Wurzener Tageblatt : nr 26, 31.01.1941, s. 3.
niedziela, 8 marca 2026
Strzelcy i narty
Wurzener Tageblatt : nr 26, 31.01.1941, s. 3.
niedziela, 9 listopada 2025
Freiwilligen Volkswehr-Regiment Königsberg
Szczycieńscy Strzelcy w żadną rewolucję się nie angażowali – byli to „zdrowi” nacjonaliści i chętnie wstępowali do Freikorpsów. W lutym 1919 roku z weteranów batalionu strzelców utworzono w Szczytnie Yorckschen Freikorps. W okresie międzywojennym weterani strzelców nie uznawali demokracji ani Republiki Weimarskiej.
Zdjęcia i różnego rodzaju przedmioty związane z Korpusem Ochotniczym są bardzo rzadkie – to pamiątki z okresu przejściowego. 15 marca 1919 roku Wschodniopruski Korpus Ochotniczy został włączony do Reichswehry.
sobota, 8 listopada 2025
Erich Ernst Lange
Erich Ernst Lange urodził się 13 marca 1890 roku w Czaplinku (powiat drawski). W 1911 roku wstąpił jako jednoroczny ochotnik do szczycieńskiego batalionu strzelców. Jednoroczni ochotnicy, w zamian za pokrycie kosztów swojego umundurowania oraz częściowo wyposażenia i utrzymania, odbywali krótszą służbę wojskową. Po jej zakończeniu mogli ubiegać się o stopień oficera rezerwy. Po wybuchu wojny E. Lange został powołany do służby jako oficer 2. Jäger-Ersatz-Bataillon Nr. 1. W 1917 roku walczył w Karpatach. Dosłużył się stopnia porucznika i został odznaczony Krzyżem Żelaznym. Mieszkał w Królewcu, z zawodu był kupcem i pracował jako kierownik sklepu. W latach trzydziestych należał do NSDAP. Był także członkiem Bund für Gotterkenntnis – skrajnie antysemickiej i prawicowej organizacji religijnej założonej w 1937 roku przez Ericha i Mathilde Ludendorff.
Ojciec Ericha, Heinrich, był inżynierem budownictwa (Zivilingenieur) i zmarł w 1905 roku. Matka, Anna z domu Kirschnick, zmarła w 1927 roku. Erich miał troje rodzeństwa – dwóch braci i siostrę. Młodszy brat, Kurt, był oficerem w Feldartillerie-Regiment 260. Zginął 27 marca 1918 roku, miesiąc po tym, jak przebywał w domu w Królewcu na urlopie. W archiwum Ericha zachowały się jego zdjęcia i dokumenty, w tym list dowódcy do matki, informujący o śmierci syna.
Opublikowana tu fotografia, wysłana jako pocztówka, została wykonana w Szczytnie, w atelier braci Otto i Fritza Krauskopfów. Przedstawia Ericha Lange jako jednorocznego ochotnika szczycieńskich strzelców, o czym świadczą naramienniki obszyte grubą, białą nicią. U boku ma bagnet wyjściowy M71.
Na odwrocie zdjęcia znajduje się banalna korespondencja skierowana do matki (Pani Anna Lange, Königsberg i/Pr., Wilhelmstraße 13c), która w tłumaczeniu na język polski brzmi mniej więcej tak:
Kochana Mamuniu,
Jak Ci się podobam? Serdeczne pozdrowienia i kilka słów przesyła Ci Twój syn Erich.
Pozdrów wszystkich pozostałych. Mam nadzieję, że paczka już dotarła.
Użyty na pocztówce znaczek posiada perforację „R C(?)”. Dziurkowanie stosowano w firmach i urzędach, aby zabezpieczyć znaczki przed kradzieżą przez pracowników.
niedziela, 12 października 2025
Otto i Fritz Krauskopf
niedziela, 17 sierpnia 2025
Na szczycieńskim dworcu
Te trzy fotografie wykonano na szczycieńskim dworcu kolejowym na przestrzeni niespełna czterdziestu lat. Pierwsza powstała w trakcie I wojny światowej i pochodzi z albumu fotograficznego oficera 1. (Wschodniopruskiego) Rezerwowego Batalionu Strzelców – Ericha Ernsta Langego. Druga, z 1934 roku, przedstawia żołnierzy 2. Pułku Piechoty z Kętrzyna. Trzecia ukazuje żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 40.
piątek, 11 kwietnia 2025
O naramiannikach szczycieńskich strzelców
1. (Wschodniopruski / ) Batalion Strzelców im. Grafa Yorcka von Wartenburga.
Wschodniopruscy strzelcy, stacjonujący od 1 kwietnia 1890 roku w Szczytnie, stanowili małą i elitarną jednostkę (wydzielony batalion). Zachowało się po nich niewiele elementów umundurowania i wyposażenia. W tej notce chciałbym przyjrzeć się pnaramiannikom z ich mundurów. Na naramiennikach wschodniopruskich strzelców widniała cyfra „1”. Naramienniki szeregowca miały kolor czerwony. Te noszone przez jednorocznych ochotników były obszyte biało-czarną nicią. Naramienniki oficerskie również miały czerwone tło. Na mundurach polowych, ze względu na lepsze maskowanie, kolor czerwony zastąpiono zielonym (feldgrau).
poniedziałek, 24 lutego 2025
Odwrót w kierunku Wisły
W nocy nadszedł rozkaz, że batalion miał wycofać się do Darkehmen o godzinie 4:00 rano. Do Darkehmen? – Wycofać się? – Dlaczego? – Przecież zwyciężyliśmy. Dlaczego nie ścigamy pokonanego wroga, jak to jest zwykle przyjęte? W XVII Korpusie, dalej na lewo, nie wszystko poszło tak gładko jak u nas – ale nawet jeśli, to przecież moglibyśmy pomóc przywrócić porządek. Na prawo przed nami, na flankach przeciwnika, stoi przecież jeszcze 3. Dywizja Rezerwowa. Cóż, dowództwo zapewne wie, co robi; lepiej niż my. I tak strzelcy o godzinie 4:00 rano wyruszyli w stosunkowo dobrych nastrojach do Darkehmen. Po drodze, gdy większość oddziału była już w marszu, jeden z piechurów siedział oparty o drzewo i wydawało się, że śpi. Jeden ze strzelców, żartując, zawołał do niego z kolumny marszowej: „Chodź z nami, kamracie, Kozacy są już tuż za nami!”. Dotknął go, by podkreślić swoje słowa. Żołnierz jednak nie obudził się – był martwy. W Darkehmen panował przygnębiający widok. Większość ludności już uciekła, spodziewano się rychłego nadejścia Rosjan. Batalion otrzymał początkowo rozkaz bronienia koszar do ostatka. Później dostał zadanie osłony artylerii i zabezpieczenia pozycji na wschodzie. Już cicho mówiono o kolejnej drodze powrotnej. – Wówczas niebo, choć świeciło słońce i nie było chmur, ciemniało. Stopniowo malała jasność, a na zewnątrz zapanował dziwny chłód. Wszystko w przyrodzie nabrało blado-niebieskiego zabarwienia. Powietrze wydawało się szaro-niebieskie. Nastrój stał się niepokojący. Dopiero stopniowo zaczęto się dowiadywać, że miało miejsce zaćmienie słońca. Niektórzy z pewnością traktowali to w milczeniu jako złowieszczy znak dla nadchodzących wydarzeń. Wieczorem kontynuowano marsz powrotny. W Großbeinuhnen strzelcy rozbili obóz. Rosjanie najwyraźniej tylko słabą kawalerią powoli ich ścigali. Po krótkim nocnym odpoczynku ruszyli dalej w kierunku Kryłowa (Nordenburg). Dla licznych chorych żołnierzy sprowadzono wozy. W Posegnick batalion zakwaterował się w lokalnych kwaterach i miał tam dzień odpoczynku 23 sierpnia. Po przetrwanych trudach myśliwi szczególnie cieszyli się z dobrych kwater. Jako wyraz wdzięczności za okazaną gościnność, starszy sierżant Bogt zadedykował rodzinie gospodarza kwatery, właściciela majątku Posegnick, następujący wiersz:
Z podstępem i zazdrością ze wszystkich stron
Wróg rzuca się na nasz niemiecki naród.
Ale mocni i prości jak nigdy w innych czasach,
Stanęliśmy razem za niemieckim prawem.
Z radością i dumą podeszliśmy do sztandaru.
Z wściekłością patrzyliśmy na naszą ludzką nędzę.
Z zimną ręką zerwał nas z każdego złudzenia
Pierwszy dramat na polu bitwy, gorzki poważny los i śmierć.
Ale raz jeszcze ujrzeliśmy pokój,
Cieszyliśmy się z dobrodziejstw, spokoju i błogosławieństw pokoju
W waszym domu, jak spojrzenie w sen.
Dziękujemy! Żegnajcie! Nie możemy się zmęczyć.
Nie boimy się podstępu ani liczby wrogów.
Bronimy niemieckiego prawa niemiecką stalą.
24 sierpnia 1. Korpus Rezerwowy kontynuował marsz z przednią i tylną strażą, podczas gdy kawaleria prowadziła zwiad na południe. Z przodu i z tyłu należało liczyć się z wrogiem. Wieczorem myśliwi zakwaterowali się w Łabędnik (Groß Schwansfeld). Im dalej cofano się na zachód, tym bardziej niepokojące stawały się nastroje. Coraz bardziej stanowczo pojawiały się pogłoski, że trzeba będzie wycofać się za Wisłę. Nizina Wisły miałaby zostać zalana. Liczono na to, że w ten sposób uda się najlepiej powstrzymać rosyjski „walec parowy” w marszu na Berlin. „A nasze ukochane Prusy Wschodnie, ojczyzna największej części strzelców, mają zostać porzucone i oddane na łaskę i niełaskę rosyjskich hord? – Czy naprawdę nie ma innego wyjścia? –”
Tymczasem na miejsce generała pułkownika von Prittwitza 22 sierpnia mianowano generała piechoty von Hindenburga na naczelnego dowódcę 8. Armii, a generała majora Ludendorffa na szefa sztabu generalnego. Rosyjska Armia Narewska pod dowództwem generała Samsonowa tymczasem powoli posuwała się na północ, w głąb Prus Wschodnich. Armia Niemna, której południowe skrzydło toczyło walki ze strzelcami w okolicach Gołdapi, została zaskoczona niemieckim odwrotem. Poniosła ciężkie straty i początkowo ledwie odważyła się ruszyć w pościg, dzięki czemu 8. Armii udało się oderwać od przeciwnika.
Fragment książki: „Mit Tschako und Stahlhelm” Kriegsgeschichte des Ostpr. Reserve-Jäger-Bataillons Nr. 1., Berlin 1929.
niedziela, 23 lutego 2025
Potyczka pod Kleszczewem - 20 sierpnia 1914
Bitwa pod Gawaiten–Gumbinnen -19–20 sierpnia 1914
Potyczka pod Kleszczewem - 20 sierpnia 1914
Dowódca 1. Korpusu Rezerwowego, generał porucznik von Below, zamierzał rankiem 20 sierpnia kontynuować marsz w kierunku północno-wschodnim, aby włączyć się do bitwy XVII Korpusu Armijnego lub zaatakować silne rosyjskie oddziały zgłoszone w rejonie Gołdapi, jeśli miałyby one posuwać się na północ w kierunku prawego skrzydła XVII Korpusu Armijnego. Gdy batalion 1. Dywizji Rezerwowej, maszerując w kolumnie marszowej, po szesnastogodzinnym marszu dotarł około godziny 11 przed południem w pobliże Kleszowa, nadeszła wiadomość, że silne oddziały wroga znajdują się już na północny zachód od Gołdapi. Mimo to dywizja początkowo zamierzała obejść Gołdap, licząc na to, że Rosjanie nie zaatakują zbyt szybko, aby uderzyć na skrzydło rosyjskich sił walczących na południowy wschód od Gumbinnen. Nagle jednak padł rozkaz: „Nieprzyjacielscy strzelcy posuwają się na Jodzhuny.” Wkrótce zauważono, jak Rosjanie nadciągają w liniach strzeleckich. Oddziały przyspieszyły rozwinięcie się i samodzielnie przeszły z kolumny marszowej na prawą stronę. Pułki piechoty 72. Brygady Rezerwowej zaatakowały Rosjan po obu stronach szosy prowadzącej do Gołdapi, przy czym przeciwnik otworzył ogień krótko po godzinie 11 przed południem. Batalion strzelców podążał wzdłuż szosy jako rezerwa brygady w drugiej linii.Pomimo ogromnego wysiłku wymaganego od niewyszkolonych jeszcze rezerwistów, wszyscy byli gotowi do walki. Wkrótce rozpoczęła się pierwsza bitwa, w której uczestniczyli strzelcy. Widok, jaki się przed nimi roztaczał, był niezapomniany. Niemieckie oddziały posuwały się naprzód, Rosjanie również. Wszędzie rozbrzmiewał gwałtowny ogień piechoty, widać było eksplodujące szrapnele i słychać było wybuchające granaty. Ranni byli odprowadzani na tyły. Nawiązano kontakt z innymi oddziałami. Kapitan Ernst opisał swoje wrażenia następująco:„Przed naszymi oczami rozgrywał się pierwszy obraz bitwy w tej wojnie światowej, podczas gdy my, prawie w ogóle niepokojeni ogniem przeciwnika, leżeliśmy w naszym wąwozie niejako jako obserwatorzy. Od czasu do czasu żołnierze w polowych mundurach ruszali do przodu, podoficerowie na czele. Tu i ówdzie ktoś padał lub czołgał się ranny do tyłu. Pierwszą falę atakujących wspierała druga, łącząc się z nią w rowie przy drodze Kleszowen-Toczyły (Tautschillen), który był oczywiście łatwym celem dla rosyjskiej artylerii i dlatego został szybko opuszczony. Patrole strzelców donosiły, że bateria artyleryjska, która zadawała poważne straty naszym żołnierzom, była słabo osłaniana i mogła zostać łatwo zdobyta. Dlaczego więc odmówiono strzelcom pozwolenia na atak? Żołnierz frontowy nie zna przebiegu całej bitwy, widzi tylko jej niewielki fragment i może się jedynie domyślać, jakie czynniki kierują decyzjami wyższych dowódców.”Po stosunkowo krótkim czasie rosyjski atak został powstrzymany. Strzelcy nie byli zadowoleni z tego, że wciąż nie zostali wprowadzeni do pierwszej linii walki. W dalszym natarciu za prawym skrzydłem brygady kapitan Mellin dostrzegł, że lewa flanka wroga jest nieosłonięta, co stwarzało możliwość zaskakującego ataku. Poprosił dowództwo brygady o pozwolenie na wykonanie tego korzystnego manewru flankowego dla swojego batalionu strzelców, ale jego prośba została odrzucona. Batalion ruszył następnie o 14:15 na wschód od jeziora „Kleszczowskiego”, zajmując pozycję w drugiej linii. Kompanie sprawnie posuwały się naprzód, wykorzystując ukształtowanie terenu. W dalszym przebiegu walk udało się odepchnąć Rosjan, którzy ponieśli ciężkie straty. Cofający się przeciwnik nie był jednak ścigany. O godzinie 21:00 strzelcy zajęli biwak na zdobytym polu bitwy, w pobliżu płonącej wioski Jodszuhnen, nie mając jednak okazji do szczególnych osiągnięć. W międzyczasie Rosjanie również się wycofali, więc naprędce urządzono prowizoryczny obóz i starano się zasnąć tak dobrze, jak to było możliwe. Batalion przeszedł swój chrzest bojowy i oddał pierwszą ofiarę dla ojczyzny – 1 poległego i 6 rannych. Wokół widać było łunę pożarów płonących wsi i gospodarstw. Wróg został pokonany, a Niemcy utrzymali pole bitwy jako zwycięzcy.
W jednostce walczącej dalej na lewym skrzydle dywizji został ranny również jej dowódca, generał porucznik von Förster.
Fragment książki: „Mit Tschako und Stahlhelm” Kriegsgeschichte des Ostpr. Reserve-Jäger-Bataillons Nr. 1., Berlin 1929.


.jpg)
.jpg)






.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)






ff.jpg)
.jpg)




nnn.jpg)
