann. Wydaje mi się, chociaż w tym przypadku nie mam jeszcze pewności, że nie prowadził go również Gustav Weiss. Natomiast Julius Fietz faktycznie był w Ełku dzierżawcą browaru. 

W tym przypadku w opracowaniu archeologicznym znalazła się tak zwana bardzo potoczna wiedza z Internetu. Tak jak już pisałem — rzetelnych opracowań na ten temat po prostu nie ma, a żaden archeolog nie poświęci przynajmniej kilku godzin, by prześledzić historię jakiejś firmy.

Zwracałem już wcześniej uwagę, że część archeologów, zajmujących się archeologią XIX i XX wieku, jednocześnie infantylizuje archeologię - czyli ją ośmiesza. Archeolodzy często w polemikach twierdzą, że nie chodzi im o artefakty, tylko o wiedzę. To zapytam: jakiej wiedzy dostarczają niesłychanie popularne butelki lub ich destrukty? I które muzeum zgodziło się przyjąć destrukty tych popularnych butelek? Jaki jest sens zajmowania się takimi dwudziestowiecznymi śmieciami i ich „naukowego” opracowywania?

Na szczęście większość archeologów uważa, że butelki i porcelanki z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku nie są zabytkami. Uznanie ich za zabytki ma dla kolekcjonerów, ale również na przykład dla inwestorów budujących nieruchomości, określone konsekwencje. Nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ uważam, że te przedmioty, które faktycznie niosą ze sobą jakąś wiedzę, zabytkami jednak są.

W Szczytnie zabytkami byłyby zdecydowanie przedmioty związane z browarami działającymi przed zbudowanym pod koniec XIX wieku w Bartnej Stronie browarem Fr. Dauma. Wszystko, co pochodziło z okresu późniejszego, to już w dużej mierze dwudziestowieczna masówka, którą archeolodzy nie powinni się zajmować. Co najwyżej, jeśli trafi im się ładnie zachowana butelka, mogą, a nawet zdecydowanie powinni ją odłożyć, zabezpieczyć i przekazać do muzeum, które być może zgodzi się ją przyjąć, a dokumentacji tylko ją odnotować. Nadal nie wszyscy archeolodzy tego typu przedmioty zabezpieczają, chociaż chyba jednak ostatnio wiele się w tu zmieniło na plus. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że bywa, iż nie ma komu takich artefaktów przekazać i często są one traktowane jak wykopaliskowe śmieci. To również nie jest dobre rozwiązanie.

W omawianym opracowaniu znalazła się też porcelanka, która zasługuje na uwagę i być może na miano zabytku. Jest to okrągły, biały korek z czarnym napisem: „A. Prahs Lyck”. Niestety, jak na razie nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat tego Prahsa. Bardzo dobrze jednak, że porcelanka ta została zabezpieczona i opublikowana w opracowaniu. Zielona butelka, na której się znajdowała, świadczy o tym, że Prahs miał coś wspólnego z piwem.


W kolejnych dniach, w miarę swoich możliwości, przyjrzę się poszczególnym, znanym do tej pory ełckim butelkom i porcelankom oraz firmom i osobom, do których należały. W związku z tym proszę o nadsyłanie mi zdjęć rzadszych tego typu przedmiotów. Bez wątpienia czekają nas w tym temacie jeszcze „archeologiczne” odkrycia.

Zachęcam też do przeczytania tego: Kolekcjoner – przestępca.


Bisztynek – browar

W 1897 r. Kurt Glitza, mieszkaniec Bisztynka, kupił browar w Bisztynku za 120 000 marek. W 1898 r. zarejestrowano firmę Kurt Glitza – Bischofstein. W 1899 r. K. Glitza, na mocy umowy z żoną Antonią z domu Pitschel, wyłączył wspólność majątkową i dorobkową, ustanawiając majątek żony jej majątkiem odrębnym.
W 1907 r. firmę Kurt Glitza wykreślono z rejestru handlowego. Tego samego dnia wpisano firmę Löwenbrauerei Bischofstein (Browar Lwi w Bisztynku), której właścicielem został Bruno Grützbach. Jednak z wcześniejszych ogłoszeń wynika, że był on właścicielem tego browaru już w 1888 r. 
W 1907 r. B. Grützbach zgłosił patent na aparat do kupażowania i filtrowania do kadzi fermentacyjnych.
25 czerwca 1917 r. Löwenbrauerei, składający się z nowych budynków, spłonął doszczętnie. Straty oszacowano na około 250 000 marek.
W latach 1926–1927 wobec Bruno Grützbacha prowadzono postępowanie upadłościowe i układowe. W 1930 r. firma Löwenbrauerei Bischofstein została wykreślona z rejestru handlowego.
W 1939 r. funkcjonowała Löwenbrauerei e. G. m. b. H. – zarejestrowana spółdzielnia z ograniczoną odpowiedzialnością. 24 maja 1940 r. podjęto uchwałę o jej rozwiązaniu. W tym samym roku działalność browaru przejęła spółka Löwenbrauerei Bischoffstein Ostpr., Gesellschaft mit beschränkter Haftung, z kapitałem zakładowym w wysokości 20 000 marek Rzeszy. Jej dyrektorami byli Hugo Hasselberg z Bisztynka oraz Kurt Broede i Willy Dreyer z Królewca. Przedmiotem działalności była produkcja i sprzedaż piwa, słodu, napojów bezalkoholowych oraz innych artykułów związanych z browarnictwem i słodownictwem.

Chętnie kupię brakujące mi butelki porcelanki oraz inne przedmioty związane z browarami i handlem piwem w tej miejscowości.


Związek Browarniczy dla Warmii i Mazur do browaru Kurta Glitzy z Bisztynka. 
Allenstein, 14.09.1906 rok. 




Löwenbrauerei e. G. m. b. H

Fajka rezerwisty Maxa Kuntzego z Krółewca

Fajka rezerwisty Maxa Kuntzego z 3. kompanii Grenadier-Regiment König Wilhelm I. (2. Ostpreußisches) Nr. 3 (2. Wschodniopruski Pułk Grenadierów im. Króla Wilhelma I Nr 3) z Królewca. Rok 1913. 


środa, 19 sierpnia 2026

Strzelec Düßler pisze ze Szczytna

Kolejna korespondencja strzelca Düßlera, który we wrześniu 1916 roku przechodził w Szczytnie szkolenie. Znajduje się ona na odwrocie pocztówki z widokiem szturmujących strzelców. Jest to ogólna kartka, której części ikonograficznej nie można przypisać do żadnego konkretnego batalionu strzelców.

Nadawca: Strzelec Düßler, Batalion Zapasowy Strzelców Nr 1 (1. Wschodniopruski Batalion Strzelców), 3. Kompania, 5. Pluton.

Adrest: Otto Düßler - Lankwitz b. Berlin, Mühlenstraße 58.

Stempel pocztowy: ORTELSBURG (Szczytno). Data wysłania: 24.09.1916 r.

Treść korespondecji:
Mój najdroższy synku!
Właśnie otrzymałem od Ciebie ładną kartkę wraz z pozdrowieniami, a także od Mamy dwie małe paczuszki z pomidorami i jedną dużą z bielizną. Ogromnie ucieszyłem się ze wszystkiego i bardzo Ci dziękuję.
Prawie zostałbym już znowu wysłany na front. Potrzeba ogromnie dużo uzupełnień, ale na razie będziemy jeszcze dalej szkoleni. Jutro, w poniedziałek, kolejnych 70 ludzi wyrusza w na front do pułku zapasowego. Dokąd dokładnie – jeszcze nie wiadomo.
Przesyłam bardzo serdeczne pozdrowienia. Wypoczywaj dobrze wraz ze swoją kochaną Mamą i kolegami. 1000 całusów.
Twój Papa.


Browary Dąbrówna

W książce adresowej z 1871 roku w Dąbrównie wymienieni byli:
E. v. Jablonowski – prowadził od 1861 roku handel towarami kolonialnymi, a także destylarnię (gorzelnię) i browar,
J. T. Pulewka – zajmował się handlem towarami kolonialnymi oraz prowadził browar.

W 1891 roku do rejestru handlowego wpisano browar Otto Bartscha. W kolejnym roku Bartsch poszukiwał dwóch krzepkich uczniów (terminatorów) do swojej browarni.
12 stycznia 1892 roku Otto Bartsch zawarł z żoną Liną Angeliką Bartsch, wdową po Erneście, z domu Rutzki, umowę majątkową, na mocy której wyłączono wspólność majątkową i dorobkową małżonków, a majątek żony uznano za jej majątek odrębny (zastrzeżony).
7 grudnia 1895 roku wobec majątku właściciela browaru Otto Bartscha otwarto postępowanie upadłościowe. Na syndyka masy upadłościowej wyznaczono burmistrza Puzichę. Zaledwie kilka dni później, 11 grudnia, postępowanie umorzono z powodu braku majątku wystarczającego nawet na pokrycie kosztów postępowania. Ostatecznie w 1902 roku firma Otto Bartsch, Gilgenburg, została wykreślona z rejestru handlowego.

W 1896 roku browar Jablonowskiego kupił Leo Pohl. Browar wraz z wyszynkiem i mieszkaniem znajdował się przy ulicy Kościelnej, w rogu północnej pierzei rynku. Produkowano w nim między innymi piwa określane jako brązowe i „chmielowe”. Oprócz piwa wytwarzano również wodę sodową i lemoniady. Potwierdza to wpis z 1908 roku dotyczący Leo Pohla. Jako przedmiot działalności wskazano wówczas fabrykę napojów bezalkoholowych.
Po śmierci Leo Pohla browar pozostał w rękach jego rodziny. W 1919 roku wdowa po Leo Pohlu sprzedała go B. F. Schimankowitzowi, który przybył do Dąbrówna z powiatu działdowskiego. W 1920 roku do rejestru handlowego wpisano firmę „Leo Pohl” z siedzibą w Dąbrównie, której właścicielem został kupiec Fritz Schimankowitz. Zakład nadal działał pod nazwą „Leo Pohl”. Jednak pod nowym zarządem przestano warzyć piwo, a jedynie przywożono je z browarów i rozlewano z beczek do butelek. Nadal produkowano lemoniadę i wodę sodową. Firma zatrudniała kilkunastu stałych pracowników. Jednak jej produkcja miała tylko lokalne znaczenie i sprzedawano ją jedynie w promieniu dwudziestu kilku kilometrów od Dąbrówna.
8 stycznia 1925 roku Sąd Rejonowy w Dąbrównie ustanowił nad Fritzem Schimankowitzem nadzór sądowy, mający zapobiec jego upadłości. Na nadzorcę wyznaczono Franza Samela z Dąbrówna. Był to prawdopodobnie ostatni etap działalności firmy, która nie była już w stanie skutecznie konkurować z większymi i nowocześniejszymi zakładami. W 1925 roku produkcję zakończono. Formalne zamknięcie przedsiębiorstwa odnotowano kilka lat później. 21 lipca 1928 roku firma „Leo Pohl”, której właścicielem był Fritz Schimankowitz, została wykreślona z rejestru handlowego.

Wpis powstał w oparciu o liczne ogłoszenia prasowe z epoki oraz tekst pochodzący z książki: Waldemar Mierzwa, „Niczyje”, „Moja Biblioteka Mazurska” nr 45, Oficyna Wydawnicza „Retman”, Dąbrówno 2022, s. 109–110.

Kupię butelki, porcelanki oraz inne przedmioty związane z dawnymi browarami działającymi na terenie Mazur i byłych Prus Wschodnich.
Kontakt: witek15177@gmail.com lub przez Facebooka – Witold Olbryś.


Druk firmowy L. Pohl, Gilgenburg. Rok 1913. 
Ze zbiorów Archiwum Państwowego w Olsztynie, dzięki uprzejmości Waldemara Mierzwy.


Rok 1908.







Skrzynka L. Poh. Fot. Waldemar Mierzwa.

Wschodniopruski chmiel

Pewien wschodniopruski plantator chmielu włożył do beli chmielu, który sam wyhodował i wystawił na sprzedaż na targu chmielowym w Olsztynie, kartkę ze swoim imieniem, nazwiskiem i miejscem zamieszkania. Chmiel został kupiony przez handlarza z Norymbergi i wysłany do Bawarii. Po dłuższym czasie plantator otrzymał zapytanie z Anglii, czy sprzedał chmiel wspomnianemu handlarzowi, co oczywiście musiał potwierdzić. Wschodniopruski chmiel trafił więc do Anglii jako „dobry bawarski”.
Że jednak wschodniopruski chmiel wraca również do Prus Wschodnich jako zagraniczny, dowodzi następujący przypadek: właściciel browaru z Barczewa stanowczo odmówił zakupu chmielu na targach w Olsztynie, twierdząc, że wschodniopruski chmiel do niczego w jego browarze się nie nadaje i koniecznie musi mieć chmiel południowoniemiecki. Zamówił więc towar w Fürth, otrzymał go niezwłocznie, a co znalazł przy opróżnianiu beli? ..... Adres swojego najbliższego sąsiada i przyjaciela, który sprzedał ten chmiel na naszym targu. — Kiedyż wreszcie skończą się uprzedzenia wobec produktów pozyskiwanych w ojczystym kraju?
Saale-Zeitung, dodatek do nr 256, 31.09,1880. 

Podejrzewam, że artykuł ten został zmyślony w celu zwiększenia sprzedaży lokalnego chmielu. 

W 1891 roku browar Egelsera w Barczewie, podczas licytacji sądowej, kupił Otto Gauer za 64 500 marek. W 1898 roku browar odkupił od niego Oskar Thieme za 87 000 marek. W latach 1935–1940 właścicielem był Theodor Thieme, a w latach 40. XX wieku Gertruda i Edyta Erna Thieme.
W okresie międzywojennym browar był już mocno przestarzały. Zachował się jego budynek przy ul. Klasztornej 5a, który obecnie pełni funkcję mieszkalną. Pochodzące z browaru zielone porcelanki należą do dość pospolitych.

Na zdjęciu porcelanki z browaru Thieme w Barczewie. 

wtorek, 18 sierpnia 2026

Pamiątki z Lenpolu

Niedawno otrzymałem od pana Daniela Filipowicza kilka pamiątek związanych ze szczycieńskim „Lenpolem”. Najbardziej ucieszyłem się z zachowanej w świetnym stanie gazety „Lenpol” – jednodniówki Północnych Zakładów Przemysłu Lniarskiego „Lenpol” z 1985 roku.
Powiększy ona moje zbiory szczycieńskiej prasy, ale przede wszystkim znacząco poszerzy wiedzę na temat historii zakładu. Jest to bowiem specjalne wydanie przygotowane z okazji 40-lecia „Lenpolu”. Swój urok ma również zakładowa papeteria.
Korzystając z okazji, jeszcze raz dziękuję panu Filipowiczowi za przekazanie mi tych pamiątek.
Jeżeli ktoś posiada podobne pamiątki związane ze Szczytnem lub regionem, chętnie je kupię lub przyjmę.
Kontakt: witek15177@gmail.com lub poprzez Facebooka.




Otto Engelbrecht i jego browar w Bartoszycach

Johann Otto Engelbrecht urodził się w 1843 r. i zmarł w 1916 r. W Bartoszycach prowadził browar oraz fabrykę wód mineralnych. Już w marcu 1870 r. reklamował sprzedaż piwa brunatnego i podwójnego w naczyniach i butelkach, oferując także rabaty dla odsprzedających. Rok później, 14 sierpnia 1871 r., został wpisany do rejestru firm Sądu Powiatowego w Bartoszycach jako właściciel firmy „Otto Engelbrecht”, określony jako piwowar, słodownik i fabrykant. W tym samym roku, na mocy umowy z 12 kwietnia, wyłączył z żoną Berthą Janowski wspólność majątkową, a jej obecny i przyszły majątek otrzymał charakter odrębnego majątku żony.
Engelbrecht był nie tylko przedsiębiorcą, ale również aktywnym uczestnikiem życia miasta. Został członkiem magistratu, a później otrzymał tytuł „Stadtältester”, czyli honorowego starszego miasta. W 1897 r. należał do założycieli spółki Gaswerk Bartenstein, która miała prowadzić miejską gazownię. W styczniu 1898 r. jego przedsiębiorstwo otrzymało oficjalną nazwę „Bartensteiner Bierbrauerei Otto Engelbrecht”, czyli „Browar Bartoszycki Otto Engelbrecht”.
Browar zaznaczył swoją obecność również poza Bartoszycami. Podczas Nordostdeutsche Gewerbeausstellung w Królewcu w 1895 r. posiadał własny pawilon na terenie wystawy w rejonie Hufenpark. Według opisu prasowego jego architektura nawiązywała kształtem do ogromnych beczek. W tym samym roku majątek ziemski Engelbrechta otrzymał nazwę „Erwinen”, pochodzącą od imienia jego najmłodszego syna Erwina. Wcześniej, w 1884 r., Engelbrecht kupił gospodarstwo w pobliżu Bartoszyc, a w 1889 r. nabył sąsiedni majątek Wilhelmsruh. Po kolejnych zakupach jego posiadłość obejmowała około 250 hektarów.
W 1910 r. browar został przekształcony w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością „Bartensteiner Brauerei, Gesellschaft mit beschränkter Haftung, vormals Otto Engelbrecht”. Pierwszymi dyrektorami spółki byli Max Lambert z Królewca oraz Hermann Berbe z Bartoszyc. Spółka przejęła dotychczasowe przedsiębiorstwo wraz z nieruchomościami, urządzeniami, siecią sprzedaży, a także zobowiązaniami i należnościami, ze skutkiem od 1 stycznia 1910 r. Kapitał zakładowy wynosił 450 tys. marek. 
Do spółki Engelbrecht wniósł swój dotychczasowy browar, otrzymując w zamian udziały. Wśród przejętych nieruchomości znajdowały się również obiekty w Królewcu, w tym nieruchomość przy Löbenichtsche Langgasse 48 oraz budynki magazynowe, piwnice i stajnie. Wartość nieruchomości oraz urządzeń browarniczych oszacowano na 370 tys. marek, z czego 137 tys. marek przypadało na nieruchomość w Królewcu.
Wkrótce nastąpiły zmiany w kierownictwie. Vincenz Lederer z Bartoszyc pełnił funkcję dyrektora zarządzającego, jednak w 1911 r. ustąpił ze stanowiska. Na mocy uchwały rady nadzorczej z 20 lipca 1911 r. Simon Zimmermann, piwowar z Bartoszyc, otrzymał prokurę i mógł reprezentować spółkę wspólnie z dyrektorem zarządzającym Hermannem Vorbeckiem z Bartoszyc. Informację tę wpisano do rejestru 29 lipca 1911 r.
Rodzina Engelbrechtów coraz silniej związana była z majątkiem Erwinen. W 1914 r. Otto Engelbrecht wraz z rodziną przeniósł się do niego z Bartoszyc. Otto Engelbrecht zmarł w 1916 r. Po jego śmierci majątek Erwinen przejął jego syn, dr Erwin Engelbrecht. Samo przedsiębiorstwo browarnicze funkcjonowało natomiast jeszcze przez wiele lat pod nazwą związaną z jego założycielem. Ostatecznie 3 maja 1929 r. firma „Bartensteiner Bierbrauerei Otto Engelbrecht” została wykreślona z rejestru handlowego jako wygasła.

Po browarze Otto Engelbrechta praktycznie nie zachowały się żadne pamiątki, zwłaszcza butelki czy porcelanki. Z zachowanych ogłoszeń wynika jednak, że browar sprzedawał również piwo butelkowane. Może ktoś z Was trafił na przedmioty związane z tym browarem i zechciałby się nimi pochwalić? 


Obsada szpuntu beczki z browaru Ottona Engelbrechta w Bartoszycach.


Piwo brunatne i podwójne w naczyniach i butelkach.
Bartoszyce, w marcu 1870 r.
Browar i fabryka wód mineralnych Ottona Engelbrechta.
Uwaga: odsprzedającym udziela się odpowiedniego rabatu. 


Sprzedaż piwa bawarskiego rozpoczęta.
Browar Piwa Bawarskiego w Bartoszycach.
Otto Engelbrecht.
Ortelsburger Kreisblatt. Rok 1876. 


BARTENSTEINER BIER-BRAUEREI.
Ze zbiorów Stowarzyszenia ROSENTHAL z Bartoszyc.
Prawdopodobnie jest to butelka pochodząca z omawianego tu browaru.

Mazury: Ruciane i jezioro Guzianka

Bardzo popularna pocztówka z korespondencją żołnierza z okresu I wojny światowej.

Obieg pocztowy: Rudczanny, 1 marca 1916 r.
Adresat: Panna A. Friedrich w Elsterbergu w powiecie Vogtland, ul. Reichenbacher 13. Królestwo Saksonii.
Nadawca : Muszkieter (szeregowy) Rupert Thiel. Punkt rekrutacyjny 1. Batalionu, 1. Batalion Zapasowy 149 Pułku Piechoty (6. Zachodniopruskiego) - Piła.

Ruciane, dnia 1 marca 1916 r.
Droga Panienko!
Znowu jestem tutaj w domu na parę dni. Jest tutaj całkiem ładnie. Bardzo chciałbym usłyszeć od Pani parę słodkich słów, jednak słyszę od Pani bardzo mało, droga Panienko. Proszę do mnie szybko napisać, jak również pozdrowić Pani miłe przyjaciółki oraz ludzi z lazaretu, jeśli jeszcze tam są. Proszę.
1000 pozdrowień i całusów... Twój Richard Thiel.

Wydawca: Stengel & Co., G.m.b.H., Dresden 51406.


RAD z okolic Olsztynka

Wracam do tematu obozu RAD-u (Służby Pracy Rzeszy), którego niepodpisane zdjęcia znajdują się w niedawno kupionym przeze mnie albumie fotograficznym.
Fotografie związane z RAD-em zostały wywołane w Olszynku. W wystroju obozu pojawia się motyw pomnika tannberdzkiego, który również widoczny jest na fotografiach. Wszystko to wskazuje, że obóz mógł znajdować się w okolicach Olszynka lub w samym mieście.
Publikuję tutaj te fotografie z albumu, które dają jakąś szansę na identyfikację miejsca. Na jednym ze zdjęć widoczna jest tabliczka z nazwami miejscowości(?) i strzałkami. Może ktoś z Was potrafi je odczytać i rozpoznać?




poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Migawki z koszar w Szczytnie

Ciekawy fotoreportaż ze szczycieńskich koszar z lat 30. XX wieku, przedstawiający żołnierzy 2. Pułku Piechoty, oraz artykuł napisany w duchu narodowosocjalistycznym.


Żołnierze. Migawki z koszar w Szczytnie 
Wykonał: Hübschmann
Bycie żołnierzem jest marzeniem chłopca i tęsknotą młodzieńca! Jak pieśni żołnierskie, najściślej splecione z pieśnią ludową i podobnie jak ona wynikające z duszy narodu, tak i obraz żołnierza pozostaje niezatartej pamięci. Są to wycinki z owej niezastąpionej szkoły wojskowej całego narodu niemieckiego, z której obca trucizna próbowała nas wykluczyć.
To nie miecz zagraża pokojowi, lecz brak broni. Bezbronny jest wiecznie pozbawiony pokoju!
Wola wolności Wodza (Führera) sprawiła, że z gruzów upadku po latach przygniatającego poniżenia narodziła się na nowo niemiecka Wehrmacht na ochronę i osłonę Ojczyzny. Każdy młody Niemiec może znowu z dumą i podniesioną głową, z gorącym sercem spełniać swój obowiązek honorowy oraz z pełnym oddaniem i entuzjazmem współtworzyć dzieło budowy w służbie narodu i Ojczyzny na rzecz zabezpieczenia pokoju.
Żołnierz ma chronić to, co zasiał rolnik, co zbudował mieszczanin i co wymyślił uczeniec. Musi być gotowy do działania i dzielny, wprawny w operowaniu bronią oraz zdyscyplinowany, komu powierzono ochronę granic swojego państwa.
W celowej pracy szkoła wojskowa wychowuje młodzież do zdrowia duchowego i sprawności fizycznej, do świeżości umysłu i walecznego koleżeństwa.
Jak wielki król pruski nazywał siebie pierwszym sługą państwa, tak nad niemieckim człowiekiem stoi prastare żołnierskie hasło: Ja służę! To krzepkie słowo męskiej postawy, które jest posłuszne dobrowolnemu obowiązkowi, ofiarnej gotowości do poświęcenia się dla dobra ogółu!
„Buntować się – to szlachetność niewolników. Waszą szlachetnością ma być posłuszeństwo!” – uczy niemiecki filozof dobrego żołnierza. I mówi także: „Bądźcie przyzwyczajeni do rozkazywania i w ten sam sposób do posłuszeństwa, z obu tak samo dumni!”. To jest ta władcza wola, która połączyła na dobre i na złe wiarę w Wodza i podążanie za nim tak, że jedno przesiąknęło drugim.
Tam na bałtyckiej wyspie Ösel [Oselia / Sarema], przy ostrzelanej plebanii zamku Zakonu Kawalerów Mieczowych, wznosi się nagrobek z czarnego granitu:
„Kto przysięga na pruski sztandar,
ten nie posiada już nic, co do niego należy.”
Słowo to wyraża bezwzględne żołnierstwo w oddaniu i ofierze, jak pokazał to Walter Flex wraz z tysiącami innych nieznanych bohaterów, gdy żył i ginął za Ojczyznę w potrzebie.
Tak rośnie młode pokolenie – jako nosiciel dziedzictwa przodków i wspaniałej tradycji, wzorując się na wielkich niemieckich autorytetach, by na ich barkach pomagać zabezpieczać przyszłość, pod którą szkoła wojskowa kładzie fundament.
W równoważeniu sprawności fizycznej i umysłowej szkoła ta jest tak wszechstronna, jak mało która na świecie. Czysto wojskową służbę urozmaicają wszelkiego rodzaju sporty, rozluźnienie po wysiłku w łagodnym rytmie gimnastyki. Wszystkie gałęzie lekkiej atletyki, bieg i skok, pływanie i zapasy wzmacniają i krzepią bojową gotowość oraz pewność siebie – wzorem ich mistrza, jakim jest Hirschfeld. Po takim systematycznym treningu krzepiący posiłek smakuje wyśmienicie jak przysmak z pańskiego stołu.
W radosnym zgiełku gier, sportu i rywalizacji hartują się ciała, aż staną się twarde i odporne do służby bojowej w pełnym rynsztunku marszowym. Lubiana skrzynia z piaskiem, której precyzyjna budowa wymaga dokładnego liczenia, zmysłu formy i artystycznego zacięcia gry, przekazuje teoretyczną wiedzę o mądrym wykorzystaniu terenu aż do praktycznego zastosowania na ojczystej ziemi.
W zależności od skłonności i uzdolnień wspiera się okazję do wszelkiego rodzaju zajęć rzemieślniczych. Nauka języków obcych, edukacja światopoglądowa i rozrywka muzyczna wzbogacają wyszkolenie. A godzina czyszczenia broni łączy kolegów z izby w dbałości o powierzoną broń i odzież, wychowując do czystości i zamiłowania do porządku, do niesienia pomocy i koleżeństwa.
Takie barwne obrazy, łączące powagę i radość ze szkoły rzemiosła wojennego, która oznacza wartościową szkołę życia dla mężczyzny, układają się w całość i pozostają wspomnieniem na całe życie. Jak nieśmiertelne pieśni żołnierskie, które – zrodzone na zakurzonych drogach i pod zielonymi koronami lasów – przebrzmiewają wciąż na nowo podczas bezkresnych marszów i przy płonących ogniskach tak długo, jak istnieć będą niemieccy ludzie.
H.

Zdjęcie 1 (po lewej):
Jako przeciwwagę dla musztry, marszów defiladowych itp., uprawia się gimnastykę i lekką atletykę. Pierwsza kompania podczas porannego sportu. W tle nowoczesny budynek koszar.
Zdjęcie 2 (w środku):
Trzecia kompania to kompania strzelecka. Korytarz i wejście na klatkę schodową ozdobione są trofeami myśliwskimi. Czegoś takiego nie było w koszarach przedwojennych. Żołnierze idą na służbę w pełnym rynsztunku bojowym.
Zdjęcie 3 (po prawej):
Poranna i popołudniowa kawa pije się w izbach. Nie należy ich porównywać z pomieszczeniami, które dawniej jako jedyne oprócz kantyny były do dyspozycji żołnierzy. Narty za łóżkiem i obrazy na ścianie nadają im prywatny charakter. Izby są zamieszkane zazwyczaj przez 3 do 4 ludzi. Warto zwrócić uwagę na dzbanuszek do kawy.
Środkowy rząd:
Zdjęcie 4 (po lewej):
Czyszczenie broni. Nadzorujący sierżant to dawny mistrz świata w pchnięciu kulą, Hirschfeld.
Zdjęcie 5 (w środku):
Każda kompania ma swoją salę lekcyjną; tutaj porucznik prowadzi dla czwartej kompanii zajęcia przy makiecie terenu, teoretycznym terenie ćwiczeń.
Zdjęcie 6 (po prawej):
Kapitan i dowódca kompanii boksuje ze swoimi żołnierzami i cieszy się, gdy czuje na własnej skórze, że ma dobrych uczniów. Lekcje muzyki powinny być śledzone z równie dużym zainteresowaniem.
Dolny rząd:
Zdjęcie 7 (po lewej):
Zupełnie niezmieniony, jak w dawnych czasach, jest apetyt żołnierzy. W trzech takich olbrzymich kotłach gotuje się parówki, do tego jest zupa grochowa. Jedzenie jest „naprawdę dobre i obfite”. Po prawej kucharze w białych fartuchach, po lewej intendent, który dba o apetyt żołnierzy w przepisowych granicach.
Zdjęcie 8 (w środku):
Żołnierze w wojskowej szkole zawodowej (Heeresfachschule). Przygotowanie do egzaminu, który uprawnia do średniego pionu urzędniczego. Szkolenie jest znakomite, są podzielone kursy w zależności od zainteresowań.
Zdjęcie 9 (po prawej):
Zainteresowani muzyką z drugiej kompanii ćwiczą w czytelni walca. Druga kompania to poza tym kompania sportowa, która występuje jako klub sportowy „Hindenburg”.

M. Barschall – królewieckie krawiectwo i guziki urzędnicze

Firma M. Barschall została założona w Królewcu w 1858 roku. Zajmowała się eleganckim krawiectwem męskim, szyciem mundurów wojskowych i cywilnych, liberii oraz odzieży myśliwskiej. W ofercie znajdowały się także płaszcze przeciwdeszczowe i wyposażenie mundurowe.
Początki firmy sięgają spółki Tiedemann und Barschall. W 1865 roku, po wystąpieniu Johanna Ferdinanda Tiedemanna, jej majątek i zobowiązania przejął Marcus Barschall, który rozpoczął działalność na własny rachunek pod nazwą M. Barschall.
Firma rozwijała się przez kolejne dekady. W 1887 roku została wpisana do rejestru handlowego w Olsztynie, a w 1891 roku Marcus Barschall wraz z Fritzem Sachsem założył w Królewcu spółkę jawną Sachs & Co. W 1904 roku prokurę firmy M. Barschall otrzymał Ludwig Barschall, a rok później – Rosalie Barschall z domu Gugenheim.
Po śmierci Marcusa Barschalla w 1907 roku działalność firmy przejął Ludwig Barschall, zachowując jej dotychczasową nazwę. Jeszcze w 1914 roku firma działała przy Junkerstraße 16. Z zachowanego ogłoszenia sądowego wiemy, że dochodziła wówczas należności za sprzedany klientowi płaszcz.
M. Barschall podkreślała w reklamach, że jest dostawcą Cesarsko-Niemieckiej Poczty Rzeszy, Królewskiego Prezydium Policji oraz innych wysokich urzędów. Firma specjalizowała się więc nie tylko w modzie, ale również w odzieży służbowej i mundurach.

Poszukuję innych niż pokazane tutaj guzików sygnowanych M. Barschall, Königsberg, a także innych guzików związanych z Prusami Wschodnimi.






Sukna na płaszcze oficerskie poszukiwane do zakupu. 
Surówka bawełniana (surowa tkanina) poszukiwana do zakupu za okazaniem przydziału (kwitu zakupowego).
Oferty wraz z próbkami należy kierować do: 
M. Barschall, Królewiec/Prusy
Rok 1916. 

niedziela, 16 sierpnia 2026

Samuel Kronfeldt - Wartenburg

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła pamiątkowa szklanka przygotowana prawdopodobnie z okazji jubileuszu (75-lecia) firmy S. Kronfeldt z Barczewa. Początkowo pomyślałem, że wymienię ją z kimś na coś bardziej interesującego, a później rozważałem jej sprzedaż. Jednak podczas przygotowywania opisu do sprzedaży zorientowałem się, że w swoich zbiorach mam już list Samuela Kronfeldta z Barczewa.
Okazało się, że Samuel Kronfeldt był przedstawicielem żydowskiej rodziny, która była obecna w Barczewie jeszcze w latach 30. XX wieku. S. Kronfeldt miał urodzić się w 1826 roku i był kupcem zajmującym się handlem artykułami galanteryjnymi. 6 listopada 1894 roku przestał być właścicielem firmy.
14 marca 1933 roku członkowie SA przeprowadzili tzw. „przeszukanie domowe” w żydowskiej firmie S. Kronfeldt w Barczewie. Akcję uzasadniano podejrzeniem, że olsztyńscy komuniści zamówili w firmie Kronfeldt mundury SA oraz elementy wyposażenia. Przeszukanie, przeprowadzone wspólnie z policjantami, nie wykazało jednak żadnych podejrzanych przedmiotów ani dowodów.
Przy ul. Kościelnej sklep z tekstyliami i obuwiem do lat 20./30. XX wieku prowadził Julius, a później jego syn Max, zapewne wnuk Samuela. W 1938 roku Max, urodzony 7 kwietnia 1896 r., sprzedał sklep i przeniósł się do Berlina. Następnie został deportowany do Auschwitz, gdzie zmarł 7 kwietnia 1943 roku.
Nie mam pewności, jaki jubileusz upamiętnia prezentowana szklanka. Czy chodziło o 75. rocznicę urodzin Samuela Kronfeldta, czy może o rocznicę założenia firmy? Może ktoś z Was będzie w stanie coś podpowiedzieć.


75 Jahre S. Kronfeldt Wartenburg


Barczewo, 2 listopada 1865 r.
S. Kronfeldt pisze do Gottfrieda Schöne z Röhrsdorf. Upomina się o niedostarczony towar, choć nie jestem pewien, o jakie dokładnie rzeczy chodzi. Następnie prosi o ich niezwłoczne przesłanie, opłaconym transportem lub przez posłańca, do E. Seickbunda w Braniewie.


Do mojego sklepu z galanterią, pasmanterią, bielizną/wyrobami białymi oraz obuwiem poszukuję z dniem 1 stycznia 1916 roku dwóch zręcznych, wykwalifikowanych ekspedientek, które władają językiem polskim. Zgłoszenia z oczekiwaniami finansowymi oraz, jeśli to możliwe, ze zdjęciem – mile widziane.
S. Kronfeldt, Barczewo, Prusy Wschodnie.
Der Gesellige, Nr. 272, Sonnabend, 20. November 1915.