Służący w 3. kompanii szczycieńskich strzelców Paul Döhler pisze do swojego brata, asystenta stacji (urzędnika kolejowego), w Riesa w Saksonii.
Szczytno, dnia 16.06.01 r.
Drogi Bracie i Bratowo!
Otrzymałem Wasz list z 21. ubiegłego miesiąca, za który bardzo dziękuję. Chciałem odpisać już dawno, ale miałem bardzo mało czasu. 1 czerwca przeprowadziłem się z moim lejtnantem (porucznikiem) do miasta i zawsze jest tu coś do roboty, zanim wszystko zostanie urządzone; mamy też sporo służby ze względu na Manewry Cesarskie.
Drogi Bracie, co do moich dalszych losów (kariery), nie jestem jeszcze do końca zdecydowany, zresztą niczego nie da się jeszcze przewidzieć. Jeśli zechcę podpisać kapitulację (zobowiązanie do dalszej służby zawodowej), mogę to zrobić także po manewrach. U strzelców (jegrów) i tak nie mogę zostać. Pewnie będzie mi dość ciężko zamienić mój piękny zielony mundur na niebieski. Brat Otto odradza mi dalszą służbę; uważa, że kto teraz służy 12 lat, ten kończy z reumatyzmem albo gruźlicą. On dobrze wie, jakie trudy niesie teraz ze sobą życie żołnierskie.
Mieliśmy dzisiaj przegląd (inspekcję) dokonaną przez dowódcę naszego korpusu armijnego, generała piechoty, Jego Ekscelencję hrabiego Finck von Finckensteina. Powiedział: „Strzelcy, to co dzisiaj u was widziałem, było bardzo dobre. Mam nadzieję, że dorośliście do wymagań, jakie postawię wam podczas tych manewrów. Mam zamiar przydzielić was do dywizji kawalerii, nasmarujcie więc dobrze nogi, żebyście nadążyli”. No, całkiem ładne perspektywy nam się szykują. Z pełnym rynsztunkiem; w takim przypadku musielibyśmy pokonywać takie same dystanse jak kawaleria. Nieźle – pewnie wypadnie maszerować po 70 km dziennie. Myślę, że wtedy każdemu odejdzie ochota na dalszą służbę zawodową; po dwóch latach człowiek ma już serdecznie dosyć.
Co do zgłoszenia się na pocztę, myślę, że najlepiej jest zwrócić się pisemnie do głównego urzędu pocztowego. Kiedy w zeszłym roku, po poborze, zwróciłem się do głównego urzędu pocztowego w Charlottenburgu, już drugiego dnia przyszedł do mojego mieszkania listonosz z informacją, że mam się stawić następnego dnia na rozmowę. Pierwsze, o co zapytał mnie naczelnik, to czy byłem już w wojsku. Powiedziano mi, że gdybym był już po służbie, mógłbym zostać przyjęty od razu, jednak kandydatów cywilnych jest już przewidzianych zbyt wielu. Jeśli zostanę żołnierzem i po zakończeniu służby nadal będę miał ochotę pracować na poczcie, powinienem zgłosić się do głównego urzędu pocztowego w Berlinie.
Cóż, jeśli nie uda mi się dostać posady na kolei ani na poczcie, to i tak nie spuszczę nosa na kwintę. Nie rozpaczaj, świat jest wielki – "chwyć kostur w dłoń, a na spoczynek wszędzie znajdzie się samotny, chłodny grób".
Na tym kończę, z nadzieją, że u Was wszystkich wszystko w porządku, tak jak i u mnie.
Z wieloma pozdrowieniami,
Wasz brat, Albert
Szczytno, dnia 16.06.01 r.
Drogi Bracie i Bratowo!
Otrzymałem Wasz list z 21. ubiegłego miesiąca, za który bardzo dziękuję. Chciałem odpisać już dawno, ale miałem bardzo mało czasu. 1 czerwca przeprowadziłem się z moim lejtnantem (porucznikiem) do miasta i zawsze jest tu coś do roboty, zanim wszystko zostanie urządzone; mamy też sporo służby ze względu na Manewry Cesarskie.
Drogi Bracie, co do moich dalszych losów (kariery), nie jestem jeszcze do końca zdecydowany, zresztą niczego nie da się jeszcze przewidzieć. Jeśli zechcę podpisać kapitulację (zobowiązanie do dalszej służby zawodowej), mogę to zrobić także po manewrach. U strzelców (jegrów) i tak nie mogę zostać. Pewnie będzie mi dość ciężko zamienić mój piękny zielony mundur na niebieski. Brat Otto odradza mi dalszą służbę; uważa, że kto teraz służy 12 lat, ten kończy z reumatyzmem albo gruźlicą. On dobrze wie, jakie trudy niesie teraz ze sobą życie żołnierskie.
Mieliśmy dzisiaj przegląd (inspekcję) dokonaną przez dowódcę naszego korpusu armijnego, generała piechoty, Jego Ekscelencję hrabiego Finck von Finckensteina. Powiedział: „Strzelcy, to co dzisiaj u was widziałem, było bardzo dobre. Mam nadzieję, że dorośliście do wymagań, jakie postawię wam podczas tych manewrów. Mam zamiar przydzielić was do dywizji kawalerii, nasmarujcie więc dobrze nogi, żebyście nadążyli”. No, całkiem ładne perspektywy nam się szykują. Z pełnym rynsztunkiem; w takim przypadku musielibyśmy pokonywać takie same dystanse jak kawaleria. Nieźle – pewnie wypadnie maszerować po 70 km dziennie. Myślę, że wtedy każdemu odejdzie ochota na dalszą służbę zawodową; po dwóch latach człowiek ma już serdecznie dosyć.
Co do zgłoszenia się na pocztę, myślę, że najlepiej jest zwrócić się pisemnie do głównego urzędu pocztowego. Kiedy w zeszłym roku, po poborze, zwróciłem się do głównego urzędu pocztowego w Charlottenburgu, już drugiego dnia przyszedł do mojego mieszkania listonosz z informacją, że mam się stawić następnego dnia na rozmowę. Pierwsze, o co zapytał mnie naczelnik, to czy byłem już w wojsku. Powiedziano mi, że gdybym był już po służbie, mógłbym zostać przyjęty od razu, jednak kandydatów cywilnych jest już przewidzianych zbyt wielu. Jeśli zostanę żołnierzem i po zakończeniu służby nadal będę miał ochotę pracować na poczcie, powinienem zgłosić się do głównego urzędu pocztowego w Berlinie.
Cóż, jeśli nie uda mi się dostać posady na kolei ani na poczcie, to i tak nie spuszczę nosa na kwintę. Nie rozpaczaj, świat jest wielki – "chwyć kostur w dłoń, a na spoczynek wszędzie znajdzie się samotny, chłodny grób".
Na tym kończę, z nadzieją, że u Was wszystkich wszystko w porządku, tak jak i u mnie.
Z wieloma pozdrowieniami,
Wasz brat, Albert




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz