niedziela, 28 grudnia 2025

Swastyki i naziści

Muszę się do czegoś przyznać — nie mogę już tego dłużej ukrywać. Pewnie zaraz posypią się jakieś donosy do mojej pracy, ale trudno. Bardzo lubię zdjęcia ze swastykami i w ogóle takie, które przedstawiają zwyczajnych, prostych zwolenników nazizmu. Są dla mnie fascynujące. Ludzie uwiecznieni na tych fotografiach wierzyli, że są „lepszym sortem”, że tworzą nowy, lepszy świat, że wstają z kolan. 
Jeszcze długo — przynajmniej dopóki nie przydarzy się nam coś równie strasznego — będziemy się zastanawiać, jak doszło do tego szaleństwa. Patrząc na te zdjęcia, zastanawiam się, co te kobiety myślały o swoim nazizmie po wojnie, a jeszcze bardziej — pod koniec życia. Czy wszystko wyparły i funkcjonowały w lokalnych społecznościach jako szanowane matrony? A może, jeśli pochodziły z Prus Wschodnich, skupiły się przede wszystkim na utracie swojej małej ojczyzny i doznanych krzywdach? Wydaje mi się, że mechanizm wyparcia był czymś naturalnym, a głębsza refleksja należała raczej do wyjątków.
Dziś również widzimy ludzi spotykających się z politykami skrajnymi, nie stroniącymi od kłamstw czy zwykłego chamstwa. Ludzie nie wstydzą się zdjęć robionych podczas takich spotkań. Nie myślą o tym, że ktoś kiedyś spojrzy na te fotografie i zapyta, jak to było możliwe, że dali się uwieść szaleństwu — albo po prostu wykorzystać wyrachowaniu i cynizmowi. Pewne mechanizmy pozostają niezmienne; na szczęście jak dotąd występują w mniejszej skali niż w pierwszej połowie XX wieku.
Piszę o tym (tłumaczę się), bo — jak zwykle — pojawiły się liczne głosy oburzenia wobec opublikowania tego zdjęcia.


Dziewczęta z Bajd / Boyden (powiat iławski, gmina Zalewo), ze szkoły przywódczyń Bund Deutscher Mädel (żeńska sekcja nazistowskiej niemieckiej organizacji młodzieżowej Hitlerjugend). Rok 1936.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz