Jeszcze kilka uwag w związku z opracowaniem archeologicznym, o którym wspomniałem w tym poście: https://powiatszczycienskihistoria.blogspot.com/2026/08/eckie-browary-i-nie-tylko.html
Gdy wyszukuję informacje za pomocą AI, są one przez nią w pewien sposób segregowane pod względem wiarygodności. Blogi takie jak mój znajdują się na samym dole, jeśli chodzi o wiarygodność. Czasem AI wręcz zaznacza, że jest to strona kolekcjonerska o niskiej wiarygodności. Natomiast opracowania archeologiczne są traktowane jako profesjonalne i wyjątkowo wiarygodne źródła. I zazwyczaj, jeśli dotyczą starszych epok, rzeczywiście tak jest. Problem zaczyna się wtedy, gdy archeolodzy zabierają się za temat, na którym się po prostu nie znają. Wtedy potrafi być groteskowo.
AI do tego stopnia traktuje opracowania archeologiczne jako pewne źródło wiedzy, że nawet jeśli wyraźnie poprosisz ją, żeby nie korzystała z konkretnego opracowania, potrafi i tak do niego sięgnąć. Sprawdziłem to przy okazji poszukiwania informacji o browarach w Ełku.
Gdy wyszukuję informacje za pomocą AI, są one przez nią w pewien sposób segregowane pod względem wiarygodności. Blogi takie jak mój znajdują się na samym dole, jeśli chodzi o wiarygodność. Czasem AI wręcz zaznacza, że jest to strona kolekcjonerska o niskiej wiarygodności. Natomiast opracowania archeologiczne są traktowane jako profesjonalne i wyjątkowo wiarygodne źródła. I zazwyczaj, jeśli dotyczą starszych epok, rzeczywiście tak jest. Problem zaczyna się wtedy, gdy archeolodzy zabierają się za temat, na którym się po prostu nie znają. Wtedy potrafi być groteskowo.
AI do tego stopnia traktuje opracowania archeologiczne jako pewne źródło wiedzy, że nawet jeśli wyraźnie poprosisz ją, żeby nie korzystała z konkretnego opracowania, potrafi i tak do niego sięgnąć. Sprawdziłem to przy okazji poszukiwania informacji o browarach w Ełku.
Podobnie jest przy stanowieniu prawa i pilnowaniu jego przestrzegania. Dla prawodawców, prokuratorów czy sędziów kolekcjoner jest nikim — jego wiedza i doświadczenie są traktowane jako niewiarygodne. Za to archeolog czy muzealnik uchodzi za pewnego eksperta. I zazwyczaj rzeczywiście tak jest. Niestety, zdarza się również, że jest odwrotnie. Archeolog czy muzealnik, skupiony na swojej dziedzinie, a czasem wręcz oderwany od rzeczywistości, potrafi pisać lub opowiadać o kwestiach związanych z kolekcjonerstwem — na których przecież się nie zna, bo jego specjalizacja jest zupełnie inna — niewiarygodne bzdury.
Korzystanie z AI przy pisaniu postów nie jest więc wcale tak proste, jak mogłoby się niektórym szczycieńskim humanistom wydawać (przepraszam za tę nie dla wszystkich zrozumiałą złośliwość). Trzeba jednak wykazać się przy tym zarówno inteligencją, jak i wiedzą. Sądzę, że niewiele osób byłoby w stanie odpowiednio ocenić sugestie AI dotyczące historii ełckich browarów. Obawiam się też, że rewelacje ze wspomnianego opracowania archeologicznego będą dalej powielane.
Pisałem niedawno, że bardziej niż historykiem czuję się kolekcjonerem. Zdradzę więc tu trochę swojego warsztatu.
Historyk powinien w miarę systematycznie korzystać z archiwów. Ja robię to sporadycznie. Za to systematycznie, całymi dniami, przeszukuję coraz obszerniejsze zasoby cyfrowe. Jest to mozolna i wymagająca ogromnej ilości czasu praca i gwarantuję, że nie każdemu chciałoby się ją wykonać.
To nie jest tak, że wpiszemy na przyklad w ChatGPT imię i nazwisko oraz miejscowość i od razu wyskoczy nam wszystko, co znajduje się w tym temacie w Internecie. Czasem coś ciekawego pojawi się od razu, innym razem wynik będzie zerowy. Często trafiam na interesujące informacje przypadkiem, czytając jakąś gazetę, nawet niekoniecznie wydaną w naszym regionie. Tutaj bardzo pomaga mi kolekcjonerstwo. Po prostu zbieram cyfrowe wycinki, a ich wyszukiwanie sprawia mi przyjemność. Czytanie starej prasy jest moim hobby i wątpię, żeby w naszym regionie ktoś robił to na taką skalę jak ja, ponieważ jest to niezwykle czasochłonne. Oczywiście nie przeglądam wyłącznie prasy i książek. Szukam również w cyfrowych zasobach archiwalnych.
Fajnie byłoby, gdyby sztuczna inteligencja była kiedyś w stanie w pewny sposób i wyczerpująco przeszukać wszystkie zasoby cyfrowe, w tym rękopisy, pod kątem konkretnego tematu, nazwiska czy słowa. Nie wydaje mi się jednak, żeby było to w pełni możliwe. Z drugiej strony, gdyby AI potrafiła zrobić wszystko za nas, zniknęłaby też przyjemność z trafienia, po długich poszukiwaniach, na jakąś rewelacyjną informację.
Przykładem może być opublikowana w prasie w głębi Niemiec w latach 30. XX wieku relacja ze zdobycia pod Łyną 23 sierpnia 1914 roku przez szczycieńskiego strzelca rosyjskiego sztandaru pułku Dubicza. Mimo że znalazłem ten artykuł kilka lat temu, do dziś go jeszcze nie opublikowałem. Tyle osób interesuje się bitwą pod Tannenbergiem, a nikt nie trafił ani na tę, ani na inne rewelacyjne informacje, które udało mi się znaleźć.
Bo to nie jest tak, że takie rzeczy wyskakują w Internecie od ręki. Naprawdę łatwiej i szybciej jest, pisząc na jakiś temat, przepisać coś z książki czy czasopisma i uzupełnić to o stosunkowo łatwy do znalezienia dokument archiwalny.
Lubię też przeglądać prasę na żywo i mam to szczęście korzystać z dosyć dobrze zachowanych roczników dawnej prasy szczycieńskiej. Jednak najważniejszym źródłem historycznych informacji są dla mnie moje własne zbiory oraz zasoby innych kolekcjonerów. Można z nich wyciągnąć naprawdę bardzo dużo. Są to zdjęcia — w tym całe albumy fotograficzne — pocztówki z zawartą na nich korespondencją i różnego rodzaju stemplami, tysiące listów, dokumenty, wycinki prasowe i całe gazety, a także różnego rodzaju przedmioty. Profesjonalni historycy do tego typu źródeł informacji docierają niezwykle rzadko. Zazwyczaj podążają utartymi schematami.
Więc jednak jestem historykiem — tylko takim trochę specyficznym.
Korzystanie z AI przy pisaniu postów nie jest więc wcale tak proste, jak mogłoby się niektórym szczycieńskim humanistom wydawać (przepraszam za tę nie dla wszystkich zrozumiałą złośliwość). Trzeba jednak wykazać się przy tym zarówno inteligencją, jak i wiedzą. Sądzę, że niewiele osób byłoby w stanie odpowiednio ocenić sugestie AI dotyczące historii ełckich browarów. Obawiam się też, że rewelacje ze wspomnianego opracowania archeologicznego będą dalej powielane.
Pisałem niedawno, że bardziej niż historykiem czuję się kolekcjonerem. Zdradzę więc tu trochę swojego warsztatu.
Historyk powinien w miarę systematycznie korzystać z archiwów. Ja robię to sporadycznie. Za to systematycznie, całymi dniami, przeszukuję coraz obszerniejsze zasoby cyfrowe. Jest to mozolna i wymagająca ogromnej ilości czasu praca i gwarantuję, że nie każdemu chciałoby się ją wykonać.
To nie jest tak, że wpiszemy na przyklad w ChatGPT imię i nazwisko oraz miejscowość i od razu wyskoczy nam wszystko, co znajduje się w tym temacie w Internecie. Czasem coś ciekawego pojawi się od razu, innym razem wynik będzie zerowy. Często trafiam na interesujące informacje przypadkiem, czytając jakąś gazetę, nawet niekoniecznie wydaną w naszym regionie. Tutaj bardzo pomaga mi kolekcjonerstwo. Po prostu zbieram cyfrowe wycinki, a ich wyszukiwanie sprawia mi przyjemność. Czytanie starej prasy jest moim hobby i wątpię, żeby w naszym regionie ktoś robił to na taką skalę jak ja, ponieważ jest to niezwykle czasochłonne. Oczywiście nie przeglądam wyłącznie prasy i książek. Szukam również w cyfrowych zasobach archiwalnych.
Fajnie byłoby, gdyby sztuczna inteligencja była kiedyś w stanie w pewny sposób i wyczerpująco przeszukać wszystkie zasoby cyfrowe, w tym rękopisy, pod kątem konkretnego tematu, nazwiska czy słowa. Nie wydaje mi się jednak, żeby było to w pełni możliwe. Z drugiej strony, gdyby AI potrafiła zrobić wszystko za nas, zniknęłaby też przyjemność z trafienia, po długich poszukiwaniach, na jakąś rewelacyjną informację.
Przykładem może być opublikowana w prasie w głębi Niemiec w latach 30. XX wieku relacja ze zdobycia pod Łyną 23 sierpnia 1914 roku przez szczycieńskiego strzelca rosyjskiego sztandaru pułku Dubicza. Mimo że znalazłem ten artykuł kilka lat temu, do dziś go jeszcze nie opublikowałem. Tyle osób interesuje się bitwą pod Tannenbergiem, a nikt nie trafił ani na tę, ani na inne rewelacyjne informacje, które udało mi się znaleźć.
Bo to nie jest tak, że takie rzeczy wyskakują w Internecie od ręki. Naprawdę łatwiej i szybciej jest, pisząc na jakiś temat, przepisać coś z książki czy czasopisma i uzupełnić to o stosunkowo łatwy do znalezienia dokument archiwalny.
Lubię też przeglądać prasę na żywo i mam to szczęście korzystać z dosyć dobrze zachowanych roczników dawnej prasy szczycieńskiej. Jednak najważniejszym źródłem historycznych informacji są dla mnie moje własne zbiory oraz zasoby innych kolekcjonerów. Można z nich wyciągnąć naprawdę bardzo dużo. Są to zdjęcia — w tym całe albumy fotograficzne — pocztówki z zawartą na nich korespondencją i różnego rodzaju stemplami, tysiące listów, dokumenty, wycinki prasowe i całe gazety, a także różnego rodzaju przedmioty. Profesjonalni historycy do tego typu źródeł informacji docierają niezwykle rzadko. Zazwyczaj podążają utartymi schematami.
Więc jednak jestem historykiem — tylko takim trochę specyficznym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz